Film: Rzymska opowieść


To nie jest film podróżniczy i choćbym nie wiem jak gimnastykowała umysł to sposobu żeby pod tą kategorię go podciągnąć nie znajdę. Jest „Rzym” w tytule, i odrobina na ekranie, kilka migawek z Nairobi… – to zdecydowanie za mało. To nie jest film azjatyckiej produkcji, ani nie opowiada o Azji. Czemu więc o nim wspominam? Bo film ten wyostrza zmysły, uczy słuchać i patrzeć, a czyż nie są to jedne z najważniejszych umiejętności podróżnika? Jest to też film, który mimo subtelności przekazu bardzo mnie poruszył, a skoro mamy razem podróżować po światowej kinematografii, to pomyślałam, że warto żebyście poznali moją filmową wrażliwość. Dlatego „Rzymska opowieść”.

Historia kina zna wielu genialnych reżyserów, mądrych, pięknych i wzruszających filmów. Co szczególnego znalazłam w tym obrazie? Film kilku aktorów, tendencyjne zderzenie kultur, w gruncie rzeczy banalna historia czarnoskórej sprzątaczki uwiedzionej przez ekscentrycznego białego pracodawcę. Lecz nie sama historia mnie poruszyła a sposób, w jaki została opowiedziana.

Bertolucci maluje w „Rzymskiej opowieści” dwie postaci- młodą lecz doświadczoną przez los Afrykankę Shandurai (w tej roli Thandie Newton), której mąż z przyczyn politycznych został osadzony w więzieniu i odrobinę zdziwaczałego angielskiego pianistę Kinsky’ego (David Thewlis), który przyjął dziewczynę pod dach swej rzymskiej kamienicy w zamian za sprzątanie. Rzymska opowieśćŻyją obok siebie- ona pochłonięta studiami, on muzyką, która staje się narratorem opowieści. Muzyka i praca kamery- te dwa narzędzia sprawnie wykorzystuje reżyser by opowiedzieć nam historię niespełnionej miłości Anglika do egzotycznej Shandurai. Dialogi zostały ograniczone do minimum i większość z nich nie niesie za sobą ładunku emocjonalnego, to dynamizm dźwięków płynących spod palców kompozytora daje dowód namiętnościom, które nim targają. Prowadzona z ręki kamera odzwierciedla jego pragnienia zbliżając się do dziewczyny, niemal dotykając jej- sceny jakże subtelne a jednak o znamionach erotyzmu, co jest niewątpliwie fenomenem tego filmu. Cisza, cienie, dźwięki, spojrzenia- wszystko ma znaczenie. Jeszcze przed rozpaczliwym wyznaniem miłości widz wie, że Kinsky zakochał się w Shandurai, jednak ona jako warunek odwzajemnienia uczucia stawia zadanie, realizacja którego przekreśli szanse na spełnienie kompozytora… dziewczyna krzyczy „Uwolnij mojego męża!”

Nie ma żadnego komentarza, nie padają żadne obietnice, to znikający stopniowo dobytek muzyka sugeruje, że podjął się próby uwolnienia męża swojej miłości… dla jej miłości, w imię własnej miłości… próby zakończonej sukcesem- tylko czyim? Tego mistrz obrazu również nie mówi widzowi.

Rzymska opowieść
Film wyjątkowy z uwagi na język wyrazu- obraz i dźwięk, będące wszak dobrodziejstwem kina. Bertolucci bawi się za jego pośrednictwem wyobraźnią widza, który nic nie wie na pewno, a może jedynie doszukiwać się znaczeń w ruchu kamery i dynamice ścieżki dźwiękowej. Film, w którym nie pokazując niemalże nic, odsłonięte zostaje prawie wszystko.

Rzymska opowieść

produkcja: Wielka Brytania, Włochy 1998
reżyseria: Bernardo Bertolucci
scenariusz: Bernardo Bertolucci, Clare Peploe
muzyka: Alessio Vlad
zdjęcia: Fabio Cianchetti

obsada: Thandie Newton, David Thewlis


źródło grafik- materiały dystrybutora

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

 

 


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *