Zmień to! Nie jesteś drzewem 81 komentarzy


Jeśli nie podoba Ci się gdzie jesteś, zmień to. Nie jesteś drzewem.

Powyższa sentencja to parafraza słów słynnego guru motywacji Jima Rohna, który powiedział „If you don’t like how things are, change it! You’re not a tree.”, pod którą podpisuję się obiema rękami (o ile do dyspozycji mam klawiaturę, długopis niezmiennie umiem trzymać tylko w jednej dłoni). Nie będę jednak namawiać do rzucania wszystkiego i wyprowadzki w ciepłe kraje- z prostej przyczyny, iż nie uważam wcale by każdego miało to uszczęśliwić. To nie będzie wpis uderzający w ton „zobaczcie jaka jestem super bohaterka, bo wyjechałam z Polski”, bo w moim wyjeździe nic bohaterskiego nie było, po prostu skorzystałam z okazji, którą rzucił mi pod nogi los. To w ogóle nie będzie wpis o wyjeżdżaniu jako takim, tylko o zmianie. I o uczciwości wobec siebie. I o spełnianiu własnych pragnień.

Sentencja ta ma bowiem szersze znaczenie niż „jak Ci się tu nie podoba to wyjedź”. Zresztą uważam, że jeśli nie jesteśmy szczęśliwi tu i teraz, to sama zmiana miejsca zamieszkania na niewiele się może zdać. Bo z problemami trzeba się mierzyć, a nie przed nimi uciekać. A szczęście to wybór, stan umysłu, a nie kombinacja okoliczności miejsca i czasu. Dlatego przeprowadzki na drugi koniec świata będę zawsze gorąco polecać, ale tym, którzy są ze swojego życia zadowoleni na tyle, że mają ochotę w nim trochę namieszać, szukają nowych wrażeń, nowych wyzwań.

Sentencja ta mówi, że jeśli Ci się nie podoba kim jesteś, co robisz, co czujesz, jak jesteś traktowany, w jakim momencie życia się znajdujesz, to powinieneś to zmienić. Bo na nic nie jesteś skazany. Nie przyrosłeś do biurka na etacie- nawet jeśli masz kredyt (a wiem co mówię, mój frankowy spłacić się sam jakoś nie chce). Nie jesteś przyklejony do ludzi, którzy nie są dla Ciebie dobrzy- nawet jeśli łączy Cię z nimi historia. A że podobno „tylko krowa nie zmienia zdania” nie musisz tkwić przy swoich poglądach, sądach i wyborach, w słuszność których zacząłeś wątpić. Wszystko możesz zmienić. Nie będzie to proste, ale jest możliwe. ” Nie pragnij by było łatwiej, pragnij być lepszy” powtórzę za Jimem Rohnem.

I teraz pewnie w niektórych głowach aż się kotłuje od gromów w stylu „łatwo powiedzieć jak się ma to”, „dobrze się pomądrzyć (to akurat zawsze lubiłam) jak ma się tamto”. Tylko, że to nie to, co mamy świadczy o tym, kim jesteśmy i decyduje o tym, czy nam ze sobą samym dobrze, tylko to, na co się zgadzamy, jakich wyborów dokonujemy. Oczywistą sprawą jest, że im więcej mamy, tym większy komfort przebierania i wybierania z tego co podrzuca nam kapryśny los jest. Ale czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo?

