Chińska logika zimowa 18 komentarzy


Kiedy zaczynam pisać ten tekst, w Shenzhen jest 11 rano i 5 °C za oknem. Mieszkam tu już prawie 1,5 roku i tak zimno jeszcze nie było. W Warszawie w tej samej chwili jest 4 rano i 1 °C. Niewielka różnica, co? A jednak. Po pierwsze jest tu dużo wyższa wilgotności powietrza (nawet teraz, w porze suchej), co powoduje, że zimno jest bardziej przenikliwe. Po drugie (i najbardziej istotne) w moim mieszkaniu w Shenzhen nie ma centralnego ogrzewania, okna są nieszczelne, z pojedynczymi szybami, które trzęsą się przy byle powiewie wiatru (a wieje od morza dość mocno z reguły), nieszczelne drzwi wejściowe prowadzą na zewnętrzną klatkę, a wokół przewodów odprowadzających powietrze z klimatyzatorów są dziury na wylot, przez które można oglądać niebo lub blok na przeciwko i spokojnie można zmieścić kilka palców jeśli ktoś lubi takie zabawy (oczywiście już je uszczelniłam, ale nikt wcześniej tego nie zrobił).
zima-w-ChinachCo tu dużo mówić, jest zimno jak cholera! Na szczęście nasz landlord zamontował klimatyzatory z opcją grzania. Co prawda tylko w sypialniach, ale dobre i to. Co prawda dają one ciepło tylko kiedy są włączone na maksa i nieprzystosowane do trzymania ciepła pomieszczenia wyziębiają się w ciągu kilku minut od wyłączenia urządzenia, ale dobre i to.  W nieogrzewanych częściach domu temperatura spada w dzień (w nocy nie wiem, w nocy śpię, a nie ganiam po domu z termometrem) do 14 °C (a może i niżej, ale wtedy jest za zimno żeby wyjść spod kołdry i sprawdzić), dlatego praktycznie zamieszkałam w sypialni.

I bynajmniej brak centralnego ogrzewania nie jest jakąś fanaberią miasta, w którym mieszkam, całe południowe Chiny borykają się z tym problemem. Granica grzania (tak, serio coś takiego w Chinach jest) przebiega wzdłuż rzeki Huai i pasma górskiego Qin-  umownej granicy uprawy ryżu i pszenicy. Tradycyjnie uważa się, że jest to też granica „zamarzalności”- czyli, że na południe od niej, temperatury nie spadają poniżej zera (a jak powyżej to po co grzać, prawda?). Ale tradycja i umowne granice sobie, a klimat sobie- wiadomo. Efekt jest taki, że co prawda przez góra dwa miesiące w roku, ale czasem marzną jak diabli mieszkańcy południa. Przeciwnicy centralnego ogrzewania na terenach położonych poniżej tej umownej granicy, przywołują argumenty o wydajności. Rzeczywiście jeśli porównać długość trwania zimy (2 miesiące na południu i 6 na północy), różnice pomiędzy temperaturami wewnątrz i na zewnątrz (na południu nie przekraczają 10 °C) i najniższe temperatury (na południu z reguły powyżej zera, na dalekiej północy nawet minus 40 °C), to nie ma o czym gadać. Ale co z tego, że na zewnątrz jest tylko 10 °C zimniej niż w budynku kiedy i tak jest zimno? Inni przywołują (i słusznie) argumenty dotyczące zanieczyszczenia środowiska. Rzeczywiście, jeśli porównać ilość węgla potrzebną do ogrzania metra kwadratowego mieszkania przez miesiąc za pomocą klimatyzatora (3 kg) i centralnego ogrzewania (20 kg) – o ile dane są prawdziwe (znalazłam je tu)- to nie ma o czym dyskutować. Jednak moim zdaniem to nie o centralnym ogrzewaniu należałoby debatować (szczególnie w świetle ogromnych problemów Chin z zanieczyszczeniem środowiska i naglącej potrzebie ograniczenia zużycia węgla), a o jak najlepszym wykorzystaniu energii grzewczej, która jest i tak zużywana, a raczej… marnowana. Czyli o odpowiedniej konstrukcji mieszkań, o uszczelnianiu instalacji, okien, etc. Bo mi te postulaty wydajności i oszczędzania energii wylatują przez szpary w balkonowych oknach.





I tak zimą miasta południowych Chin dogrzewają się  klimatyzatorami, farelkami i elektrycznymi kocami (siedzę właśnie na takim), ich mieszkańcy noszą kurtki puchowe i rękawiczki zarówno w domu i w pracy (Tomek od kilku dni zabiera do biura termofor), śpią w polarowych pidżamach i skarpetkach, po mieszkaniu chodzą w futrzanych bamboszach i niecierpliwie wyglądają wiosny. Pocieszeniem są truskawki, na które zimą jest w Chinach sezon. Tak sobie teraz myślę, że ja i tak nie mam co narzekać, jest postęp. W zeszłym roku w zimnym grudniu pisałam dla Was teksty siedząc przy biurku w nieogrzewanym hotelowym pokoju, w rękawiczkach, z termoforem na brzuchu i wycelowaną w siebie suszarką. W tym roku większość zimy przesiedziałam w Australii 🙂

zima w Chinach

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

 


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 komentarzy do “Chińska logika zimowa