Film: Kwiaty wojny 8 komentarzy


Niniejszym wpisem inauguruję na Pojechanej dział kulturalny. Będzie do oglądania i do czytania, a wszystko mniej lub bardziej związane z tematyką podróżowania i/lub kulturą Azji. Będę starała się nie opowiadać za dużo, ledwie rąbka tajemnicy dzieła uchylać, by zachęcić do samodzielnej emocjonalnej podróży. Mam nadzieję, że formuła ta przypadnie do Waszych czytelniczych gustów.

Na pierwszy ogień („ogień” to w tym wypadku bardzo odpowiednie słowo bo obraz traktujący o wojnie)  film Yimou Zhanga „Kwiaty wojny”.

Kwiaty Wojny

Jest grudzień 1937 roku, po zaciekłych walkach wojska japońskie wkraczają do ówczesnej stolicy Republiki Chińskiej- Nankinu. Tak rozpoczyna się film Yimou Zhanga „Kwiaty wojny”, tak zaczyna się jedna z największych zbrodni przeciwko ludzkości. Przez 6 tygodni zezwierzęceni i pijani żołnierze japońscy mordowali, okaleczali, gwałcili i rabowali ludność Nankinu. Drogę ucieczki odcinały ostrzeliwujące drogi siły powietrzne Japonii. Zakopywanie żywcem, konkursy na ścinanie głów samurajskim mieczem, grupowe gwałty na małych dziewczynkach to tylko niektóre ze zbrodni jakich dopuścili się zdobywcy miasta. Różne źródła mówią o 50 tysiącach, a nawet 400 tysiącach zamordowanych osób podczas Masakry Nankińskiej, zwanej też Gwałtem Nankińskim z uwagi na ogromną, szacowaną na 20 tysięcy liczbę dokonanych gwałtów.

Film, opowiadający tak tragiczną historię nie może być łatwy w odbiorze, reżyser udowadnia jednak, że może być piękny. Yimou Zhang maluje barwne obrazy upadku miasta i człowieczeństwa. Masakrze wszystkich wartości opiera się jednak hart ducha ofiar. Historia przemiany w obliczu nieszczęścia: pazerności w bohaterstwo, pychy w szacunek i zepsucia w szlachetność- choć banalnie patetyczna z pozoru, sprawiedliwie krzepi nadwyrężone krzywdą serce widza. Historia  o tym, że człowiekowi można odebrać życie, lecz nie można odebrać mu godności, że dobro, choć czasem głęboko ukryte, drzemie w każdym z nas i pytanie brzmi nie czy w ogóle jest, tylko czy zdołamy je z siebie wydobyć.

Przejmujące zdjęcia zburzonego miasta, wspaniała gra kolorów barwnych strojów chińskich kurtyzan na tle przygnębiających szarością ruin Nanjing. Doskonała praca kamery budująca napięcie. Niewinność, czystość, piękno, wytworność zderzone z najpodlejszymi instynktami. Film przykuł jednak moją uwagę z innego względu- analogicznego do europejskich produkcji sposobu przedstawienia wroga. Kwiaty WojnyGdyby pominąć język i azjatyckie rysy twarzy aktorów, można by ulec wrażeniu, że to sceny z II wojny światowej rozgrywające się na ruinach Warszawy, że okrutnymi oprawcami są Niemcy z III Rzeszy, a ofiarami udzielającymi im ostatniej lekcji człowieczeństwa Polacy. Film pozostawił mnie z refleksją, że ludzie, choćby nie wiem jak duże odległości, jak duże różnice kulturowe i światopoglądowe ich dzieliły, cierpią tak samo, tak samo się boją, o pamięć i szacunek walczą i w ten sam sposób krzywdy im wyrządzone pamiętają…

Kwiaty Wojny
produkcja: Chiny 2011
reżyseria: Yimou Zhang
scenariusz: Heng Liu
muzyka: Qigang Chen
obsada: Christian Bale, Ni Ni, Xinyi Zhang, Tianyuan Huang, Dawei Tong

 

 źródło grafik- materiały dystrybutora

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka zafascynowana Azją, uzależniona od pisania pasjonatka podróży. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 30 krajów, mieszkała w Chinach, Anglii i we Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin". 30 lipca 2015 roku ruszyła w podróż dookoła świata w poszukiwaniu nowego domu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 komentarzy do “Film: Kwiaty wojny

  • Marcin Nowak

    Dobry, sensowny, aczkolwiek zabrakło mi trochę więcej „szerokich scen” z ówczesnym Nankinem. Wiem, wiem, że był równany z ziemią, ale zabrakło mi trochę realiów wojennego życia w dużym mieście. Sceny „wąskie” świetne. Wnętrza, klasztor, ruiny… Poza tym fajna chińska klamra Bale’a. Od Imperium Słonca do Kwiatów Wojny

  • kASIA jalan jalan

    Ola, rozejrzyj się za filmami Pen-Ek Ratanaruanga (Taj, ale czego w Chinach się nie znajdzie!) Gorąco go polecam, każda produkcja jest kompletnie inna, od „Nimfy” po „Last life in the Universe”. Ciekawa jestem czy Ci się spodoba. A skoro jestem już przy tajskich filmach, to może dostaniesz „Insects in the backyard” – zakazany aktualnie w Tajlandii, więc jest szansa, że zdobył popularność na azjatyckich straganach.
    Pozdrawiam niby z tego samego a jednak innego kraju!

    • Ola Świstow

      Dzięki Kasiu, będę szukać. W Tajlandii zdarzyło mi się nawet być raz w kinie i muszę przyznać, że dość…hmm… oryginalne są ich rodzime produkcje 😉

    • Ola Świstow

      Za każdym razem gdy wpadnie mi w oko ten komentarz to przyczepia się do mnie weselna przyśpiewka „…a pan młody niech żyje, niech żyje… niech się z naaaaamiii naaapije, napije” – ratunku! 😉