Zabawa w PODCHODY w Szanghaju


Jako, że mamy najfajniejszych na świecie przyjaciół, na naszej imprezie pożegnalnej nie obyło się bez niespodzianek. Zostaliśmy obdarowani przywiezionymi z Chin cukierkami i… wachlarzami, na których poza podpisami znajomych deklarujących tęsknotę za nami, wykaligrafowano wskazówki prowadzące do tajemniczych listów. Wiadomości ukryła w Szanghaju, Macau i Hong Kongu Karolina, która jako przewodnik ma szczęście miasta te odwiedzać. I tak, poprzez zabawę we wszystkim znane z czasów dzieciństwa „podchody”, tyle że tym razem w wersji międzykontynentalnej, Karolina została również naszym (choć zdalnym) przewodnikiem.

 List nr 1

„Po wizycie w Centrum Planowania Miasta wychodzicie bokiem- tam HAIBAO (dowiedzcie się co to). Szukajcie pod lewym, tylnym narożnikiem postumentu.”

Haibao to maskotka Expo 2010, które miały miejsce w Szanghaju. Niebieski ludek w kształcie chińskiej litery „chosn” oznaczającej ludzi. Nam (pewnie dlatego, że nie znamy języka chińskiego) przypomina kształtem żelka. Litera „chosn” ma dwie nóżki wspierające się o siebie, co symbolizuje ludzki fundament budowania lepszego świata, w myśl hasła szanghajskiego Expo „Lepsze miasto, lepsze życie”. Imię Haibao oznacza „skarb morza”, co odnosi się do położenia miasta- gospodarza targów.

Centrum Panowania Miasta znajduje się na Placu Ludowym, znajdują się w nim wystawy obrazujące historię Szanghaju, jego rozwój (bardzo ciekawe stare zdjęcia), plany na przyszłość,  interaktywne mapy, trójwymiarowe kino i symulatory. Niemal całą powierzchnię 4 piętra zajmuje ogromna (podobno największa na świecie) makieta Szanghaju 2020. Trzeba przyznać, że robi niesamowite wrażenie.

Przy bocznym wyjściu uśmiecha się niebieski Haibao, wsuwam rękę pod postument i… jest! Pierwszy list odnaleziony! Jego kondycja odrobinę nadszarpnięta wilgocią, ale udaje nam się odczytać zapisaną na nim wiadomość. Karolina opowiada nam w nim historię szanghajskich gołębi. Otóż na początku lat 90-tych sprowadzono tu białe gołębie, ale wszystkie w tajemniczych okolicznościach zniknęły. Postarano się więc o mniej… smaczną odmianę, którą można do dziś spotkać na trawnikach Parku Ludowego. Przeczytać możemy też o targach matrymonialnych odbywających się w soboty na tyłach ratusza i teatru (Plac Ludowy). Starsi ludzie obwieszają ogłoszeniami reklamującymi ich dzieci parkowe alejki. Można wybrać wzrost, wagę, zarobki, wykształcenie etc. Mamy nadzieję, że przy którejś wizycie w Szanghaju uda nam się na te targi trafić.

List nr 2

„Pierwsze instrukcje dotrą na maila:

Aby znaleźć list ukryty w barze, trzeba znaleźć bar, aby znaleźć bar daję wam trzy podpowiedzi:

– podpowiedź pierwsza: pokój zielonego pokoju,

– podpowiedź druga: patrz załącznik „gdzie to”- widać fragment poszukiwanego budynku

– podpowiedź trzecia: aby sprawdzić czy znajdujecie się we właściwym barze porównajcie widoki- patrz załącznik „widok”. 

Jak już znajdziecie miejsce to idźcie do ostatniego sektoru baru po prawej od wejścia, pierwsza doniczka z lewej (bóg* wie co to za roślina) *i Olka pewnie, stańcie mnij więcej na wprost zegara Custom House i szukajcie od strony szyby wewnątrz donicy”.

