Święta po kantońsku 3 komentarze


Chiński kalendarz nie uwzględnia Bożego Narodzenia z prostej przyczyny, iż świąt tych się tu nie obchodzi. Są jednak czapki Mikołaja na głowach sprzedawców i zimowe wyprzedaże, są sztuczne choinki na ulicach i bombki na palmach, a czasem nawet w metrze „Last Christmas” poleci. Święta przybierają tu karykaturalną formę zabiegu marketingowego,  jeszcze większego niż zwykle szaleństwa zakupów, z nie do końca jasnego powodu bo nikt tu nikomu w grudniu nie wręcza prezentów.

Kanton

W Polsce święta to dla nas- ateistów po prostu czas spędzony z najbliższymi, poprzedzony próbami odgadywania ich gwiazdkowych zachcianek i pragnień. W Chinach oznaczały przedłużony weekend (w prezencie od firmy), na który pojechaliśmy super-hiper szybkim pociągiem do Kantonu (Guangzhou) czyli 4-tego pod względem wielkości miasta w Chinach.

Kanton przywitał nas chłodno, bo spadkiem temperatury o kilka stopni- tych kluczowych, kiedy z chłodno robi się zimno, na co (oczywiście) nie byliśmy zupełnie przygotowani.  To rozwiązało problem pomysłów na prezenty- w wyniku zaistniałego szoku termicznego postanowiliśmy obdarować się nawzajem cieplejszą garderobą.

Kanton

Odpowiednio już odziani, wybraliśmy się w wigilijne popołudnie na Górę Baiyun (Białych Obłoków) by podziwiając panoramę miasta, wypić piwko za pomyślność naszych najbliższych. Kanton przykryty był białą chmurą (może stąd nazwa góry?) i trzeba było mocno wytężać wyobraźnię żeby zobaczyć zarys wieżowców (co ze względu na poziom zanieczyszczenia powietrza w Chinach nie jest niczym nadzwyczajnym), ale słoneczna aura sprzyjała piknikowaniu. Wieczorem, w ramach pamięci o wigilijnym karpiu (którego nie lubimy), zjedliśmy sushi i… to by było na tyle w kwestii świątecznych akcentów.

Kanton

Jaki jest Kanton? Pozwólcie, że opowiem Wam za kilka dni, gdy wrócimy  z naszych, tym razem sylwestrowych, mini wakacji. Powiem Wam na razie tylko, że bardzo nas się spodobał. A teraz idę już cieszyć się Bangkokiem!

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 komentarzy do “Święta po kantońsku