Sanatorium w El Nido 5 komentarzy


Trzeba przyznać, że „wybrałam sobie” wyjątkowo malownicze okoliczności przyrody na chwilową niedyspozycję ruchową. Zatrzymaliśmy się akurat w Corong Corong- wiosce leżącej tuż obok El Nido na północy Palawanu. Bambusowa chatka nad brzegiem lazurowego morza, porośnięty bujną zielenią masywny klif wydzielający zatokę, piaszczysta, ciągnąca się kilometrami plaża i kokosowe palmy nad głową. Mimo faktu, że prąd był dostępny tylko przez kilka godzin dziennie, a ciepłej wody nie było wcale, szybko poczuliśmy się jak w domu. Gospodarze biesiadujący przy grillu zapraszali na rum, dzieci z rybackiej wioski przychodziły popatrzeć co rysuję patykiem po piasku, iskanie wszy odbywało się przy nas bez skrępowania, sprzedawcy z lokalnego targu częstowali nas egzotycznymi potrawami, a pies Danika w zamian za resztki z obiadu i głaskanie pilnował naszego tarasu.

El Nido

El Nido

Wieczorne czytanie książek, długie spacery wzdłuż plaży, zbieranie muszelek i podziwianie spektakularnych (choć ktoś może uznać, że kiczowatych) zachodów słońca. Czas przyjemnie zwolnił. Tymczasem wokół toczyło się prawdziwe filipińskie życie: mężczyźni budowali łodzie i wypływali na połowy, kobiety oprawiały ryby i rozwieszały pranie, dzieci bawiły się puszkami i butelkami, które znalazły w wodzie. Codzienny odpływ odsłaniał przybrzeżne śmietnisko i o ile widząc nastoletnie prostytutki w Angeles City byłam wściekła na białych, którzy swoimi penisami popsuli raj, tak tu przyglądałam się smutno popijającym rum lokalsom, którzy bez wzruszenia obserwowali swoje dzieci biegające boso po polu minowym ze szkieł i rdzy. Smutno bo widziałam, że trudy życia przysłaniają im piękno miejsca, w którym żyją- jak inaczej bowiem można wytłumaczyć fakt, że o nie nie dbają? No dobra, nie prawda! Na nich też byłam zła bo gdy wyciągałam z wody nadtłuczone butelki tylko mi się przyglądali i ani myśleli żeby usunąć z plaży usypany przeze mnie stos morskich śmieci. Ktoś mnie pewnie zaraz przeklnie, że biedakom przywary wytykam, ale czy dopiero dobrobyt obliguje do dbania o otaczający świat? Tak niewiele poza widokiem na tą plażę mają, a tak mało jej piękno ich obchodzi…

El Nido

Corong Corong

Podbiega do mnie grupka chłopców: „Give me money, give me money!” krzyczą. Moja złość znów w stronę bezmyślnych białych turystów się kieruje (no bo ktoś dzieciaki tego nauczył). Pytam czemu mam dać im pieniądze. Konsternacja, w pół przerwane, pozbawione sensu zdania… „A może wy mi dacie trochę peso?” pytam, co kwitują salwą śmiechu. Lody przełamane, żebractwo (chociaż na moment) zapomniane. Za chwilę wydłubią przy mnie małą rybkę z galaretowego wnętrza olbrzymiej meduzy i puszczą się w pościg za kogutem, który czmychnął z prowizorycznej zagrody.

El Nido

Corong Corong

Chatki na palach nie trzymają pionu. Wnętrza oblepione plakatami i wizerunkami świętych. Obowiązkowo kogut i telewizor- w jednym pomieszczeniu. Prąd z generatora, ryby z morza, dzieci od boga. Mecz koszykówki, butelka rumu, gra w kapsle. Zaspy śmieci, okruchy marzeń, szerokie uśmiechy, błyszczące oczy. Do wioski weszłam boso i z butami w życie nikomu pchać się nie chcę, więc wracam do swojego świata gdzie palmy szumią, czas się zatrzymał, wiatr troski rozgonił.

Corong Corong

Corong Corong

Pangulasian Island, Snake Island, Cudugnan Cave, Cathedral Cave, Sun Bar Island to trasa naszego island hoppingu. Widoki nieziemskie, woda przyjemnie ciepła, towarzystwo młodych Filipińczyków z Manili bardzo sympatyczne. Z zapartym tchem opowiadają o pięknie swojego kraju i licznych podróżach. Na obiad grillowana na plaży ryba z ryżem, na deser owoce orzecha nerkowca (tak, tak nie orzechy, a owoce). Niestety nie mamy szczęścia do snorklowania- najpierw potężne fale, potem ławica gigantycznych meduz psuje nam szyki.

island hopping

island hopping

Nacpan Beach to kierunek naszej skuterowej wycieczki. Olbrzymia zatoka obsypana białym piaskiem i otoczona ścianą palm. Pusto, czysto, cicho. To z pewnością zasługa kiepskiej kondycji prowadzącej do niej ścieżki, która z uwagi na gliniasto- kamienistą przechodzącą w dziurzastą lub piaszczystą nawierzchnię nie mieści się w definicji „drogi”. Po drugiej stronie plaży znajduje się rybacka wioska, rozszczekane psy strzegą prywatności jej mieszkańców. Jest leniwie, jest pięknie, jest przyjemnie.

Nacpan Beach

Nacpan Beach

Jeszcze wąż przetnie drogę i bawół przeciągle zaryczy na nasz widok. Rudy pył poderwie się spod kół ciężarówki by oblepić nasze twarze, słońce zatańczy nad kratką pól ryżowych, nadpobudliwy kogut wyrwie ze snu w środku nocy, gospodarz wybuchnie śmiechem na pytanie turystów o wi-fi, gekon zasygnalizuje wdzięcznie (i dźwięcznie) swoją obecność, świeży kokos z łoskotem uderzy o ziemię, lód roztopi się w drinku, sok z rozgryzionego mango pocieknie po brodzie.

El Nido

El Nido

El Nido

El Nido

 

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 komentarzy do “Sanatorium w El Nido