A może by tak… w Bieszczady? 10 komentarzy


Dźwięk budzika wywołuje traumę, masz milion nieprzeczytanych maili, na widok szefa dostajesz drgawek, śnią ci się spadające windy, ktoś porysował ci samochód i już nawet ulubiona pomidorowa nie jest w stanie poprawić ci nastroju? Myślisz sobie „a może by rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady”?

To jeden z najpopularniejszych kierunków ucieczki, o którym marzymy gdy „za dużo”, które włożyliśmy sobie na głowę zaczyna z hukiem spadać i niszczyć wszystko wokół. Dlaczego? Bo Bieszczady to cisza, spokój, natura. Bez wielkiego wysiłku znajdziemy tu miejsca gdzie nie ma NIC: ani ludzi, ani zasięgu. Wyjazdu nie trzeba planować z wyprzedzeniem (jedziesz dokładnie wtedy kiedy masz dość a nie za 3 tygodnie i dwa dni) bo górskie schronisko zawsze nas przyjmie pod swój dach. Szczególnie przyjemnie jest w bacówce PTTK pod Małą Rawką- gdy nie ma wolnych pokoi mamy szansę na „glebę” na strychu wyściełanym gąbkowymi leżankami i kocami, a jak wstaniemy rano to nawet załapiemy się na ciepłą wodę. W Chatce Puchatka (Połonina Wetlińska) pozostaje tylko klepisko i łazienka jest na zewnątrz- chyba nie trzeba dodawać, że nie jest ogrzewana? 😉

Bieszczady oferują trasy zarówno dla leniwców jak i dla wytrawnych wędrowców- te drugie są po prostu dłuższe. Nawet najbardziej zasiedziały menager przy odrobinie wysiłku zdobędzie najwyższy szczyt Tarnicę (1346 m n.p.m.). Oczywiście o ile nie zapomni w drodze od korporacyjnego biurka zmienić butów- gliniaste podłoże nawet przy lekkiej mżawce brutalnie mści się na lekceważących potęgę gór „miastowych” w tenisówkach. Spacer granią Połoniny Caryńskiej (1297 m n.p.m.), bujnymi łąkami porastającymi zbocze Małej (1271 m n.p.m.) i Wielkiej Rawki (1304 m n.p.m.), przepiękne widoki rozciągające się z Halicza (1333 m n.p.m.)- wszystko na wyciągnięcie ręki! A właściwie nóg.

Potrzebujesz wytchnienia? Pakuj się i jedź! W marzeniach o ucieczce w Bieszczady przed przygnębiającą nas rzeczywistością (za dużo, za szybko, za bardzo) z reguły pojawia się też wizja hodowli kóz (jakie one są śmieszne!). Kozę możesz chwilowo odpuścić, ale koniecznie jedź w góry! Zmęcz się marszem, napij wody ze strumienia, pogap się w gwiazdy, wsłuchaj się w odgłosy lasu, odpocznij. Usiądź na  grani, rozejrzyj wokół, zachwyć się i pomyśl jak malutkie są twoje zmartwienia.


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


Baner


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 komentarzy do “A może by tak… w Bieszczady?

  • Leszek

    Olu, twój blog przywołuje bardzo dawne wspomnienia o moim pierwszym pobycie w Bieszczadach – tylko dwa znakowane szlaki turystyczne, jeden mały sklepik w Ustrzykach, jeden w Wetlinie i jeden w Cisnej, we wrześniu autobusy właściwie przestają jeździć, można chodzić wszędzie, bo nie było wtedy parku narodowego. Pusto!

  • GOcha

    mieszkam dosyć nie daleko Bieszczad(-ów?). Jeżdżę tam przynajmniej dwa razy w roku. To jest naprawdę jedno z niewielu miejsce, gdzie można tak naprawdę się wyciszyć i odpocząć. Zasięg komórkowy kiepski, kiepskie połączenie z internetem… za to wszędzie luzie mili, wieczorem ogniska i śpiewy przy gitarze. No i nie ma to jak winko wieczorem w „Bazie Ludzi z Mgły”. Tam zawsze można poznać ciekawych ludzi 😉

  • Łukasz

    Jakoś wcześniej w zakładkach nie zauważyłem Polski i kliknąłem do Ciebie, żeby chociaż widokami z Twoich podróży ukoić skołatane nerwy 😉 Na takie dalekie podróże i mnie nie stać i czasowo kiepsko, ale te Bieszczady… 😉 Całkiem przyzwoity pomysł. Dzięki za wpis o schroniskach, przydadzą się 😉 Pozdrówki 🙂

  • Monika

    Bieszczady to chyba jedyne miejsce gdzie byłam z Twoich wszystkich wypraw ;o)Zawsze chciałam podróżować dużo czytałam , marzyłam aż w końcu zatrzymałam się w górach i teraz ciężko mi się z nich ruszyć…ale jak czytam i przede wszystkim patrze na zdjęcia to czuję się jakbym tam była i to widziała ;o)

  • wczasypodgrusza

    i właśnie za to kocham Bieszczady 🙂 🙂 wyjechałam stamtąd za pracą ale tęsknię i ciągle wracam chociaż na kilka dni 🙂 teraz planujemy z dzieciakami na ferie 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂 🙂

  • Asia

    Uwielbiam Bieszczady! Jeżdżę tam stosunkowo często naładować baterie. Ostatnio odkryłam też cudowne okolice na Pilicą. Byłam tam na spływie i muszę przyznać, że to moje nowe ulubione miejsce na weekendowe wypady 🙂