Pamiętam jak kiedyś, jako bardzo młoda i niedoświadczona osoba, ale rozpaczliwie potrzebująca pieniędzy (nie na nowe ciuszki, a na obiad i rachunki) trafiłam do jakiejś agencji nieruchomości. (Właśnie sobie przypomniałam, że odpowiadałam wtedy na ogłoszenia o pracę dzwoniąc z telefonicznej budki- wyobrażacie sobie jak dawno to musiało być?) Krótki test z topografii Warszawy (w tym akurat zawsze byłam dobra) i chwilę po wynikach otrzymałam własne biurko (!), telefon stacjonarny i… zeszyt. W zeszycie niedbale spisane oferty mieszkań do wynajęcia- bez żadnego klucza, nabazgrane jak leci szczątkowe informacje (adres, metraż, ilość pokoi i cena). Po szybkim przeszkoleniu zrozumiałam, że moja praca ma polegać na naciąganiu równie biednych jak ja studentów („jak nie znajdziesz 2-pokojowego na Pradze, to daj 3-pokojowe, potem najwyżej powiesz, że się pomyliłaś; najważniejsze to dać listę adresów”). Nieszczęśnicy mieli płacić 100 zł za dostęp do bazy mieszkań, którą był ten nieszczęsny zeszyt! W zamian otrzymywali kilka adresów, zupełnie nieadekwatnych do wymagań jakie stawiali tak długo, aż znużeni oglądaniem 3 pokojowych ruin, na które ich nie było stać, w miejsce tanich przytulnych kawalerek, o namiar na które prosili, przestali przychodzić i dzwonić do „agencji”. Gdy spojrzałam w oczy pierwszemu potencjalnemu klientowi zwabionemu by podpisać z nim umowę… powiedziałam, że to oszustwo, żeby nigdy nie wnosił opłat na rzecz żadnej agencji przed wynajęciem mieszkania i… razem z nim wyszłam. Mimo, że wiele osób znających moją sytuację stwierdziłoby, że nie miałam wyboru, bo potrzebowałam bardzo tej pracy. Ale ja ZAWSZE MAM WYBÓR! O braku wyboru mogą mówić dziewczynki urodzone w burdelu w Kalkucie (polecam dokument „Przeznaczone do burdelu”), nie ja. Ja wybrałam wtedy bycie w zgodzie ze swoim sumieniem za cenę ziemniaków z jajkiem na obiad i mieszkania kątem u znajomych. I choć było mi wtedy bardzo ciężko, z perspektywy czasu i doświadczeń wcale nie uważam żeby to była wygórowana cena. Dało mi to siłę i pomogło zrozumieć kim jestem i czego chcę- nie uważacie, że to cenna lekcja?

W ciągu swojego życia wielokrotnie podejmowałam takie decyzje. Zwolniłam się z pracy w dniu, w którym apodyktyczny manager mi ubliżył. Mimo świadomości, że oszczędności nie starczy mi nawet na miesiąc. Wybrałam godność. Pracując w korporacji zmieniłam dział gdy porywczy szef drugi raz doprowadził mnie do łez (bezsilności? złości? chyba wszystko na raz). Mimo iż nalegał bym została i obiecywał złote góry. Ale ja obiecałam sobie, że to zrobię gdy popłakałam się po raz pierwszy (litości! praca nie jest po to żeby z jej powodu płakać! od płakania to są melodramaty!)- wybrałam więc uczciwość wobec siebie. Wyprowadzałam się z mieszkań, w których źle się czułam, kończyłam znajomości, które mnie krzywdziły (z tym miałam zawsze największy problem, ale chyba z wiekiem się nauczyłam). Podejmowałam trudne decyzje kierując się tym, co w moim odczuciu było słuszne, nie względami praktycznymi ( i jadłam ten nieszczęsny makaron z ketchupem i chleb smażony w jajku gdy nie było mnie stać na nic lepszego), bo uważam, że uczciwość wobec siebie jest rzeczą nadrzędną nad wygodą, komfortem i pozornym poczuciem bezpieczeństwa, które daje nam w życiu ciągłość i brak zmian, prowadzące często do bylejakości. Bo jeśli nie podoba Ci się gdzie jesteś, powinieneś to zmienić.