Małego psikusa zrobił nam ten „pokój zielonego pokoju” zafiksowaliśmy się bowiem na Greenpeace i szukaliśmy ich siedziby. Kluczowe okazały się zdjęcia: wynikało z nich jasno, że bar znajduje się na jakimś tarasie widokowym, dość wysoko, przy Bundzie. Kiedy tam poszliśmy od razu w oczy rzucił nam się zielony dach hotelu Peace- bingo! Tylko, że zdjęcie „gdzie to” wskazywało na siedzibę Bank of China. Dla pewności postanowiliśmy sprawdzić- bo przecież w Chinach wszystko jest możliwe. Otóż… nie, w siedzibie chińskiego banku nie ma żadnych barów z tarasem widokowym ani nawet bez. Szukamy zatem w znajdującym się obok, hotelu Peace. Bingo! Na 9 piętrze budynku z zielonym dachem znajduje się restauracja The Cathay Room: pokój zielonego pokoju!

„Bar” do którego zaprowadziła nas w ten sposób Karolina powala cenami (najdroższa kawa w życiu), ale jeszcze bardziej zwala z nóg widokiem- wartym każdej ceny! Panorama lasu wieżowców na Pudongu i morza głów na Bundzie w najlepszym możliwym wydaniu. Dzięki kochana! Listu niestety nie było- nagrzebaliśmy się w doniczkowej ziemi i nic… Pewnie nadgorliwa obsługa czyści wnętrze donic, na co wskazywałby standard restauracji. Podpytaliśmy (no jakby inaczej) co zawierała zagubiona wiadomość i zgodnie z zawartymi w niej wskazówkami skorzystaliśmy z dość psychodelicznej atrakcji turystycznej jaką jest przejazd przez Bund Sightseeing Tunnel. Muzyka rodem z Odysei Kosmicznej, odgłosy z elektronicznych zaświatów, migające światła, makiety strachów i wizualizacje rekinów. Festyn w typowo chińskim stylu- trzeba zobaczyć żeby jeszcze bardziej ich… nie rozumieć 😉

List nr 3

„Teren Perły Orientu: za budką Coca-Coli białe rurki z przewodami pod kamiennym murkiem”

Podejść do odnalezienia tego listu było kilka. Za pierwszym razem przejrzystość powietrza pozostawiała wiele do życzenia, a jako że już samo wejście na teren Perły Orientu jest płatne, chcieliśmy od razu wjechać na taras widokowy. Postanowiliśmy więc poczekać na bardziej sprzyjającą aurę. Za drugim razem wybraliśmy się pod słynną wieżę podczas Złotego Tygodnia co nie było zbyt rozważne. Jak można było się domyślić (gdybyśmy się chociaż chwilę nad tym zastanowili) tłumy chińskich turystów oblegały wejście, a jako, że oni mają wyższy poziom kompetencji z serii „przepychanie się łokciami, kopanie po kostkach, wślizg na śledzia itp.”, musieliśmy odpuścić. W wyniku chińskiego zamotania i nieoczekiwanych zwrotów akcji, przylecieliśmy do Szanghaj trzy tygodnie później i od razu skierowaliśmy swoje kroki pod Perłę Orientu. Niestety jakiś nadgorliwiec z armii sprzątającej szturmującej miasto musiał wygrzebać nasz liścik i potraktować go jak zwykłego śmiecia. A szkoda, bo jak się okazuje, była w nim informacja, że w cenie biletu mamy wejście do Muzeum Starego Szanghaju z figurami woskowym, do którego warto wstąpić. Ten punkt programu (w wyniku niewiedzy) opuściliśmy. Może następnym razem? Muszę jednak przyznać, że gdyby nie chęć odnalezienia listu, pewnie ominęlibyśmy Orient Pearl jako „oklepaną rozrywkę turystyczną”. Jaki straszny błąd byśmy popełnili! Widok jest genialny! Mrowisko wieżowców ciągnące się po horyzont, spowite mgłą, poprzecinane pajęczyną autostrad. Dech zapiera! A gdy wchodzisz na szklaną podłogę zawieszoną na wysokości 263 m nogi się uginają- niesamowite wrażenie. My wjechaliśmy aż na 350 m- to się nazywa „zajść wysoko”!

W ten sposób zakończyliśmy pierwszą partię podchodów, czas więc pomyśleć nad rewanżem!

Gdzie spać w Szanghaju?

Często pytacie mnie o rekomendacje noclegów w Szanghaju, wyszukałam więc dla Was polecane przez podróżników hostele w dobrej lokalizacji i przystępnej cenie:

Udanej wizyty!


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *