Mój nurkowy pierwszy raz 22 komentarze


Kiedy zamieszkałam tak blisko miejsc, w które ciągną nurkowie z całego świata, oczywiste stało się dla mnie, że spróbuję nurkowania. Wcześniej jakoś nie było okazji, może dlatego, że okoliczności sprzyjających nigdy nie szukałam, ani nie prowokowałam. Zarezerwowałam 4 dni swoich filipińskich wakacji na kurs Open Water i trach… wywróciłam się na skuterze. Rozległa rana stopy nie pozwalała bezboleśnie nałożyć płetwy, słona woda oceanu nie poprawiała komfortu. Stwierdziłam jednak, że nie wyjadę z El Nido jeśli nie spróbuję, zdecydowałam się więc, w ramach kompromisu z obolałą nogą, na 1- dniowy kurs wprowadzający czyli Discover Scuba Diving.

Lubię próbować nowych rzeczy, co nie znaczy, że się nie boję. Właściwie to boję się jak cholera, szczególnie podczas pierwszych kontaktów z nowym sportem, które mogą skutkować kontuzją. Podczas kolejnych w sumie też. Ja się w ogóle dużo boję. Moja wyobraźnia podlana adrenaliną pracuje na zwiększonych obrotach i nawet zjeżdżając na rowerze z trawiastej (stromej, ale wciąż trawiastej) górki jestem w stanie zobaczyć swoje pośrubowane stawy, albo chociaż zdartą brodę. Sportowcem ekstremalnym to ja zdecydowanie nie jestem. Trzy sezony zajęło mi zanim przestałam się bać jazdy na snowboardzie i zaczęłam osiągać prędkości, które można w ogóle nazwać „jazdą”, podczas raftingu serce stoi mi w gardle, a przy dużym przechyle na żaglach zawsze jestem pewna na 99%, że zaraz wylądujemy w wodzie. Boję się dużych wysokości i prędkości. Człowiek jest jednak dziwnie skonstruowaną maszyną, która chętnie wystawia swoją wytrzymałość na próbę i ja z tym swoim strachem i słabościami ciała i duszy zadzierać lubię. Znam już uczucie paniki, znam dźwięk swojego nerwowego śmiechu, gdy nie wiem co robić i jestem pewna, że zginę marnie, znam też uczucie satysfakcji, gdy uda mi się pokonać instynkt samozachowawczy, który pod ciepły koc w suchy kąt ciągnie i przyjemne drżenie mięśni, które dały radę (potem przychodzi ból zakwasów, ale kto by się przejmował tym co potem).

Strach przed nurkowaniem obleciał mnie po obejrzeniu filmu instruktażowego. Czy dam radę? Czy nic nie pomylę? Czy będę umiała oddychać pod wodą? Czy się nie utopię? Przez cały poprzedzający pierwsze nurki wieczór czułam lekkie poddenerwowanie. Kiedy wsiedliśmy na łódź, instruktor próbował rozluźnić atmosferę, a ja jakoś nie umiałam się już nawet uśmiechnąć przez kurczowo zaciśnięte zęby. Kiedy założyłam cały ekwipunek okazało się, że jest na tyle ciężki, że nie jestem w stanie utrzymać równowagi. pierwsze nurkowanie„Nie podoba mi się” kołatało się w głowie, a tymczasem nasz opiekun z wody instruował bym zrobiła duży krok przed siebie. Krok? W pustkę? Spaść z tym całym żelastwem do wody? Czy on zwariował? Już widzę ten kpiący wzrok wszystkich nurków, którzy to czytają, ale naprawdę dużo mnie kosztowało żeby razem z tym rynsztunkiem znaleźć się w oceanie. Jeszcze przypomnienie wszystkich ćwiczeń i znaków, i schodzimy pod wodę… Spuszczam powietrze z kamizelki, odtykam uszy, wdech, wydech, wyrównanie ciśnienia, jeszcze trochę niżej, wdech, wydech i nagle w uszach szum, w głowie pisk, gardło zaciska się, nerwowo macham do instruktora, boję się, że za chwilę moje płuca zaleje woda, jestem pewna, że jeśli natychmiast nie zaczerpnę powietrza bezpośrednio przez usta, bez aparatu, stanie się coś złego, uduszę się, utopię, panika, paraliżujący strach, wynurzam się w popłochu…

Po kilku oddechach na powierzchni orientuję się, że dno w tym miejscu jest na głębokości… 2m. Dopiero teraz dociera do mnie, że to miało być próbne zejście, gdzie na kolanach mieliśmy ćwiczyć opróżnianie maski z wody, oczyszczanie aparatu tlenowego itd. Kiedy schodziliśmy pod wodę, w ataku paniki byłam pewna, że jesteśmy bardzo głęboko. Oto co może zrobić strach. Jest mi strasznie głupio. Nasz instruktor staje na wysokości zadania i tłumaczy, że to normalne, że się zdarza, żebym chwilę odpoczęła… Po kilku minutach próbujemy jeszcze raz- tym razem się nie topię, tym razem wszystko gra.

pierwsze nurkowaniePodpływamy łódką w okolice wyspy Entelula gdzie jest podobno piękna rafa. Słońce chowa się za grubą warstwą chmur, zaczyna padać deszcz. Schodzimy powoli na głębokość 10 m. Wdech, wydech, wyrównanie ciśnienia w uszach, wdech, wydech… Opuszczam się spokojnie, powoli wpadam w rytm. Nic złego się nie dzieje, czuję się dobrze, coraz swobodniej. Płyniemy przy samym dnie, wokół koralowce w kształcie wielkich liści kapusty, z gąszczu ukwiałów wyglądają ciekawskie błazenki, papuzie ryby leniwie suną w oceanicznej otchłani. Po kilkunastu minutach, mimo pełnej (ale mokrej) pianki jestem przemarznięta do kości, ciekawość jednak trzyma mnie pod wodą przez pełne 40 minut. Wynurzamy się z uśmiechami na ustach- dałam radę!

Pod wodę schodzimy jeszcze raz w pobliżu wyspy Miniloc- na 12 m. pierwsze nurkowaniePodziwiamy morski świat skupiony wokół pionowego klifu. Szybko orientuję się jak dużo nauki przede mną- niewiele wiem o podwodnym świecie i jego mieszkańcach. Spotykam na swojej drodze kilka niesamowitych stworów, jednak uczciwie muszę przyznać, że rafa, którą widziałam trochę mnie rozczarowała. Spodziewałam się miliona kolorów, a tymczasem jaskrawe barwy tylko gdzieniegdzie przebijały się przez szarość, mieszkańców rafy nie było zbyt wielu i woda z uwagi na niesprzyjającą aurę była mętna. Kończę dzień z olbrzymią satysfakcją z pokonania własnych słabości i zdobycia nowych doświadczeń, ale bez przekonania czy stanę się pasjonatką nurkowania, bez „ciśnienia” żeby zrobić pełny kurs. Dwa dni później, snorkelując w wodach oblewających wyspę Coron, zobaczę rafę Twin Peaks- to takiego festiwalu kolorów i stworzeń oczekiwałam po swoich nurkowych doświadczeniach, tymczasem okazało się, że po takie wrażenia nie musiałam schodzić głęboko.

A czemu tak ze swoim strachem się obnoszę, o paraliżującej mnie panice piszę? Bo sama nie lubię czytać bajek o nadludziach… Świat się nie składa z herosów i każdy, z mniej lub bardziej natrętnym strachem obcuje. Szkoda, że tak mało „zdobywców” o tym mówi, czyniąc „zdobycze” pozornie niedostępne dla przestraszonego człowieka. A przecież nie ma ludzi, którzy nigdy się nie boją i wszystko zawsze potrafią. I naprawdę nie trzeba być supermanem żeby robić super rzeczy. Nie pytaj więc siebie co byś nowego zrobił gdybyś się nie bał… Zapytaj czego spróbujesz mimo, że się cholernie boisz!

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

 


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

22 komentarzy do “Mój nurkowy pierwszy raz

  • Magu Bee

    Gratuluję! Myślisz, że zdecydujesz się ponownie nurkować i zrobić OWD? 🙂

    Sama robiłam go niecały miesiąc temu na Perenthian w Malezji, zaraz potem AOWD na Koh Tao i wrażenia super! Co prawda zdejmowanie i czyszczenie maski mnie prześladowały, ale tylko do momentu jak postanowiłam, że już koniec tego i przestaje się tym stresować…
    Zawsze miałam w głowie jakieś historie związane z wstrzymywaniem oddechu pod wodą, więc postanowiłam pójść o krok dalej i na przekór wszystkiemu spróbować freedivingu (swobodnego nurkowania, schodzisz pod wodę bez sprzętu, na jednym oddechu). Muszę przyznać, że to jest to, co najbardziej mnie zachwyciło! Pokonywanie barier, które wydaje nam się, że mamy, to super uczucie!

    Powodzenia z kolejnymi doświadczeniami!

  • Just me

    Wyrazy uznania za napisanie tego w stylu nie-herosa 🙂 Jest dokładnie
    tak jak mówisz, bajki o „nadludziach” nie są inspirujące. Snorkeling
    uwielbiam od dawna, ale teraz, po przeczytaniu Twojego szczerego wpisu,
    dodam także zejście pod wodę do swojej listy-rzeczy-do
    zrobienia-przed-śmiercią. Dzięki!

  • Nuras

    Odnośnie kolorów na rafie, to nie jest tak, że stworzenia sę ich pozbawione, ale dlatego, że im głębiej się schodzi tym kolory są bardziej absorbowane przez wodę. Najpierw przestajemy widzieć kolor czerwony (mniej więcej na 5 metrach), a im schodzimy głębiej tym paleta robi się coraz uboższa, ale to zasługa wspomnianej absorpcji światła przez wodę. Jeśli weźmiesz ze sobą chociażby latarkę i poświecisz na fragment rafy wydający ci się pozbawiony barw, może okazać się, że nimi tętni 🙂

    Nurkowanie to coś wspaniałego. Jest wiele ekscytujących aspektów tego sportu. Najlepiej zrobić podstawowy kurs nurkowania OWD, ponurać trochę też na naszych polskich wodach, które także dostarczają wielu niesamowitych wrażeń i wtedy już się wie, że to jest to 🙂

  • Emi

    O! To jest wpis dla mnie, bo tak bym chciała, a się boję.. Przezwyciężyłam już strach przez jazdą skuterem po azjatyckich drogach (tzn. wciąż się trzęsę jak osika przed każdym większym skrzyżowaniem, ale już jeżdżę 😛 ) to chyba teraz czas na nurki…

  • inżynierantka

    gratuluję i zazdroszczę, ja na razie nurkuję tylko z fajką 🙂 mam pytanie, aktualnie w ramach mojej pracy inżynierskiej projektuję ścieżkę podwodną dla nurków. Czy ma Pani może jakieś pomysły co by się mogło na takiej trasie znaleźć? Ścieżka ma się znajdować na Wyspach Zielonego Przylądka, dokładnie na Wyspie Santiago, ma ona mieć około 500m, na końcu tej trasy jest zatopiony wrak statku, w którym aktualnie zamieszkuje wiele gatunków roślin i zwierząt. co by Pani jako nurek chciała zobaczyć? jakiego typu przeszkody? tablice informacyjne? z góry dziękuję za odpowiedź

  • Karina

    Dziękuje ci bardzo za ten wpis! Czytalam go dzien przed moim zejsciem pod wode, kiedy ledwo moglam oddychac ze strachu i to nie bedac juz na miejscu, tylko w moim wlasnym lozku (moj umysl potrafi mnie wymeczyc). Bylam taka rozhisteryzowana rzecza, ktora sie jeszcze nie wydarzyla, ze przy twoim wpisie nie moglam przestac sie smiac. Czulam dokladnie wszystko to co ty i to mi baaaardzo pomoglo przemowic sobie do rozumu i zejsc pod ta wode. Pare razy spanikowalam, wypynelam, ale przezylam, nie utopilam sie, nadal oddycham i kurs zrobilam 🙂 Dzieki!