Australia – jak podróżować i nie zbankrutować 26 komentarzy


Tak, w Australii jest drogo. Oczywiście to pojęcie względne, jednak według mnie tak właśnie jest i nie zmieni mojej oceny nawet fakt, że ser żółty jest tam tańszy niż w Chinach. Jest drogo i poniższe wskazówki nie sprawią, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle zrobi się tanio. Mogą jedynie pomóc, by na poczet wyjazdu nie trzeba było sprzedawać samochodu i domu. W sumie to tylko domu, samochód może trzeba będzie sprzedać. Ale po co Ci samochód? Wybór między samochodem, a wakacjami w Australii to żaden wybór. Auto się kiedyś zepsuje i rozpadnie, a wspomnienia z Australii będą z Tobą zawsze, nawet w smutne, zimne i mokre dni gdy będziesz marznąć czekając na autobus. Żartowałam, nie zmarzniesz.

Oczywiście można podróżować po Australii tanio i zamiast pieniędzmi płacić walutą jaką jest czas. Wtedy można kupić i po skończonej podróży sprzedać samochód (zamiast wypożyczać), załapać się na darmowe przetransportowanie samochodu, wymienić kilka godzin pracy na nocleg i wyżywienie w ramach sieci typu HelpX lub WWOOF i/lub zaopiekować się czyimś domem na czas jego nieobecności. W temacie takiego długodystansowego podróżowania odsyłam jednak do specjalistów: u Alicji i Andrzeja z Los Wiaheros przeczytacie o co chodzi w relocation deal, u Zosi i Darka z Przepedeptane o ich doświadczeniach z HelpX, a u Gosi i Romana z Na własne oczy o house sittingu.

Australia

Swoje porady kieruję do osób, które chciałyby się wybrać na australijskie wakacje w ramach zwykłego urlopu (który, jak wiem z doświadczenia, rzadko przekracza magiczny próg trzech tygodni), a przy okazji nie chcą zbankrutować, ani też zwariować od ciągłego liczenia każdego dolara. Wszak dużo przyjemniej liczyć gwiazdy na niebie, szczególnie australijskim (kto widział, ten rozumie).

1. Transport

Kolej jest droga (i jest jej mało), tanie linie lotnicze nie do końca są tanie, transport miejski… yyyy… do Australii nie przyjeżdża się po to by siedzieć w mieście. Pieszo nie pójdziemy, bo ciut za duża ta Australia, by się wyrobić w trzy tygodnie. Podobnie z rowerem. Z mojego małego rekonesansu wynika, że autostop nie jest tu popularny (choć znam przypadki gdy się udało). Najlepszym (najpewniejszym, najefektywniejszym) rozwiązaniem jest własny (czyt. wypożyczony) samochód. Skoro wydajemy już fortunę na auto, to warto dorzucić kilka dolarów i wziąć takie wyposażone w miejsce do spania (nie musi być od razu kamper, może być van, a nawet odpowiednio przerobione kombi) i ekwipunek kuchenny. Australijski rynek oferuje szeroki wybór przeróżnych rozwiązań (rozkładane, rozsuwane, wysuwane materace, rozkładane na dachu namioty, auto osobowe + namiot, itp.) w przeróżnym standardzie i cenach.

podróżowanie po Australii

2. Noclegi

Polecam którąkolwiek z opcji spania w środku samochodu. Namiot nie wszędzie można rozstawić i nie za bardzo można w nim udawać, że się przyjechało tylko na chwilę, gdy się w tym niedozwolonym miejscu stanie (co oczywiście odradzam, ale może się zdarzyć, że nieświadomie zatrzymamy się gdzieś, gdzie nie wolno- samochód jest jednak zawsze mniej inwazyjny niż samochód plus namiot). Zdecydowanie gorzej chroni przed zmiennymi warunkami atmosferycznymi (zimne noce, upalne ranki), a ja dodatkowo z dingo lub wężem po drugiej stronie samochodowej szyby, czuję się bezpieczniej niż po drugiej stronie ścianki namiotu- no ale to już predyspozycja osobista.  A czemu nie hostele, czemu nie couchsurfing? Gwarantuje Ci, że w miejscach gdzie będziesz jak zaczarowany powtarzać „ależ tu pięknie” jedynym elementem architektonicznym będzie (o ile w ogóle) latryna.

