Poszła baba do lekarza 49 komentarzy


Cześć. To będzie bardzo osobisty i ważny wpis. Usiądźcie wygodnie. Gotowi?Pojechana

Gdy upłynęło 10 miesięcy na obcym lądzie, zaczęłam rozglądać się za kliniką, w której mogłabym dokonać corocznego „babskiego przeglądu”- zawsze tego pilnowałam. Od kiedy na własnym ciele przekonałam się, że  choroby kobiece to nie bajka, którą straszy się niegrzeczne dziewczynki, namawiam do tego swoje przyjaciółki, koleżanki i czytelniczki. Szukałam kliniki i myślałam o kobietach w podróży- jak często (czy w ogóle?) kontrolują stan swojego zdrowia? Gdy w mojej głowie powstawał tekst nawołujący wszystkie podróżniczki do regularnych badań, w naszym chińskim domu, w wyniku splotu różnych okoliczności, zapadła decyzja o wakacjach w Polsce.

Pomiędzy obiadem u jednych przyjaciół i kolacją u drugich, pobiegłam „zaliczyć” ten kobiecy obowiązek. Gdy wchodziłam do gabinetu nie przypuszczałam, że cokolwiek przerwie rutynowy ciąg zdarzeń: badanie ginekologiczne, USG piersi, USG transwaginalne. Cytologia? No przecież! Kiedy wyniki?

Potem był zdenerwowany głos w słuchawce, moja irracjonalna złość, że ktoś (właściwie kto?) ma czelność psuć mi wakacje, szpital, narkoza, oczekiwanie na wyniki badania histopatologicznego, na kojące słowa „to jednak nic poważnego”.

Tymczasem bardzo poważny człowiek, któremu biały fartuch jeszcze większej powagi dodawał, zamiast nieść ulgę naprężonym jak za krótkie struny nerwom, terminologii ostatecznej zaczął używać. Nagle plany przestały istnieć, zmieniły się priorytety, świat (mój świat) w miejscu się zatrzymał. A czas przyspieszył. Kolejni lekarze, badania, wyniki, szpitale, tik- tak, wenflony, strzykawki, szpitalne pidżamy.  Nieprzespane noce, rozpaczy łzy, łzy i jeszcze raz łzy,  podkrążone oczy.Ola Świstow Strach, który ciało przeciw sobie samemu buntuje, napięte mięśnie, ściśnięty żółądek, obca głowa. Potrzeba bycia samej i lęk przed samotnością, dezorientacja bezsilnych, bliskich ludzi. Próby skupienia się na rozwiązaniach (bo jak myśleć o pozytywach gdy oznacza to rozmyślanie o tym, że mogło być gorzej?) i racjonalnym, trzeźwym, w końcu na myśleniu w ogóle. Wreszcie okropny ból, ogromny strach, ziołowe ukojenie zszarganych nerwów i trudne ćwiczenia w leżeniu. Kolejne badania, stres, żal. Tik- tak.

Dziś, po bardzo długich dwóch miesiącach mogę powiedzieć jedno: było strasznie, ale największy kryzys został zażegnany. Oszczędzono moje marzenia, a nawet można powiedzieć, że (choć ciężko wciąż przed sobą przyznać, że mogło być zagrożone) uratowano mi życie. Rany się wygoją, serce uspokoi. Znowu będzie fajnie. Musi być. Już jest!

Przedinwazyjny nowotwór szyjki macicy jest wyleczalny.

W tym wyjątkowym przypadku rak (ten, o którym uparcie myślimy, że nas nie dotyczy) delikatnie kąsa i uprzedza, że ma na nas chrapkę. W tym wyjątkowym przypadku wszelkie nieprawidłowości komórkowe, dysplazje i inne groźne pomyłki organizmu można wykryć zanim staną się „ostatecznie” groźne. Można je wykryć podczas najprostszego na świecie badania cytologicznego, a potem bez wielkiego uszczerbku na zdrowiu usunąć. Tylko trzeba zdążyć!

Dlatego moje drogie Panie badajcie się regularnie! Badajcie się dla siebie i swoich marzeń, dla swoich bliskich i… dla mnie, aby koszmar, przez który dopiero co przeszłam zyskał jakiś sens.

Dlatego Panowie pilnujcie kobiet, aby regularnie odwiedzały lekarza. Możemy tak się umówić? 🙂

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

49 komentarzy do “Poszła baba do lekarza