Kiedy jest dobry moment na zmiany? Muszę Cię rozczarować… Ten moment, na który czekasz by porozmawiać z nieuczciwym przyjacielem, by otworzyć biznes oparty na Twojej pasji, by wyprowadzić się z miasta na ukochaną wieś, by rzucić palenie, by iść po awans z silnym postanowieniem, że odejdziesz z firmy jeśli tym razem go nie dostaniesz, by zacząć biegać i zdrowo się odżywiać, ten moment… nigdy nie nadejdzie. Zawsze będzie jeszcze jedna rata kredytu do zapłacenia, jeszcze jedna impreza rodzinna do zaliczenia w spokoju, jeszcze jeden macierzyński do „przezimowania” w korporacji, jeszcze jeden audyt, jeszcze jedna premia, jeszcze jedna pizza, jeszcze tysiąc wymówek i milion powodów, by tkwić w miejscu, w którym jesteś, a w którym nie chcesz być. A przecież nie jesteś drzewem! Naprawdę nie potrzebujesz wiosny, urodzin ani Nowego Roku by wykonać pierwszy krok. Potrzebujesz decyzji. Swojej własnej. „Jeśli naprawdę chcesz coś zrobić, znajdziesz sposób. Jeśli nie, znajdziesz wymówkę” (Jim Rohn).

Więc jeśli nie wiesz co powinieneś zrobić, zrób to co CHCESZ zrobić. Życie jest zbyt krótkie, by spędzać je robiąc rzeczy, których nie lubimy, z ludźmi, których nie obchodzimy, w sposób, który nam nie odpowiada. Na szczęście nie jesteśmy drzewami i… możemy wszystko zmienić. „Najgorsze, co można zrobić, to nie spróbować (…)” mówił Jim Rohn i nie sposób się z nim nie zgodzić.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

81 komentarzy do “Zmień to! Nie jesteś drzewem

  • Maciej

    Każda zmiana boli. Wyrwanie Korzeni ze strefy komfortu to tylko pierwszy etap. Potem jest gorzej, bo gdy Drzewa nie zakorzenimy, zaczyna usychać. A uschnięte Drzewo jest już bardzo ciężko ponownie posadzić.

    Aby uniknąć uschnięcia, trzeba Drzewo intensywnie podlewać Wodą, która dla każdego z nas oznacza coś innego. Podobno, gdy odnajdzie się odpowiednią mieszankę Wody, zanika potrzeba zapuszczenia Korzeni i odnalezienia kolejnej strefy komfortu. W kolejnych etapach, odpowiednie dawkowanie Wody powoduje zanikanie Korzenia. I wtedy, gdy już Korzeń Drzewa zaniknie, Drzewo staje się Drzewem Wolnym, zdolnym przesadzać inne Drzewa 🙂

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za każdego, który tak jak ja, poszukuje teraz swojej Wody.

  • Just me

    „zobaczcie jaka jestem super bohaterka, bo wyjechałam do Chin”
    przychodzi mi do głowy jeden podróżniczy blog, gdzie wprawdzie nie do Chin, ale za to bohaterem… 🙂
    A Twoje wpisy „o życiu” czytać b. lubię. Na tym i wcześniejszym blogu.

    Pozdrawiam!

  • Danuta

    Lubie czytac Twoje teksty, bo nie sa to tylko madre slowa, ale madre slowa poparte wlasnym doswiadczeniem:) Ja zupelnie sie z Toba i panem Rohn’em zgadzam – sama ostatnio (zreszta nie raz) rzucilam prace, ktora zaczela mnie bardziej denerwowac niz cieszyc. Poczatki sa trudne, ale cos sie musi kiedys ruszyc:) Pozdrawiam!

  • Hong Kong Dreaming

    Ola, jaki tekst poważny i głęboki wrzuciłaś! Fajnie. Szczerze, ja też się tak czułam w Warszawie jak na nieurodzajnym gruncie dlatego postanowilam wyjachac i rozwinąć się gdzie indziej, choć przyznaję, że czasem trawa jest bardziej zielona u sąsiada, ale swojej decyzji nie żałuję i nigdy żałować nie będę. Do odważnych świat należy!

  • SWid

    Witam,
    Żeby przeć do zmian trzeba też wiedzieć czego się chce (albo czego się nie chce), wierzyć w jakąś wizję przyszłości w której będziemy czuć się lepiej… A co jeśli już kilka takich wizji zrealizowaliśmy dużym wysiłkiem, trudem i szmatem poświęconego czasu, a nie okazały się na tyle wartościowe, jak kiedyś wierzyliśmy że będą ? Jak się wtedy motywować do kolejnych zmian ? Czy „szczęście to stan umysłu” ? Nie wiem. Może też spełnianie się w postawie ciągłego ‚dążenia do szczęścia’ przez realizację jakichś marzeń, a po ich spełnienu wymyślanie kolejnych. I podobno szczęście w miejszym stopniu zależy od tego co nas w życiu spotyka, a bardzej od tego jak zareagujemy na to co nas w życiu spotka.
    Myślę że zawsze warto się rozwijać, pracować nad sobą, aczkolwiek Salomon ostrzega „mądrość bynajmniej nie przysparza radości, a kto pomnaża poznanie pomnaża cierpienie”
    Pozdrawiam z Anglii

  • GosiaSkrajna

    Bardzo inspirujący post…
    Ja często zadaje sobie pytanie w róznych sytuacjach wymagajacych ode mnie podjęcia decyzji „czy to jest dla mnie dobre?”…
    kazdy ma „swój” sposób na życie i nawet jeśli się komuś „zazdrości” warto wybierać to z czym nam będzie dobrze…pzdr Gosia

  • Agnieszka

    Bardzoo podnoszący na duchu wpis 😉 Bardzooo bardzoo podoba mi się cały blog. Podziwiam ludzi takich jak Ty gdyż są dla mnie w pewnym stopniu inspiracją ;)Serdecznie pozdrawiam 😉 i życzę samych sukcesów i wielu podróży 😉

  • ewa may

    Dopisałam Twój blog Olu do ulubionych, będzie mi pomagał w zmianach 🙂 w nasiąkaniu nowymi, całkiem innymi od moich widokami za oknem, obrazami 🙂 Pozdrawiam gorąco!

  • coś.gdzieś.kiedyś

    Super motywujące. I ta myśl, że ten dzień nigdy nie nadejdzie bo coś tam…. jakże prawdziwe. Sama miałam kilka takich chwil, że rzucałam coś z dnia na dzień… Teraz od dłuższego czasu zastanawiam się nad poważną zmianą, ale chyba brakuje mi odwagi ;/ Jednak tekst przywrócił mi wiarę w siebie 🙂 Dziękuję 🙂

  • swiatwedlugrostkow.pl

    Cudowny post. Motywuje, daje do myślenia, świetnie napisany. Od razu co zrobiłam to wpisałam Jima Rohna w youtuba i już słucham jego wykładów.
    Takie rzeczy, przeczytane w odpowiednim momencie swojego życia naprawdę pomagają i dają kopa.

    Pozdrawiamy i podziwiamy dalej!

  • złap trop

    Świetny wpis! Z tym rzucaniem pracy to też tak miałam, pomimo tego, że każdy pukał się w czoło czemu to robię :). Ponownie pukali się w czoło ludzie, gdy dowiedzieli się, że z mężem postanowiliśmy zostawić wszystko za sobą i na rok zmienić nasze życie w nieustająca podróż. Po 7 miesięcznej podróży (która nadal trwa) wiem, że była to najlepsza decyzja w naszym życiu! Nie uciekaliśmy od niczego, po prostu chcieliśmy to zrobić! I z biegiem naszej podróży wiemy, że życie jakie mieliśmy przed podróżą było rewelacyjne i z wielka chęcią do niego wrócimy 🙂 Ale czy bez podróży byśmy to docenili? Jedna najważniejsza myśl mojego wywodu – to róbcie na co macie ochotę a nigdy nie będziecie żałować! 🙂 Pozdrawiamy szczęśliwi Ania i Rafał

  • Justyna

    Motywujesz! Inspirujesz!

