Seal Rocks – plaża, plaża, najplaża 10 komentarzy


Kiedy myślę o tym czego mi potrzeba w danym miejscu żeby było miło i przyjemnie, w głowie przewijają się piękne krajobrazy, miękkie tkaniny, przyjemne zapachy. O kwestiach podstawowych, takich jak bieżąca woda czy dach nad głową, nie myślę wcale. Oczywistymi rzeczami nie ma co zawracać sobie głowy. Są jednak takie miejsca gdzie to, co w kulturze, w której wyrosłam jest oczywiste, przestaje być konieczne, a nawet przeszkadzałoby w chłonięciu otaczającego piękna, w poczuciu nieskrępowania, w namiastce wolności od tych oczywistości właśnie. Mam szczęście trafiać do takich miejsc coraz częściej. Miałam szczęście rozmawiać z Magdą (Career Break), która poleciła mi Seal Rocks. Miałam szczęście z rady tej skorzystać.

Seal Rocks

Zatrzymaliśmy się na kampingu, na którym z wygód cywilizowanego świata był tylko… wychodek. Tył naszej Toyoty szybko przerobiliśmy na sypialnię, hamak i kilka gałęzi na dach polowej kuchni (akurat padało). Krętą ścieżką wyszliśmy na wydmy i już wiedziałam, że będzie wspaniale. Przestrzeń, ocean, biały piasek, nic… Pusto i pięknie. Na kolację wpadły do nas pocieszne oposy, a w nocy, zaciekawiona znakami ostrzegawczymi, wyglądałam psów dingo. Doczekałam się dopiero o świcie wizyty… leśnych indyków. Na spotkanie wyszedł nam też rano pokaźnych rozmiarów jaszczur.

Seal Rocks

Na spacerze do latarni morskiej Sugarloaf Point alarmującej statki o skalistym brzegu (na którym podobno wygrzewały się kiedyś w słońcu foki- stąd nazwa Seal Rocks), upłynął nam niemal cały dzień. To zaledwie kilka kilometrów, ale zarówno Treachery jak i Lighthouse Beach kuszą miękkością wydm, uwodzą bielą piasku, szepcą szumem oceanu by przysiąść na chwilę, zatrzymać się, popatrzeć.

Seal Rocks

Wieczorem wynieśliśmy turystyczne krzesełka na Yangon Beach- plażą długą aż po horyzont, za którym schować miało się za chwilę słońce. Długą i pustą. Całą dla nas! Sącząc drinki obserwowaliśmy niezwykły spektakl na niebie, kolory przelewające się w kolory, chmury zmieniające kształt na podobieństwo innych chmur, bawiące się w berka z naszą wyobraźnią. Patrzyliśmy tak długo, aż nastała ciemność i przez moment, zanim niebo roziskrzyło się tysiącem gwiazd, byliśmy sam na sam z otchłanią oceanu. To była taka właśnie chwila, w której do szczęścia nie potrzeba nic. To było takie miejsce, któremu dodanie czegokolwiek, magię by odebrało. Ocean, ocean, potężny ocean i my tacy mali.

Yagon Beach

Seal Rocks

Treachery Beach

Seal Rocks

Seal Rocks

Lighthouse Beach

Seal Rocks

Treachery Beach

Seal Rocks

Seal Rocks

Seal Rocks

Seal Rocks

Ciekawi szczegółów australijskiej podróży? Dokładną relację znajdziecie tu: Australia 2013/2014.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 komentarzy do “Seal Rocks – plaża, plaża, najplaża