Kuchnia polsko- chińska 10 komentarzy


savoir vivre

Odległość kulturowa Chin od Polski wydaje się być jeszcze większa niż ta geograficzna, co za tym idzie, zupełnie inaczej się tu jada. Kuchnia chińska jest bardzo zróżnicowana, są regiony gdzie gotuje się tłusto i ostro, są takie gdzie króluje połączenie słodkiego i kwaśnego. Większość dań opiera się na ryżu, choć na przykład Huejowie (mniejszość etniczna) częściej podają ręcznie robiony makaron (swoją drogą pyszny). Dania są gotowane lub smażone (z wooka), piekarniki są rzadkością, zarówno w prywatnych domach jak i restauracjach. W Shenzhen, gdzie mieszkam, popularna jest kuchnia kantońska, o której krąży anegdota, że je się „wszystko co ma cztery nogi, a nie jest stołem, wszystko co lata, a nie jest samolotem i wszystko co pływa, a nie jest statkiem”. To w tym regionie można znaleźć tak kontrowersyjne pozycje jak zupa z żółwia lub psa, ale także swojskie pierogi (które zresztą pochodzą z Chin). Jest niezwykle różnorodnie, jedno jest natomiast pewne- żadne serwowane tu danie nie przypomina „chińskiej kuchni” znanej mi z warszawskich knajp.

chińska kuchnia

Idąc dalej, zaznaczyć muszę, że nigdy nie byłam wielbicielką polskiej kuchni. Gdybym miała wybrać kraj zamieszkania ze względu na żywieniowe zwyczaje, bez wahania przeprowadziłabym się do Włoch. Zaraz na drugim miejscu byłaby Tajlandia, a potem… długo, długo nic. Podniebienie mam jednak zdecydowanie europejskie- nie cieszą mnie kości ani wnętrzności na talerzu, lubię ostro, ale nie bardzo ostro jak to ma w zwyczaju doprawiać Azjata, no i przede wszystkim kocham wszelkie sery i naprawdę trudno mi bez nich żyć.

Lubię jeść i lubię gotować. I choć chińska kuchnia w wydaniu oryginalnym początkowo mnie nie zachwyciła (wciąż będę się upierać, że najlepszego kurczaka na słodko- kwaśno podają nie w Chinach, a w Singapurze), to z uwagi na jej różnorodność, szybko znalazłam pozycje dla siebie i rozsmakowałam się w nich tak, że podczas pobytu w Polsce szczerze za nimi tęskniłam. Jak wygląda zatem nasze chińskie gotowanie? Ile w nim Azji, a ile Europy? Jak pobyt w Chinach zmienił nasze żywieniowe zwyczaje? A czego zmieniać nie mamy zamiaru? Jesteście ciekawi? To zapraszam do Pojechanej kuchni 🙂

Zielona herbata

Przed przyjazdem do Chin nie lubiłam zielonej herbaty. Kilka razy spróbowałam jakiejś mieszanki z jaśminem czy cytryną i kompletnie mi to ją obrzydziło. Dodatkowo ciepłe napoje piłam praktycznie tylko wtedy kiedy… zmarzłam. Najchętniej grzane wino. Herbatę, czarną, z cytryną i cukrem, piłam sporadycznie. Kawę traktowałam jak deser (obowiązkowo z syropem amaretto lub migdałowym, a w chwilach rozpusty z bitą śmietaną). Tymczasem w Chinach każdy dzień zaczynam od zaparzenia dzbanka (tak dzbanka!) zielonej herbaty. Tomek (dotychczas nie wyobrażający sobie dnia bez kawy) robi w pracy to samo. Chińska zielona herbata (z pierwszego po przelaniu liści parzenia) doskonale pobudza, gasi pragnienie, jest bardzo smaczna i zdrowa.

chińska kuchnia

Pałeczki

Pod tym względem prawdziwi już z nas Chińczycy. Zresztą ja nawet w opisie „kim jest Pojechana” mam napisane, że nie lubię jeść nożem i widelcem. Pałeczki są niesamowicie wygodne! Jemy nimi już prawie wszystko, łącznie z orzeszkami ziemnymi podczas seansów filmowych (co by nie tłuścić sobie palców) i… pomidorową! Zupę oczywiście również przy udziale łyżki, pałeczki służą do wyjadania makaronu. Pałeczkami je się wolniej (a co za tym idzie mniej) i mniejsze kęsy- a więc zdrowiej! Dodatkowo podobno jedzenie pałeczkami pobudza umysł- same korzyści.