    Czegoś takiego potrzebowałam!!! Kopa w tyłek, która da siłę by walczyć o samą siebie, swoje życie i marzenia!
    Zapraszam do siebie http://wellspringofhappiness.w

    Moja rewolucja właśnie się zaczęła… Jestem na początku swojej życiowej drogi, więc wszelakie rady i słowa, które zmotywują są dla mnie bardzo cenne! Bądź i inspiruj!

  • Agnieszka

    Bardzo fajnie napisane 🙂
    Tylko co jesli ktos nie ma pomyslu,nie wie co chcialby robic, ale wie ze chcialby robic cos innego (zawodowo i nie prywatnie) . albo nie ma sie przed soba zadnych wskazowek?

  • Janek

    Świetny wpis. Ogarnięta kobieta z Ciebie, zawsze mi takie imponowały.
    Szkoda że 90% ludzi w tym kraju nie myśli podobnie, może coś by się w końcu zmieniło na tej Zielonej Wyspie „umów na dzieło”, „darmowych staży” i „niesamowitych możliwości rozwoju zawodowego w dynamicznym zespole” gdzie poszukuje się „ambitnych, zmotywowanych, przebojowych, pracowitych, dyspozycyjnych i nie bojących się wyzwań” pracowników z dyplomem, trzema językami i 250 letnim doświadczeniem do pracy w biurze za 1100 zł miesięcznie.

    Mi szefowa po roku pracy w agencji rekrutacyjnej chciała płacić 1400 zł miesięcznie na umowie o dzieło (i to miała być podwyżka). Powiedziałem że tak rozmawiać nie będziemy, zwolniłem się, zarejestrowałem własny biznes w USA, teraz zarabiam więcej niż wszystkie pracujące tam dziewczyny razem wzięte pracując z dowolnego miejsca na ziemi z internetem, pracując kiedy mi się podoba i jak mi się podoba. Wszystkie zatrudnione tam dziewczyny narzekały na szefową i jej oszustwa (obiecała prowizje za zamknięte projekty, ale nigdy nic nikomu nie zapłaciła – zawsze był jakiś powód) ale żadna nigdy nic z tym nie zrobiła.
    I nie muszę już słuchać tych idiotycznych, żenujących popowych utworków z polskich hitostacji i rozmów o tym jak to synek dostał katarku i co kupić teściowej na urodziny. 😀
    Najlepsza decyzja w moim życiu.

    I zakończę obrazkowo:
    http://www.quotessays.com/images/frank-sinatra-quotes-2.jpg

  • Anna Maria Rutkowska

    To jest tekst który dzis jest mi potrzebny, praca daje mi w kość a ja obiecałam ze zamienia ja na to co lubię robic, i co? Szukam kolejnej takiej samej zamiast w koncu skończyć ten kurs. Założyć działalnośc i skończyć byc podwładna… Ah…

  • Tony Kososki

    Tak zmien to… nieskromnie powiem, ze sam zmienilem swoje zycie w cos o czym za dzieciaka moglem tylko marzyc. Mam 22 lata, widzialem w zeszlym roku za darmo final mistrzostw swiata na Maracanie w RIo de Janeiro, od 11 miesiecy jestem w ciaglej podrozy, a obecnie dotarlem do Wenezueli pokonujac kolejna granice strachu. Za 2 dni bedzie rocznica od oficjalnego zalozenia bloga (facebook.com/vailacara – moze ktos sie zainteresuje ;)) i moim celem jest zawse motywacja innych do ruszenia dupy z miejsca i rozpoczecia zycia, a nie ciaglej wegetacji. Ostatnio jednak, wlasnie w Wenezueli, natknalem sie u jednej rodziny na spory pocisk, ze co ja sobie mysle, zeby „tak gadac”. A co to znaczy „tak gadac”? Starac sie pokazac ludziom, ktorzy nigdzie nigdy nie byli, ze mozna, ze mozna bez hajsu, ze mozna tanio, ze mozna spelniac swoje marzenia bedac „nikim”. Wyszlo na to, ze dla nich konsumpcjonizm i wpi..alanie i tycie to jest cel zycia, a ja jestem idiota, ze zamiast jesc wole stac glodny na drodze i czekac na stopa, badz spac w namiocie kazdego dnia gdzie indziej… Deal with it. Od razu zadam pytanie, bo zawsze na fotkach masz swoje logo – w jaki sposob je dodajesz, bo nie chce misie wiezyc ze kazda fotke w fotoszopach przerabiasz 😀

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Nie nam osądzać cudze marzenia, nawet jeśli wydają się niedorzeczne, płytkie, zbyt szalone czy głupie. Najważniejsze by każdy znalazł swoje szczęście i zdecydowanie nie każdy musi po to wędrować na koniec świata 😉 I tak, owszem, mój pedantyzm przejawia się w tym, że obrabiam każdą fotkę (w Lightroomie), ale jest mnóstwo prostych aplikacji, które dodają same logo (np. PicMarkr). I wszystkiego najbardziej szalonego z okazji drugich urodzin bloga (to dziś!) 🙂

  • tonykososki I Vai lá cara

    Na fejsie wydawalo mi sie, ze wpis bedzie o nieco innym, jednak wciaz jest o zmianach. To co napisalas jest prawda, jednak w pierwszej chwili ludzi takich jak Ty na logike nazywa sie „debilami” (i sam z czystym sumieniem powiem, ze sie do tej grupy zaliczam i dalej wyasniam). Mialem 18 lat i po maturze chcialem zarobic sobie w dlugie wakacje na auto. Szukalem jakiejkolwiek pracy (wiadomo, ze nie mialem noza na gardle) i znalazlem jakas firme, ktora sprzedawala telewizje kablowa. Jezdzilismy na wioski w okolicy Gdanska i wmawialismy ludziom, ze jak dzisiaj nie kupia to wkrotce panstwo im wylaczy telewizje analogowa i nie beda mieli nic. Zaczely mi sie z czasem pojawiac watpliwosci i zaczalem zadawac pytania. Okazalo sie, ze to czego nas uczyli to zwyke klamstwo, a wyciaganie 800 zl od ludzi ktorych domy czasem wygladaly jak ruiny przestalo mi sie szybko podobac i pozniej juz tylko w „robocie” zabijalem czas zamiast wmawiac nieprawde. Dlaczego zaliczam sie do tej grupy „debili”. Bo wydaje mi sie, ze po glebszym spojrzeniu to my jestesmy normalni, bo dla mnie wazniejsze jest pozostanie w zgodzie ze swoim sumieniem niz zycie z poczuciem winy i oszukiwaniem innych ludzi.

  • Pamela

    Przeczytałam całość i muszę Ci powiedzieć, że najbardziej zgadzam się z końcówką (co nie znaczy, że z resztą się nie zgadzam;)). Faktycznie zawsze jest coś, albo ktoś co będzie próbowało nas zatrzymać. Nawet jeśli chcemy gdzieś wyjechać to trzeba jednak pamiętać, że większość ludzi ma rodziny, dzieci, więc nie wszystko jest takie proste. Nie każdy członek rodziny może akceptować nasze plany. Ale teorytycznie to co napisałaś jest prawdą, zawsze możemy podjąć decyzję o rzuceniu palenia, zmianie pracy i ogólnie trybu życia – trzeba tylko chcieć. Takie teksty utrzymują mnie w przekonaniu, że niektórzy ludzi naprawdę chcę i to jest piękne 😉

    Pozdrawiam

  • Jarek

    Swietny tekst 🙂 Naprawde bardzo dobry kawalek tekstu 🙂 Proszę Cię, pisz czesciej, bo w gaszczu tego, nie bójmy się uzyc kolokwializmu, chłamu w dzisiejszych czasach, takie teksty są naprawdę, na przyslowiowa wage złota 🙂 Mam nadzieje, ze jeszcze dlugo będę mial przyjemnosc czytac Twoje teksty na tym, lub jakims innym blogu 🙂

  • Michał

    Skoro taki temat został poruszony to muszę coś napisać. Zacznijmy ludzie szanować naszą przyrodę. Jak ja widzę jak wycinają zdrowe drzewa, co się bardzo często dzieje to mi się coś robi. Sami odcinamy się od tlenu i to jest najgorsze. W sumie ktoś już powiedział, że człowiek zniszczy się sam.

  • Kamil

    Swietnie piszesz, naprawdę masz talent 🙂 jestes pisarzem? Czy po prostu taki dar? 🙂 Moze powinienes pojsc w tym kierunku, wiem co mowie, rzadko kto pisze tak swietne teksty, nie tylko na blogach, ale czytalem również o wiele gorsze od Twoich tekstow ksiazki, ktorymi ludzie nadzwyczajniej w swiecie się mowiac prosto „jarali” :c

  • Marek

    Nooo prosze, duzo prawdy jest w tym, co zostalo tutaj napisane. Faktycznie nie jestesmy drzewem i mozemy zmienic miejsce, w ktorym jestesmy, jezeli cos nam tam nie odpowiada. I warto to robic, bo przeciez jestesmy panami wlasnego losu i powinnismy stale zmieniac go na lepsze, poprawiac i udoskonalac, by lepiej sie nam zylo.

  • Marta

    omg! powiem jedno jestes niesamowita, napędzasz do działania i dajesz tyle pozytywnej energii za to dziękuje 🙂 pozdrawiam ja właśnie potrzebję zmian wielkich zmian w życiu to nie przypadek że trafiłam na Twojego bloga właśnie dziś:)

  • Marcepan

    Wow, wpiaslam w google fraze : nie jestes drzewem i wyskoczyl mi Pani blog. Doskonale.
    Parę dni temu odeszlam z pracy….. nie zaluję, czuje w srodku ogromny spokoj, blogi spokoj. Zastepuje on poprzedni stres…..

    „(Więc jeśli nie wiesz co powinieneś zrobić, zrób to co CHCESZ zrobić. Życie jest zbyt krótkie, by spędzać je robiąc rzeczy, których nie lubimy, z ludźmi, których nie obchodzimy, w sposób, który nam nie odpowiada. Na szczęście nie jesteśmy drzewami i… możemy wszystko zmienić. „Najgorsze, co można zrobić, to nie spróbować (…)” mówił Jim Rohn i nie sposób się z nim nie zgodzić.)”
    W zupelnosci sie zgadzam.
    Ciesze sie, ze trafilam na Pani bloga. Goraco zachecam tez do odwiedzin mojego bloga, swiezo zalozony z pierwszzym postem. Marze, ze kiedys stanie sie chetnie odiwedzany i komentowany 🙂 http://biggerreason.blogspot.co.uk
    Pozdrawiam 🙂

  • Wiola Starczewska

    Ola, chciałabym rzec: dobrze gada, polać jej! Wyjeżdżałam już kilka razy, pamiętam taki jeden raz, kiedy po miesiącu pracy w hostelu w Salvadorze w Brazylii pomyślałam: wzięłam z tego miasta to, co najlepsze, tu już nic dla mnie nie ma. I podjęłam decyzję i dalszej drodze. Oczywiście, tego nie można porównać do rzucenia po latach nudnej pracy, ale dokładnie tak się wtedy czułam, to znaczy czułam, że tak! że mogę, a co! Zastanawia mnie tylko jedno: czy w planach Pojechanej jest powrót? Czy już jest nie do zatrzymania? 🙂 Idę podzielić się tym tekstem na facebooku!