spanie w samochodzie

Samo łóżko w samochodzie nie rozwiązuje problemu, trzeba auto jeszcze gdzieś postawić. Gorąco polecam (nie, to nie jest reklama) aplikację WikiCamps Australia, która jest doskonałą wyszukiwarką kempingów- również tych bezpłatnych i nieoficjalnych. Te ostatnie to po prostu miejsca gdzie podróżujący zwyczajowo zatrzymują się na nocleg, często bez żadnych udogodnień lub jedynie z toaletą. W takim przypadku doskonałym rozwiązaniem jest turystyczny prysznic (tak naprawdę to po prostu napełniona wodą plastikowa torba z rurką zawieszona na drzewie). Jako, że najprzyjemniejsze w Australii jest obcowanie z naturą, zapewne już po kilku dniach, gdy poczujesz się pewnie, pokusi Cię o spanie zupełnie „na dziko”- gdzie tak można?  Tam gdzie nie jest zaznaczone, że nie można. Tam gdzie nikomu nie przeszkadzasz, nie naruszasz czyiś praw własności, nie zakłócasz spokoju, nie płoszysz, etc. W większości parków narodowych biwakowanie poza wyznaczonymi miejscami jest zabronione, ale wystarczy wyjechać kilka kilometrów poza granicę parku i już możesz obcować z naturą z czystym sumieniem.

obozowisko

Spanie w samochodzie jest możliwe również w miastach (tu namiot odpada, jeśli zdecydujesz się na taką formę dachu nad głową to w miastach możesz skorzystać z couchsurfingu). Doskonale sprawdzają się parkingi przy plażach, przy których są też z reguły prysznice i toalety. Czasami trzeba się trochę naszukać gdyż większość parkingów ma ograniczenia czasowe (1P, 2P, 4P itp.), ale jeśli odjedziesz trochę od centrum, to z pewnością znajdziesz miejsce postojowe bez ograniczenia czasowego i bez zakazu stania w nocy. Przekraczać dozwolonego czasu parkowania nie radzę- sprawdzają, widziałam, a mandaty są wysokie.  A jak już śpisz na parkingu na Palm Beach to nie rozwieszaj prania między drzewem, a samochodem i nie siusiaj na trawnik. Zrozum tych, którzy wydali grube miliony na dom z widokiem na ocean- oni naprawdę mają prawo nie chcieć oglądać Twoich powiewających pod ich oknem majtek. Ale no worries mate, po prostu nie bądź uciążliwy, czytaj i respektuj znaki, szanuj przyrodę i mieszkańców (również tych, którzy mają więcej niż dwie nogi), a nie będziesz mieć problemów.


3. Jedzenie

Turystyczna kuchenka gazowa, mini lodówka i komplet naczyń i sztućców to moim skromnym zdaniem absolutne must have podczas australijskiego roadtripu. Po pierwsze australijska kuchnia nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym więc nie ma sensu wydawać fortuny na jedzenie „na mieście”, po drugie w większości miejsc, które będziesz odwiedzać żadnego miasta, ani tym bardziej jedzenia „na nim” nie ma. Możesz zawsze jeść chińskie zupki zalewane wodą zagotowaną na ognisku, ale… kto by chciał przez trzy tygodnie jeść chińskie zupki? Na licznych picnic areas są ogólnie dostępne darmowe stanowiska do przyrządzania posiłków zwane szumnie barbeque. Australijczycy mimo iż grillowanie, to zaraz po krykiecie i futbolu australijskim, główny sport narodowy, wiedzą o nim niewiele i te publiczne barbegue są gazowe i pokryte blachą, co wymusza użycie tłuszczu i bardziej przypomina smażenie na patelni (spokojnie można przyrządzić na nich jajka) niż grillowanie, ale nie ma co temu koniowi darowanemu w zęby zaglądać bo i tak jest miło, smacznie i w ogóle.

śniadanie

Najtańszym sklepem (odpowiednik powiedzmy polskiej Biedronki) jest Aldi- warto w nim zrobić większe zapasy. Australijczycy kochają promocje i duże opakowania, i jeśli tylko zwrócisz na to uwagę, to na pewno kupisz trzy soki w cenie dwóch, do dużej paczki nachosów dobierzesz za darmo dip, itd. Warzywa i owoce możesz też tanio kupić na straganach przy drodze. Wodę pitną (zawsze dbaj by mieć jej odpowiedni zapas) można uzupełnić za darmo w wyznaczonych punktach, które najprościej znaleźć przy atrakcjach turystycznych, miejscach odpoczynku dla kierowców (rest points) i kempingach (bywa różna- czasem bardzo smaczna, czasem nie).

4. Alkohol i papierosy

Alkohol jest drogi i można go kupić tylko w specjalnych sklepach. Późnym wieczorem raczej nie ma szans na zakup czegokolwiek z procentami na wynos, w okolicach Alice Springs nie kupisz również przed 14:00. Jeśli nie umiesz (lub nie lubisz) odmówić sobie szklaneczki whisky o zachodzie słońca, to wykorzystaj możliwość wwiezienia do Australii 2,25 litra alkoholu na osobę. Papierosy są kosmicznie wręcz drogie. I bardzo dobrze, bo palenie jest niezdrowe i bez sensu, i dlatego nie napiszę Ci ile można ich wwieźć (nie jest to w każdym razie duża ilość).

sklep z alkoholem

5. Paliwo

Benzyna to jest jedyne, o czym mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest tam tanie. Ale, że z reguły przejeżdża się podczas wakacji w Australii tysiące kilometrów, to koszt paliwa robi się znaczny, warto więc zwrócić uwagę na ceny. Generalne zasada jest taka, że im dalej dużych miast, im większe pustkowie, tym są wyższe. Pamiętaj o tym i zalej bak do pełna zawczasu.

paliwo w Australii

6. Opłaty, bilety, atrakcje i inne

Cześć dróg ekspresowych (w miastach) jest płatna (toll) jednak wszystkie są doskonale oznaczone i można je bez problemu ominąć i zaoszczędzić (akurat starczy na piwo). Parkowanie w centrach dużych miast to koszt kilku dolarów za godzinę, dlatego samochód zostaw w dalszych dzielnicach i przejdź pieszo- chyba nikogo nie muszę przekonywać, że tak się najlepiej zwiedza miasta.

Wjazd do wielu parków narodowych jest płatny, ale z reguły nie są to duże sumy. Zwiedzanie rezerwatów dzikich zwierząt polecam zostawić na koniec podróży- z dużym prawdopodobieństwem uda Ci się spotkać je na wolności. Muzea, galerie, kluby- szczerze… nie mam pojęcia. Najlepszą rozrywką w Australii jest obserwowanie zachodów słońca, a potem gapienie się w gwiazdy.

Australia - Seal Rocks

Pamiętaj o tych kilku kwestiach, ale też za bardzo się nie spinaj. Sam koszt biletów sprawia, że na wakacje do Australii nikt raczej nie przyjeżdża z ostatnim groszem w kieszeni. Marzyłeś, oszczędzałeś, planowałeś, odmawiałeś sobie w domu. Teraz korzystaj. Będzie cudownie!

Australia


Ciekawi szczegółów australijskiej podróży? Dokładną relację znajdziecie tu: Australia 2013/2014.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.





O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

26 komentarzy do “Australia – jak podróżować i nie zbankrutować

  • Kurs Na Wschod

    Odwiedziłbym Australię jak nic! Ale właśnie głównym problemem jest koszt przelotu. Jak już ktoś leci na drugi koniec świata, szkoda żeby oszczędzał na pobycie, bo traci się na wrażeniach. Osobiście jak jeszcze, bym zarobił na bilet lotniczy do Australii, to sam pobyt byłby ascetyczny 🙂
    ~Bartek

  • Gosia

    Właśnie również skończyłam pisanie o kosztach Australian -dream więc chciałam szybko zerknąć co tam u konkurencji 😛 Tak na poważnie tego co szczerze nienawidze podczas wyjazdów to spinka cenowa i liczenie każdego grosza, może to bardzo szybko odebrać przyjemność z wyjazdu. Australia jest mega, mega droga ale dla wielu wyjazd do krainy Oz jest marzeniem więc czy można je wycenić? Każdy musi oszacowac co dla mniego jest najważniejsze. Pozdrawiam!

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Tak jak napisałam: dużo przyjemniejsze od liczenia każdego dolara jest liczenie gwiazd na australijskim niebie 🙂 Każdy musi znaleźć własny system, który mu odpowiada i nie odbiera przyjemności podróżowania, odkrywania, smakowania. Pozdrawiam serdecznie Gosiu!

  • Andrzej

    No cóż, tutaj nie poklepiemy się po plecach, bo wg nas Australia jest tania, jeśli jesteśmy elastyczni, uprawiamy fryganizm, kupimy/sprzedamy samochód i czas zamiast w miastach spędzamy w Outbacku.
    No i koszt przelotu można zastąpić przygodą jachtostopową – też za darmo. Generalnie wszystko sprowadza się do klasyka: czas vs. pieniądze – znacie to na pewno 🙂

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Andrzej przecież napisałam, że to są rady dla urlopowiczów takich jak ja, a nie dla długodystansowych podróżników i że można tanio, o ile płaci się walutą jaką jest czas, i nawet do Was jako ekspertów w temacie odesłałam, to co tak moje plecy oszczędza? 😛

  • Smil

    Jak ktoś ma mało czasu na zwiedzanie a chce dużo zobaczyć to rekomenduję latanie na miejscu samolotem… moim zdaniem to najtańsza forma transportu, po za sezonem z odpowiednim wyprzedzeniem w dni takie jak np. środa można polecieć praktycznie w każde miejsce australii za 100$ z bagażem 21-23kg. Wydaje mi się że może wyjść taniej nawet niż koszt samochodu i paliwa na odcinku ponad 1000km. Oczywiście nie zobaczy się po drodze fajnych rzaczy które można zobaczyć jadąc samochodem ale tu chodzi o czas latając z miejsca na miejsce można obskoczyć topowe miejscówki i zmieścić się w czasie, można też łączyć loty z przejazdami samochodem czyli lecimy do jednego miejsca przejżdżamy 300km (bo lotnisk mają dużo) i z innego lotniska lecimy dalej… Lotniska lokalne działają jak dworce autobusowe odprawa jest na 30min przed odlotem… śmiesznie czasem wyglądają te ich mikro lotniska… stronka gdzie można wyszukać tanie loty to http://www.webjet.com.au (wyszukać, a potem kupić bezpośrednio bez prowizji webjet)

  • Iza

    Swietny blog,Australia to moje marzenie i mam pytanie odnosnie wizy czy ciezko ja uzyskac I jak to wyglada po przylocie na lotnisku,czy zadaja duzo pytan i czy ogolnie jest duzy problem z wjazdem?z gory dziekuje az odpowiedz.pozdrawiam,iza

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Cześć Iza! O wizę turystyczną możesz aplikować on-line (https://www.immi.gov.au/Services/Pages/visitor-visa-online-applications.aspx), jest ona bezpłatna i wydawana w ciągu kilku dni. Nie musisz podawać we wniosku żadnych szczegółowych danych (sama byłam zaskoczona). Na lotnisku wszystko idzie gładko i bezstresowo o ile nie wwozisz nic zakazanego (lista jest długa, ale ogólnie dostępna więc nie ma problemu żeby się do niej zastosować). Nie mieliśmy żadnych, absolutnie żadnych problemów, muszę wręcz powiedzieć, że australijscy celnicy byli najmilszymi (zaraz obok tajwańskich) z jakimi miałam do czynienia 🙂

    • Karolina

      Wyrabialam wize w ubieglym tygodniu on-line. Dostalismy oboje na maila na drugi dzien 🙂 A odnosnie kosztow biletu..proponuje przez Malezje. Wlasnie byla mega promocja i bilet w dwie strony 1600zl. Air Asia ma promocje do Australii wiec trzeba korzystac 🙂 Moje marzenie o Australii spelni sie juz w lutym. U Ciebie Ola szukam inspiracji 🙂

  • Jacek

    szkoda ze dopiero teraz wpadlem na twoj blog. od 25 lat mieszkamy w manly i od kiedy nasze dorosle dzieci ( zreszta w twoim wieku) sie powyprowadzaly mamy permanentnie wolny pokoj. mialabys gdzies pomieszkac zamiast spac w samochodzie. moze nastepnym razem jezeli planujesz jeszcze raz au. swietnie piszesz. pozdrowienia.

  • Odra

    Wybieram się do Australii i szukam informacji ale tego bloga raczej nie polecę nikomu.
    Nie chodzi o treść tylko o formę przekazu.
    Moja połówka określiła to jednoznacznie – „wyżej sra niż dupę ma”.
    Trochę mniej głupawych rad (np. że papierosy są niezdrowe i bez sensu),
    w ogóle mniej pouczania innych w sprawach niezwiązanych z tytułem, mniej zadzierania nosa.
    Autorka pewnie chciała być dowcipna ale wyszło raczej denerwująco.

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Całe szczęście mój blog nie jest jedynym, na którym można się czegoś dowiedzieć o Australii, więc na pewno znajdziecie autora, którego forma będzie Wam odpowiadać. Nie ma sensu się razem męczyć.
      A papierosy są niezdrowe (sorry) i bez sensu. I mówię to jako powracający bez sensu palacz.

  • error

    Fajny blog ale mnie interesuje głównie wynajm samochodu typu VAN gdzie się znajdują na co uważać przy umowie jakie są oferty kiedy najlepsze no i ceny.Jako że planuję Zachodnią Australię począwszy od Adelajdy.Poza tym denerwują mnie wpisy typu koszty przelotu.Przecież wyjazd do AU planuje się przynajmniej kilka miesiecy wczesniej wiec trzeba wziąć pod uwagę jakieś własne możliwości lub wcale nie planować.Widziałem Polaków tu i ówdzie którzy śpią na dworcach albo probują wejść do metra w dwie osoby przez bramki wstyd i żenada -ale są i tacy co wyjeżdżają z 50cioma dolarami w kieszeni i myślą że jakoś to będzie za to po powrocie gdzie to nie byli .

  • Julia

    Świetny blog . Na pewno będę zaglądać 😀 . Pierwsze co mi przyszło na myśl kiedy wspominałaś o papierosach to to że zabiorę tam moja mamę -nałogową palaczkę. Nie musi przecież wiedzieć jak drogie są papierosy w Australii. 😀
    Pozdrawiam .