Warzywa i owoce

Jemy zdecydowanie więcej warzyw i owoców, a to ze względu na ich ogromny wybór, łatwy dostęp, niskie ceny i fantastyczny smak. Wszystko bardziej soczyste, słodsze, bardziej chrupiące- bo dojrzewające w słońcu, a nie w szklarni lub kontenerze w drodze na inny kontynent. Samych sałat i kapust, w jednym tylko warzywniaku, naliczyłam kilkanaście rodzajów, podobnie grzybów. Jemy dużo kiełków (które są tu tak tanie, jak tanie powinny być moim zdaniem kiełki), a czasem też dodajemy do jadłospisu morskie grzyby i glony- świeże! Poznałam mnóstwo nowych warzyw, takich jak marynowana łodyga białej gorczycy, pak choi czy korzeń lotosu, nauczyłam się też nowych sposobów na wykorzystanie znanych z Polski warzyw, np. kapustę pekińską do tej pory podawałam tylko w sałatce, na zimno, tymczasem doskonale smakuje duszona w wooku razem z innymi warzywami. Nie dodaję tylko smażonych ziemniaków do ryżu lub makaronu jako warzywa, jak to Chińczycy mają w zwyczaju, mimo iż jest to naprawdę smaczne połączenie, ale jakoś nie umiem się przestawić.

smoczy owoc

Tutejsze owoce natomiast, wprost ociekające sokami, doskonale nadają się do domowych koktajli- pijemy na okrągło te bomby smaków i witamin.

Mięso

Mięso jem w Chinach rzadziej niż w Polsce- trochę przez klimat (kiedy jest gorąco owoce i warzywa doskonale zaspokajają głód), trochę z braku zaufania, a trochę…. z wyrzutów sumienia, bo Chiny jak wiadomo, na czele państw, które humanitarnie traktują zwierzęta, delikatnie mówiąc nie stoją.

Jeśli mięso w tradycyjnie polskim rozumieniu tego słowa, to kurczak (lub kaczka, ale w restauracji, sama kaczki przyrządzać nie umiem). Chciałam się jednak odnieść tutaj do powtarzanej w kółko legendy jako by Polakom na emigracji w Azji najbardziej brakowało schabowego- to jakaś straszliwa bzdura! Przecież tu jest schab, jajko, oliwa, bułka tarta też się znajdzie (w Shenzhen bez problemu można kupić bagietkę), ziemniaki też są powszechnie dostępne, jedynie ze śmietaną do mizerii aby tradycyjny obiad był kompletny, może być problem.

ostrygi

Bez porównania więcej jem natomiast owoców morza- bo świeże, łatwo dostępne, szeroki wybór i nieprzyzwoicie wręcz niskie ceny. Bez pamięci zakochałam się w grillowanych z czosnkiem ostrygach.

Nabiał

Jak już wspominałam nie umiem (i nie chcę) żyć bez serów. Mogłabym zrezygnować z mięsa, mogłabym zrezygnować ze słodyczy, ale nie z serów (naprawdę, gdybym miała do wyboru do końca życia nie zjeść czekolady lub camemberta, to wybrałabym post od tej pierwszej). A w Chinach (jak zresztą w całej Azji) serów się nie jada. Na szczęście w Shenzhen jest kilka sklepów, w których są dostępne europejskie produkty- bardzo drogie, ale biorąc pod uwagę niskie ceny pozostałych, lokalnych produktów spożywczych, możemy sobie na ten „luksus” pozwolić. I muszę przyznać, że fakt słabej dostępności (w naszej dzielnicy nieosiągalne) i wysokich cen sprawia, że nigdzie plasterek sera nie smakuje tak dobrze.

Mleka krowiego nie piłam już w Polsce (jest dostępne w Chinach wielu sklepach, tylko trzeba uważać żeby nie pomylić z „wodą wapienną”- taki ich mlekopodobny wynalazek), a w Chinach zaczęłam pić sojowe i migdałowe, których teraz używam również do naleśników. Trudno dostępną i przesadnie drogą śmietanę zastępuję z powodzeniem w wielu daniach mleczkiem kokosowym.

Przyprawy

Na moim kuchennym blacie podobnie jak w Polsce stoją nieużywane w kuchni chińskiej bazylia (również świeża), oregano i zioła prowansalskie, a także azjatyckie (ale w Chinach mało popularne) curry. Obok w równym rzędzie bogactwo sosów sojowych, rybnych, ostrygowych, octów i chińskich win do gotowania. Obowiązkowo świeży czosnek, imbir i pasta chili. Przeciętny Chińczyk ma jeszcze w kuchni ogromne pudło „chicken powder” czyli glutaminianu sodu z dodatkami, ale jeśli powielać zwyczaje, to tylko te dobre, dlatego u mnie przyprawy tej nie ma.

chińska kuchnia

Słodycze

To moim zdaniem najsłabszy punkt tutejszej kuchni, znalazłam kilka smakołyków (np. mochi- kuli z ciasta ryżowego z nadzieniem czy ciastka z zielonej herbaty), ale wiem już, że nigdy nie zrozumiem chińskich słodyczy. Fasola w torcie? Mięso w słodkiej, obsypanej kokosem bułeczce? Gotowane kurze żółtko w ciastku? Co one tam robią?

Rytm posiłków

W Chinach spożywa się trzy ciepłe posiłki, przy czym najczęściej są to zupy. W tej kwestii jesteśmy totalnymi ignorantami, bowiem europejskim rytmem jadamy na śniadanie (zamiast baozi popijanych sojowym mlekiem) kanapki, jajka, naleśniki lub owoce. Chińczycy nie jedzą pieczywa więc chleb- prawdziwy, ciemny, pełnoziarnisty, kupujemy co środę w obwoźnej niemieckiej piekarni. Trzeba go trzymać w lodówce (inaczej z uwagi na wysoką wilgotność szybko pleśnieje). Jeśli zupy to obcy Chińczykom krem z pomidorów (z mleczkiem kokosowym, pycha!), barszcz biały po dostawie składników z Polski i cała paleta tajskich zup. Chiński warzywno-makaronowy śmietnik wrzucony do wody jakoś nie trafiła w moje podniebienie. Co innego miso, ale to już wchodzimy na teren kuchni japońskiej (dania której, można bez problemu, smacznie i tanio tu zjeść). Drugie dania w moim wykonaniu to kuchnia fusion z coraz większą przewagą chińskiej: bakłażan z wooka, kurczak na białym winie z grzybami i imbirem. Ryż coraz bardziej wypiera makaron (ziemniaki już Polsce jadaliśmy tylko od wielkiego święta). Tomek kiedy się dorwie do garów, nałogowo gotuje wszystkie kolory curry- z powodzeniem.

śniadanie

Zachowanie przy stole

Jemy pałeczkami i chętnie sięgamy po wspólne dania przy tradycyjnie okrągłym stole- bardzo mi się ten zwyczaj dzielenia daniami podoba. Nie siorbiemy jednak na znak zadowolenia, nie „ciumkamy”, nie wypluwamy kości na stół (w ogóle unikamy mięsa z kośćmi), nie jemy z otwartymi ustami, jak mają w zwyczaju Chińczycy i do czego, mam wrażenie, nigdy nie uda nam się przyzwyczaić.

Jedzenie „na mieście”

W Polsce kultura jedzenia poza domem dopiero rośnie w siłę, tu ma bardzo silne tradycje. Sprzyjają temu niskie ceny (oczywiście chodzi mi o miejsca z chińską, nie europejską kuchnią) i klimat- całoroczne przesiadywanie w restauracyjnych ogródkach, czyż to nie brzmi wspaniale! Lubimy i praktykujemy.

 

A Wy kuchnie z jakich zakątków świata mieszacie w swoich garnkach?

 

Głodny? Zapraszam do działu SMACZNIE po przepisy chińskiej kuchni.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 komentarzy do “Kuchnia polsko- chińska

  • Hong Hong Dreaming

    Bedac w Hongkongu od jakiegoś czasu zrezygnowałam z mięsa zupełnie, choć nadal jem owoce morze, ale problem jest taki, że w HK w porównaniu do ShenZhen ceny są wysokie, zwłaszcza za warzywa. Poza tym, myślę, że sporo wyrobiłam w sobie podobnych zwyczajów co Ty – pozwalam sobie od czasu do czasu na ser bądź chleb i chociaż piekarni w HK pod dostatkiem to jednak trudno natrafić na naprawdę dobry chleb. Ziemnaki zastąpniłam purpurowymi albo słodkimi – są dużo zdrowsze niz europejskie i sporo tansze.

  • Kuba

    Mamy szczęście że mieszkamy w Toronto, w którym to autentyczne jedzenie ze wszystkich możliwych zakątków świata jest łatwo dostępne i niedrogie. Lubimy się zanurzać w kuchni chińskiej też dość często a do wyboru mamy kilkaset restuaracji (takich prawdziwych – z daniami jak z Twoich zdjęć). Ostatnio Dim sum i wszystkie wariacje pierogów są czesto w naszym menu. Owoce Azjatyckie też mamy pod ręką ale jeszcze mało korzystaliśmy, teraz zainspirowałaś i chyba się wybiore na małe zakupy 😉

  • Just me

    Często próbuję ugotować w Polsce coś, co jadłam gdzieś kiedyś w podróży. Ale to jednak jakoś nie to samo…
    Kiedy się jest TAM, ma się wszystkie składniki (i tyle codziennej inspiracji!) na wyciągnięcie ręki, czuje się po prostu, że to jedzenie jest stworzone do tego miejsca – wtedy jest ideał!

    PS. Poproszę kiedyś o szersze omówienie chińskich przypraw – tzn, co do czego, jakie przyprawy tworzą razem udane/charakterystyczne kompozycje, zwłaszcza tych octów i win 🙂

  • SzafaSkrajnej

    Moja znajomość chińskiej kuchni niestety ograniczała się do zupek chińskich, i polskich chińskich budek…
    Obecnie bazuje na kuchni polskiej. Obowiązkowo raz w tygodniu rosół…Baza do pomidorowj lub ogórkowej…Nauczyliśmy się jeść dużo smażonego i teraz z trudem udaje mi się przemycić coś na parze…Ale się nie poddaje , mobilizuje mnie mała córka…i nie wiem czemu ale ja Curry dodaje nawet do kotletów mielonych…takie zboczenie…
    A Wam szczególnie zazdroszcze dostępu do świeżych owoców…i owoców morza…

  • Kondux

    W Polsce brakuje mi jedzenie z Chin oraz Tajwanu. Uwielbiam dobrze zrobionego Gongbaojiding’a oraz krewetki. No i oczywiście wszystko z ryżem 😉
    A co do pałeczek to po początkowych trudnościach są dużo lepsze niż nóż i widelec 😉

  • ekspedycja

    A ja chętnie spróbowałabym tej PRAWDZIWEJ zielonej herbaty… skoro jakoś toleruję to, co sprzedają w Polsce, to jakby mi dopiero smakowała ta chińska… Pozdrawiam serdecznie