  • Lemonetka

    Czytam Twoje motywacyjne teksty i uważam, że są świetne – zwłaszcza w dobie zalewu wszechobecnego „nie-da-się”. Tłumaczenie tym od „nie-da-się”, że się właśnie da zabiera często strasznie dużo czasu… Myślę też, że często to wytłumaczenie jest tylko rodzajem wygodnej wymówki dla osób, które wcale nie chcą nic zmieniać, a jedynie ponarzekać i jeśli taki styl życia im odpowiada – to super:) Z drugiej strony – chociaż ja od zawsze jestem całym sercem za tym, że wszystko można i wszystko się da, to jednak uważam też, że czasem, w pewnych przypadkach, podążanie za swymi marzeniami może być okupione pewnymi – a często ogromnymi – wyrzeczeniami np. kilkumiesięczne rozstanie z partnerem, który nie lubi/nie może podróżować z nami, oderwanie od rodziny – zwłaszcza jeśli ma się małe dzieci, rezygnacja ze stabilizacji finansowej w nielubianej pracy w sytuacji posiadania dzieci itp. Tych skomplikowanych sytuacji przychodzi mi do głowy całkiem sporo i – tak jak piszesz – te marzenia nie muszą wcale dotyczyć podróżowania, a jednak podążanie za nimi będzie związane z wyrzeczeniami i rezygnacją z czegoś innego – też wartościowego. Piszę to nie po to, żeby demotywować i jojczyć, ale po prostu sama ostatnio sporo o tym myślę. Zawsze uważałam, że można wszystko i zawsze warto podążać za marzeniami, a teraz podjęliśmy decyzję o dziecku (bardzo ambiwalentną, bo taką „i chcę, i nie chcę, bo się boję”) i mam miliony obaw, bo to wiąże się z odpowiedzialnością za drugą osobę. Pracuję z dzieciakami i wiem, ile pracy jest przy np. dziecku upośledzonym albo chorym i wiem, że w takiej sytuacji to realizowanie marzeń już nie jest takie proste, a często skazane na porażkę… I sama czuję, że jeśli się szczęśliwie rozmnożymy, to być może na rok/dwa lata będziemy musieli zostawić nasze marzenia – głównie te podróżnicze – trochę na boku – no chyba, że młode będzie zdrowe i śmigłe jak rydz, na co liczę;) I nie chcę dołączyć tym wpisem do grona „nie-da-się”, tylko dać upust napływającym do mnie ostatnio refleksjom (które mam nadzieję okażą się w moim przypadku tylko czarnowidztwem;]) i pokazać inny punkt widzenia… Widzę to po kilkumiesięcznej bratanicy, która jest wcześniaczkiem i z którą wciąż trzeba jeździć na badania i rehabilitację. Na szczęście Malutka będzie zdrowa, rośnie, ale w tym momencie brat z żoną nie mogliby wyjechać przez jakiś czas w dłuższą podróż, więc to pewne ograniczenie.

    Bo poza tym, to w pełni popieram:) Sama po 2 latach pracy w firmie, która nie działała jak należy (delikatnie powiedziane), świadomie zrezygnowałam nie tylko z tej pracy, ale całkowicie zmieniłam branżę, chociaż szef poprosił, żebym została i „podała swoją cenę”;) Nie podałam, bo uważam – tak jak Ty – że pewne rzeczy są bezcenne – teraz zarabiam nieco mniej, ale nigdy nie żałowałam tej zmiany. Same zmiany często są kosztowne (czasochłonne, „emocjochłonne”), ale – tak jak piszesz – jeśli je dobrze przemyślimy, będziemy z nich zadowoleni.

    A poza tym bardzo lubię Twojego bloga – jest szczery i naturalny. Inspirujesz i skłaniasz do przemyśleń:)

  • Kasia

    Podziwiam Cię bardzo za sposób, w jaki zachowałaś się rzucając tę pracę w nieruchomości 😉
    Mi też najtrudniej przychodzi rozstawanie się ze znajomymi, którzy mają na nas zły wpływ, albo po prostu sprawiają, że się źle czujemy w ich towarzystwie.

  • MichalTraveler

    Świetnie napisane, zreszta jak zawsze. Podpisuję się pod tym obiema rękami bo mam do dyspozycji klawiaturę 😊 dlugopis umiem obslugiwac tylko jedna ręką 😝😊