Przystanek Chiang Mai


Przedpołudniowy relaks nad basenem i o 14:30 łapiemy autobus do Chiang Mai. Na szczęście nie musimy wracać tuk- tukiem na dworzec w Sukhothai, przystanek jest nieopodal wejścia do Historical Park. Nawiew w autokarze szaleje jak w każdym azjatyckim środku transportu publicznego (bluza na długi rękaw jest absolutnym must have mimo ponad 30 stopniowego upału!), siedzenia skaczą na każdym wyboju, stan toalet dostępnych podczas postoju daje bolesny dowód temu jak daleko jesteśmy od domu.

W Chiang Mai jesteśmy wieczorem. Razem z przypadkowo poznanymi Hiszpanami łapiemy pickup tracka, na którego pace za 30bht od osoby (ostro wytargowana cena) jedziemy do ogrodzonej zabytkowym murem starej części miasta, gdzie mamy upatrzony hostel. Julie Guest House przypomina hipisowską komunę. Kolorowe patio zaadoptowane na restaurację i recepcję zachwyca klimatem od pierwszego wejrzenia. Wiele kolorów, języków, zapachów i muzyka, która zachęca by wyciągnąć się wygodnie na szmacianej leżance. Pokój czeka na nas, mimo że nie potwierdziliśmy rezerwacji, a jak się przekonamy w ciągu najbliższych dni, pokoje są dostępne tylko w godzinach rannych, popołudniu wszystkie są już zajęte. Greg (bardzo nie-niemiecki Niemiec będący właścicielem tego przybytku) wydaje nam klucze i objaśnia panujące tu zasady zaufania. Z zasobów lodówek możemy korzystać o każdej porze, niezależnie od tego czy restauracja jest otwarta- wystarczy samemu się obsłużyć i wszystko skrupulatnie zapisać w zeszyciuku naszego pokoju. Należności uregulujemy podczas check-outu. Zameldujemy się jutro bo… dziś jest już późno. Nie możemy się nadziwić  panującej tu swobodzie. Bardzo nam się tu podoba :-) Nawet mocno hostelowy standard pokojów nie umniejsza naszego zachwytu. Trudno jedynie  przyzwyczaić się do zakazu wrzucania papieru toaletowego do kanalizacji. Jakoś tak po europejsku chcielibyśmy zużyte artykuły higieniczne (a w szczególności ten papier!) jak najszybciej usuwać z zasięgu wzroku.

 

 

Zrzucamy plecaki i idziemy na lokalny Food Market, gdzie stołują się tubylcy. Po drodze mijamy wielu przychodniów z posiłkami (również zupami) wrzuconymi wprost do foliowych reklamówek. Phad Thai znów wyśmienity!

Night Market- jedno z największych targowisk różności w Tajlandii- znajduje się 15 minut pieszo od Julie GH. Mnóstwo tu badziewia i rękodzieła, Trudno się zdecydować, coraz trudniej targować gdy zmęczenie daje się we znaki. Wrócimy tu jutro.

 

 


autobus Sukhothai- Chiang Mai- 300 bht (5,5 h)

Julie Guest House- 200 bht/doba/2 osoby


 

 Cały dziennik z podróży po Tajlandii znajdziesz TU.

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *