Back to home
Tajwan

Uciekając z Tajpej

Tajpej

Nie przepadam (muszę dodać „już” co by być w zgodzie z prawdą) za zwiedzaniem wielkich azjatyckich miast. Po pierwsze mieszkam w jednym z nich (choć w takim upiększonym, wyczyszczonym i ugładzonym), a podczas podróży szukam odmiany od codzienności, po drugie większość  jest właściwie do siebie podobna: bród, smród i tłok lub wszelkie na temat tych trzech niechlubnych cech wariacje i fantazje. Do tego, w niektórych przypadkach, dolepiona jakaś nowoczesna dzielnica ze stali i szkła, która pasuje do „zasadniczej” części jak świni kokarda. Oczywiście są wyjątki (chociażby Hong Kong, do którego coraz częściej zaglądam), oczywiście w każdym mieście można znaleźć interesujące miejsca. Tylko, że ja już od jakiegoś czasu, po obejrzeniu iluś tam azjatyckich wielkich miast, szukać tych miejsc nie bardzo mam ochotę.

Tajpej

Tajpej na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia wśród innych miast Azji. Przyszarzałe, nieciekawe budynki powciskane w przestrzeń, smród spalin, huk skuterowej rzeki płynącej szarym asfaltem, uliczne kawalkady zasłaniające słońce, olbrzymie karaluchy ochoczo biegające po chodnikach. Ok, jest zdecydowanie czyściej niż przeciętnie, gdyż Tajwańczycy nie rzucają, jak większość azjatów, śmieci pod nogi i przyjemniej, z uwagi na wysoką kulturę osobistą mieszkańców, którzy nie pchają się, nie krzyczą, nie trącają. To jednak zbyt mało, by chcieć spędzać tu wakacje, dlatego Tajpej potraktowaliśmy jako bazę wypadową. Zamieszkaliśmy w pobliżu dworca (autobusowy, kolejowy i węzeł najważniejszych linii metra w jednym) w typowym, pełnym ciekawych świata, chętnie opowiadających swoje historie ludzi i… robactwa. Miejsce to (lokalizację, nie mieszkańców) wybraliśmy tak, by jak najłatwiej było nam uciekać z miasta.

Taipei

Wieczory spędzane w Tajpej tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie mam ochoty go zwiedzać. Najciekawszym punktem (poza spotkaniem ze znajomymi) była wizyta w świątyni Longshan, która jest miejscem kultu dla wyznawców zarówno taoizmu, buddyzmu jak i konfucjanizmu. To niezwykłe obserwować jak różne religie i filozofie przenikają się i czerpią z siebie nawzajem, w zgodzie… Wyobrażacie sobie świątynię katolico- protestancko- prawosławną, powiedzmy w Warszawie? A katolicko- islamską? Niezły dowcip co? W Longshan mieliśmy szczęście zainteresować swoją ożywioną dyskusją o poszczególnych doktrynach starszego pana, który w niezwykle interesujący sposób opowiedział nam o kultywowanych tu religiach, ich zazębianiu się, symbolice ozdób i architektury, a także odprawianych obrzędach- to była niezwykła podróż.

Zarezerwuj najlepszy nocleg w Tajpej

Longshan Temple

Gdy opuściliśmy bramy światyni, rozpoczęła się turystyczna tendencja spadkowa. Mauzoleum Czang Kaj- Szeka imponujące i…tyle, Taipei 101 nie powalił nas na kolana (zgodnie swierdziliśmy, że jest wyjątkowo niefotogeniczny), nocny targ okrzyknięty wielką atrakcją przypomina Khao San (backpakerską ulicę w Bangkoku) tylko w wersji radzieckiej (tak to właśnie sobie wyobrażam), a z drogi do Muzeum Narodowego zawróciliśmy po tym, jak jedno przed drugim przyznało, że jedzie tam ze względu na… drugie, bo pierwsze wcale zainteresowane nie jest (owszem, tacy straszni z nas ignoranci, zupełnie nam się nie chciało oglądać kolekcji waz i mebli z Zakazanego Miasta, no cóż zrobić…)

night market

Co polecam w Tajpej? Najsłynniejszą na świecie restaurację serwującą przepyszne XiaoLongBao (gotowane na parze bułeczko-pierogi z nadzieniem) Din Tai Fung. Ale najbardziej polecam z Tajpej… uciec. Wystarczy bowiem wsiąść w miejski autobus (koszt od 1,5 do 3 zł) i oddalić się 40 km od centrum miasta by znaleźć się w niesamowicie przyjemnych okolicznościach przyrody. Kierunek dowolny. My przestestowaliśmy dwa: „bardziej na południe” to znaczy Wulai i „bardziej na północ” czyli Yangmishan.

Yangmishan

Yangmishan

Park Narodowy Yangmishan to bujny tropikalny las poprzecinany siatką turystycznych szlaków. A wszystko u stóp wygasłego wulkanu- Góry Siedmiu Gwiazd (1120 m). Ten las żyje, jego serce bije gorącym źródłem, oddech pachnie siarką, a dostępu do tajemnic ukrytych w jego wnętrzu strzegą cykady wygrywające złowrogie pieśni z zaświatów, od których zimny pot oblewa plecy.

httpv://www.youtube.com/watch?v=CPgTT6pf9Cg

I choć dżungla chińskim zwyczajem ujarzmiona nitkami schodów i dróg, którymi suną turystyczne busy, udało się jej zachować pozory dzikości i nieokiełznania. I to zaledwie 40 minut komunikacją miejską z serca stolicy! Jednak to nie te „przedmieścia” oczarowały nas najbardziej…

Yangmishan

Wulai

Pokonując tą samą odległość w przeciwną stronę (mniej więcej na południe) znaleźliśmy się w malowniczym Wulai- krainie gorących źródeł, parujących wzgórz, wartkich potoków, romantycznych wodospadów i… pysznej kuchni. Cicho, spokojnie, dzięki mgle otulającej krajobraz wręcz magicznie.

Wulai

Jako iż w ten weekendowy kierunek udaliśmy się w tygodniu, było zupełnie pusto. Miejscowi, z racji wolnego od turystów, wylegiwali się w kamiennych łaźniach zbudowanych na jednym z brzegów rzeki, wąskotorowa kolejka turystyczna, która niegdyś woziła drzewo, terkotała cichutko z radości iż tak jej lekko, miejscowe koty grzały się w świetle sklepowych wystaw, czas przyjemnie zwolnił.

Wulai

I dla tego właśnie miejsca, panoramy ze szczytu, na które zawiozła nas górska kolejka, podwieszanych mostów i krystalicznie czystych strumieni,  bez wahania przyjechałabym jeszcze raz do Tajpej, a nawet przez głowę przemknęło mi, że mogłabym tam chwilę pomieszkać.

Zarezerwuj najlepszy nocleg w Wulai

Wulai

Wulai

Wulai

Wulai

Wulai


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

 

By Pojechana, 12 lipca 2013 Człowiek od rzeczy niemożliwych, menadżerka, przedsiębiorczyni, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 50 krajów, mieszkała w Anglii, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 9

Pojechana

Człowiek od rzeczy niemożliwych, menadżerka, przedsiębiorczyni, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 50 krajów, mieszkała w Anglii, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

9 Comments
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!