Pozdrowienia z Melbourne 13 komentarzy


Melbourne

Właśnie mija 15 dzień naszej australijskiej przygody. Przejechaliśmy 3300 km i z tej okazji dziś należy się prawdziwe łóżko- pierwsze od dwóch tygodni. Przed chwilą wzięłam też pierwszy od kilku dni gorący prysznic- niby taka mała rzecz, a cieszy, szczególnie, jak zimny wiatr znad oceanu przewiał dupsko. Upały bowiem zostawiliśmy w starym roku. Od kiedy zostawiliśmy za plecami bajeczny Park Narodowy Boodree pogoda zrobiła się w kratkę. Dość zadziwiająco intensywną gdyż w ciągu doby pogoda potrafi się zmienić kilka razy: przewiać, przemoczyć, a potem ogrzać słoneczkiem na pociechę i zaraz… od nowa. Założę się jednak, że już niebawem będziemy błagali o rześki powiew oceanicznej bryzy- jutro lecimy na pustynię, do czerwonego środka Australii! Kolejne marzenie zostanie spełnione!

Pierwszy tydzień nowego roku to mnóstwo kilometrów na liczniku naszego domku na kółkach i w nogach. Pierwsze za sprawą Great Ocean Road (do której jechaliśmy 1000 km z Jervis Bay), która dostarczyła nam spektakularnych widoków i wrażeń, o których będziemy opowiadać już zawsze z roześmianymi buziami- otóż zupełnie przypadkiem, szukając miejsca kempingowego spotkaliśmy koale na wolności. Właściwie cały koalowy las! Spotkaliśmy też jadowitego węża (red bellied black snake, ale na szczęście obydwu stronom udało się zachować bezpieczny dystans, a nam przypomniało o konieczności bycia ostrożnym (i słusznie). Zobaczyliśmy siedmiu ostałych z 12 klifowych apostołów i po raz kolejny przekonaliśmy się, że australijskie niebo nie ma sobie równych (ach te zachody słońca, ach te miliardy gwiazd zawieszonych tuż nad naszymi głowami!). Dojechaliśmy aż do Portu Cambell, który ku naszemu zaskoczeniu okazał się malutką i senną wioską. I idealnym miejscem by podładować baterie po długiej podróży.

Port Cambell

Kilometry w nogach czujemy za sprawą Melbourne, w którym od trzech dni gubimy się, po którym spacerujemy, które z nieskrywaną przyjemnością penetrujemy. Barwne, wielokulturowe, tętniące życiem miasto przypadło nam bardzo do gustu. Niech tylko ktoś wyłączy ten zimny wiatr! Wiatr nas nie słucha więc wyłączymy go sami przenosząc się na Outback. Lot jutro wcześnie rano więc mówię już dobranoc 🙂

Melbourne

 

Ciekawi co było dalej? Sprawdźcie kolejną część relacji „na szybko” z Australii: Australijski happy end.

Ciekawi co było wcześniej? Sprawdźcie poprzedni odcinek: Szybka depesza z Australii.

Ciekawi szczegółów australijskiej podróży? Dokładną relację znajdziecie tu: Australia 2013/2014.

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 komentarzy do “Pozdrowienia z Melbourne