Nie jedź do Chin! 140 komentarzy


Dostaję od Was mnóstwo maili. Piszecie o odważnych życiowych decyzjach, które podjęliście, dzielicie się swoimi marzeniami i zamierzeniami. Czasem prosicie o porady, czasem piszecie po prostu żeby powiedzieć, że lubicie Pojechaną, że dziękujecie za motywację i dobrą energię. Uwielbiam te maile od Was, to one w dużej mierze nadają sens mojej pracy nad blogiem. Dziękuję!

Chiny

Zdarza się jednak, że otrzymam list od czytelnika, podczas czytania którego moje oczy robią się coraz większe i większe (a to w Chinach naprawdę nadprzyrodzone zjawisko, spójrzcie jakie oni mają wszyscy malutkie oczka) i na który przez długi czas nie mam pojęcia jak odpisać (a wierzcie mi, że nie należę do osób, którym często brakuje języka w gębie). Nie wiem co odpisać, bo bardzo nie chcę być nieuprzejma, a jedyne co ciśnie mi się na usta to „Otrząśnij się chłopaku/dziewczyno! Zastanów się o co w ogóle pytasz!”. O jakich mailach mówię? Na przykład o takim, w którym padło pytanie czy w Chinach „można zjeść coś normalnego, na przykład jakiegoś McDonalda?” (sic!). Jednak do napisania tego posta skłonił mnie list czytelniczki, która skarżyła się, że musi do Chin jechać: „Problem tkwi w tym, że chyba nie do końca podoba mi się pomysł z tym wyjazdem, ponieważ niestety Chiny kojarzą mi się z olbrzymią ilością ludzi oraz z brudem, ponadto taka wycieczka jest również wyjątkowo kosztowna. Czy mogłabyś mi powiedzieć jak tam jest naprawdę, czy to miejsce da się polubić?” Do tego doszły jeszcze skargi (sama nie wiem czy zabawne czy raczej zatrważające)  turystów opowiedziane mi przez znajomą przewodniczkę po Chinach (na przykład zażalenia na deszcz w czasie pory deszczowej) i w końcu postanowiłam poruszyć ten temat na blogu.

Chiny

Na wstępie powiem tak- Chiny na pewno nie są dobrym miejscem do pozbywania się uprzedzeń.  Natomiast bez uprzedzeń (daje za to głowę!) lepiej się podróżuje, doświadcza, w ogóle żyje. Jest jednak mnóstwo miejsc, gdzie doświadczać inności można w bardziej delikatny sposób. Dla osoby zamkniętej na odmienność, podróż do Chin to wrzucenie na głęboką wodę ze związanymi rękami. Bo Chiny są trudne, momentami nieznośne. Tak, jest dużo ludzi. Dużo ludzi, którzy wszędzie się pchają, plują, pierdzą i bekają bez skrępowania. Którzy palą papierosy w pociągach, sklepach i autobusach mimo zakazów. Którzy siorbią i mlaszczą przy jedzeniu, ciumkają kurze nóżki, a resztki wypluwają na podłogę lub na stół. Którzy, kiedy mówią krzyczą i poruszają się w zupełnie pozbawiony logiki sposób, nigdy nie oglądając się dookoła, co oznacza, że ciągle na kogoś wpadają, szturchają i depczą. Tak, jest brudno, ba! Bywa przeobrzydliwie brudno. Tak brudno, że podeszwy butów przyklejają się do restauracyjnej podłogi z gumoleum, w gratisowych orzeszkach podanych jako starter znaleźć można szczurze odchody, karaluchy wydają się czuć swoją przewagę liczebną nad ludźmi, bo czasami wcale się ich nie boją, spaliny i smog utrudniają oddychanie, a dzieci załatwiają potrzeby fizjologiczne wprost na ulicę. Jeśli przeraża Cię to wszystko to NIE JEDŹ DO CHIN!

