Spotkać koale na wolności – tyle wygrać! 9 komentarzy


„Mieszkam w Australii od maja i nigdy mi się nie udało”, „Kiedy byliśmy w Australii to chyba było dla nich za zimno”, „Mieszkam tu 4 lata i widziałem tylko raz”, „Nie, niestety nie udało się” – takie odpowiedzi słyszeliśmy gdy pytaliśmy znajomych czy widzieli koalę na wolności. Dlatego, żeby nie ryzykować, że nie zobaczymy wcale, już na początku naszej podróży pojechaliśmy do Lone Pine Koala Sanctuary. Dlatego na wybrzeżu wyglądaliśmy kangurów i walabie, a wysoko w konary drzew wpatrywaliśmy się głównie wieczorem czekając aż zaczną schodzić z nich łakome oposy. Dlatego starałam się nie nakręcać i nie liczyć za bardzo, że nam się uda. Ale bardzo, bardzo, strasznie, na maksa chciałam spotkać na wolności koalę!

Otway National Park

To był nasz drugi tydzień w Australii, jechaliśmy Great Ocean Road, dzień chylił się ku końcowi. Postanowiliśmy odbić odrobinę z głównej trasy i zatrzymać się na noc na darmowym kempingu w Great Otway National Park. Zabawnie przerobiony znak ostrzegający przed zwierzętami wychodzącymi na drogę sprawił, że zwiększyliśmy czujność. Rzeczywiście, już po przejechaniu pierwszych kilometrów pobocze zaroiło się od kangurów. Pasły się na łące jak krówki.

Chwilę potem wjechaliśmy w eukaliptusowy las, a raczej to co po nim zostało. Łyse gałęzie przypominały drapieżne szpony złych strachów z horrorów. Co się tu stało? Czyżby gorące lato tak dało się we znaki, bo śladów po pożarze brak (a to przychodziło na myśl jako powód zastanego stanu rzeczy, yyyy… lasu). Zaraz, zaraz… co to za cień tam na górze? Co to za kulka? Aaaaaa!!! To koala! Tam jeszcze jeden! I tam! I tam! Stajemy!

Otway

Stalibyśmy tak wgapieni w futrzaki bez końca gdyby nie fakt, że za kilka chwil miał nas dopaść zmrok. Pojechaliśmy więc tam gdzie kończyła się droga (już dobrze brzmi, co?) i pobiegliśmy szybko nad ocean obserwować zachód słońca. Mieliśmy nosa żeby się spieszyć. Był to jeden z najpiękniejszych spektakli jakie odegrały do tej pory przed nami słońce, chmury i woda.

zachód słońca - Australia

zachód słońca - Australia

zachód słońca - Australia

najpiękniejszy zachód słońca

A do koali wróciliśmy rano, by obserwować ich niezdarne ruchy, zabawne zaloty i podglądać drzemkę. Przeurocze cudaki, no zobaczcie sami. My to jednak jesteśmy szczęściarze, nie ma co! A życie jest piękne i w ogóle jest wspaniaaaaleeee! A specjalnie dla Was na fotkach koale 😉

koala

koala

koale na wolności w Otway National Park

koale

koala

 

Ciekawi szczegółów australijskiej podróży? Dokładną relację znajdziecie tu: Australia 2013/2014.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 komentarzy do “Spotkać koale na wolności – tyle wygrać!