Jak ja nie cierpię wiosny! 6 komentarzy


Sama siebie zaskoczyłam tym stwierdzeniem no bo z czym z reguły kojarzy się wiosna?wiosna w Chinach Ze słońcem, energią, odnową, przyrodą i umysłami budzącymi się do życia po zimowej śpiączce. Samo dobro! W Chinach jest oczywiście zupełnie na odwrót. Przynajmniej w „naszej” czyli południowej części kraju. Wiosna to szarość, wilgoć i marazm. Może dlatego, że zimowego zwolnienia obrotów nie było? Bo przecież zima była pełna słońca, czasem wręcz upalana, kipiąca pozytywną energią i motywacją. Tymczasem przyszła wiosna i słoneczna kraina zmieniła się w krainę deszczowców.

Od trzech tygodni nie widziałam słońca, rzadko też udaje mi się dostrzec góry za oknem- z reguły spowite są we mgle lub burzowych chmurach.  Dni deszczy przeplatają się z dniami wichur gdy porywisty wiatr bezskutecznie próbuje osuszyć świat i w swej bezsilności przeciągle wyje i zawodzi. automat na parasoleDeszcz jest tu na miarę Republiki Ludowej- nie jakaś tam europejska popierdółka mżaweczka co to pod parasolem można się przed nią schronić. Tu strumienie płyną ulicami, deszczówka zalewa korytarze,  wdziera się przez okna, zacina złośliwe ze wszystkich stron. Czasem wilgoć przychodzi sama, bez deszczu, bez chmur. Otula miasto, skrapla się na ścianach, zaparowuje okna, wygina kartki książek, wsiąka w ubrania, osiada śliską kałużą na posadzce i rdzą na stalowym wykończeniu miasta. I gdy w Polsce znajomi wymieniają się skargami na przydługą zimę i pomiędzy opowieściami o odśnieżaniu samochodu, butach zniszczonych od soli i psich kupach wystających spod śniegu, wzdychają do wiosny, tu ta upragniona pora roku rozpoczyna licytacje komu dłużej schło pranie, co zgniło i jak duży grzyb pojawił się na ścianie.

Z utęsknieniem wyglądam lata, którym straszą lokalsi, że upiornie upalne i nieznośne jednak mroku wiosennego mam już dość. wiosna w ChinachTego wyczekiwania bezchmurnych dni, ciągłego przekładania spraw do załatwienia na dzień „gdy nie będzie padać” podczas gdy on nadejść nie chce. Wiem, wiem, rozpieściła mnie wielomiesięczna słoneczna aura, ale tak już jest, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, dlatego marznę przy szarych 20 stopniach i otulona kocem, wciśnięta w miękki róg kanapy czekam na lato. Czasem nad brzeg morza pomaszeruję bo ono, niezależnie od aury, magiczną siłą emanuje i energią pozytywną ładuje. Wszystko jest względne, nawet wiosna, tylko morze jest zawsze piękne. I tą mądrością, aspirującą do ludowej, zakończę ten marudny (chyba pierwszy na Pojechanej taki?) wpis, powstały w geście solidarności z wszystkimi, których tegoroczna wiosna rozczarowała. Aby do lata! 😉

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Zapisz się do newslettera- wystarczy, że w okienku po prawej stronie podasz swój email i klikniesz „włącz powiadamiacz”.

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.





O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 komentarzy do “Jak ja nie cierpię wiosny!