Pocztówki z Kings Canyon 2 komentarze


Po Uluru i Kata Tjuta, przyszedł czas na Kings Canyon w Parku Narodowym Watarrka- nasz przedostatni* przystanek na Outbacku. Bezkresne przestrzenie, gotująca się w słońcu czerwień piaskowca, niezwykłe formy krajobrazu i zabójczy upał. Majestatyczny, największy w Australii kanion można podziwiać z… helikoptera, lub podczas trekkingu jedną z dwóch tras (2,6 i 6 km) biegnących wzdłuż jego krawędzi. W głowie może się zakręcić nie tylko z gorąca, ale i z wrażenia, gdyż dróżka wiedzie niepokojąco blisko przepaści. Dołem, wąwozem zielonym liśćmi, pomarańczowym skałami i rozśpiewanym ptakami, prowadzi jeszcze jedna, spacerowa ścieżka. Czapka, wygodne buty, krem z filtrem, dużo wody i w drogę!

*Przedostatni przystanek, bo jeszcze w drodze do Alice Springs (skąd lecieliśmy do Sydney, by rozpocząć swoją podróż do domu), zatrzymaliśmy się zobaczyć kratery po uderzeniu odłamków meteorytu Henbury.

 

Ciekawi szczegółów australijskiej podróży? Dokładną relację znajdziecie tu: Australia 2013/2014.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Pocztówki z Kings Canyon

  • Grzegorz

    Pozwolę sobie uzupełnić o radę praktyczna dla Tych, którzy się wybierają. Trasę pieszą dobrze jest zacząć tuż przed wschodem słońca, mamy wtedy dodatkowe efekty związane z oświetleniem i długimi cieniami. Ze współczuciem patrzymy też na tych, którzy zaczynają iść kiedy słońce zaczyna solidnie dogrzewać, a my już chowamy się do samochodu albo decydujemy się na przelot helikopterem.