jedzenie w Chinach

Jeśli nie możesz żyć bez kanapki z serem na śniadanie i schabowego z ziemniakami na obiad, jeśli jesteś jedzeniowym konserwatystą i nie lubisz próbować nowych, nieznanych smaków to NIE JEDŹ DO CHIN, bo niechybnie umrzesz z głodu. Gwarantuje Ci, że większość potraw jakie zostaną Ci zaserwowane, będziesz widział po raz pierwszy w życiu, zapachy i forma niejednokrotnie będą odstręczać, a w wielu przypadkach nie będziesz nawet w stanie nazwać składników i do końca życia nie będziesz pewien czy to był kurczak, szczur, czy pies. I jesteś zdziwiony, że wegetariański bakłażan pływa w sosie z mieloną wieprzowiną? Naprawdę byłeś taki naiwny? Chiny to nie rurki z kremem, nie pączek w maśle. Chiny to suszone szczury i kurze łapki. Chiny to też tysiące przecudownych potraw, smaków o jakich Ci się nawet nie śniło, ale żeby do nich dotrzeć trzeba przejść chrzest kulinarnych wpadek i pomyłek, kaczych stóp, zup z ptasich głów i sfermentowanego tofu.

tłumy w Chinach

Jeśli nie lubisz być w centrum uwagi i poznawać nowych ludzi, męczą Cię zaczepki nieznajomych, źle się czujesz w tłumie to NIE JEDŹ DO CHIN! Tu nigdy nie będziesz sam. Nawet na dzikiej plaży, nawet w środku lasu (no chyba, że jesteś podróżnikiem, który tygodniami pedałuje na rowerze żeby dostać się na pustkowia, gdzie nic nie dojeżdża i nie ma żywej duszy- ale do tego potrzebny jest ten rower, ewentualnie motor i kilka tygodni, których większość podróżujących z reguły nie ma). I zawsze, absolutnie zawsze będziesz wzbudzał zainteresowanie lokalsów. Bo masz taką strasznie bladą twarz i duże jasne oczy. I tak śmiesznie ogromny nos. I włosy na rękach i nogach. I taki jesteś wysoki, taki inny, że koniecznie trzeba Cię dotknąć, żeby sprawdzić czy prawdziwy. I zapytać trzeba skąd tu się wziąłeś. I ile masz lat, ile dzieci (bo przecież życie bez dzieci to żadne życie). I śmiać się trzeba w niebo głosy w odpowiedzi, bo się nic nie zrozumiało z Twojego pseudochińskiego (lub co gorsza angielskiego) bełkotu. Więc jeśli gęsiej skórki dostajesz na samą myśl, że cały autobus będzie się na Ciebie gapił i kwitował gromkim śmiechem każde Twoje słowo to NIE JEDŹ DO CHIN!

plaża w Chinach

Jeśli szukasz relaksu na pięknej plaży i pogody na zamówienie to NIE JEDŹ DO CHIN! Jeśli znajdziesz tu piękną plażę, to i tak niewiele z niej zobaczysz, będzie bowiem przykryta szczelnym dywanem ludzkich ciał. Z głośników będą nadawane komunikaty o obowiązujących regułach i zasadach, wokół będą walały się śmieci, a co 5 minut ktoś będzie podchodził i prosił o wspólne zdjęcie, bo przecież dla Chińczyka nie ma lepszej pamiątki z wakacji niż fotka z białasem. W tym czasie kilku innych, bardziej nieśmiałych delikwentów będzie pstrykało ukradkiem z biodra, udając, że fotografują swoją stojącą kilka metrów dalej dziewczynę. No i będzie za gorąco, albo za wilgotno, albo za mglisto, albo za deszczowo. Umówmy się, poleżeć na plaży to się jedzie do Tajlandii albo na Filipiny.

boczna uliczka w Chinach

Jeśli podczas podróży oczekujesz nienagannego serwisu, białych ręczników, anglojęzycznej obsługi to NIE JEDŹ DO CHIN! Gwarantuję Ci, że nawet w 5 gwiazdkowych hotelach zachodnich sieci obsługa będzie w chińskim stylu czyli zakręcona, nieokrzesana, niepunktualna i niezaradna. Zamówione budzenie może Cię nie obudzić, bo obsługa nie przekaże informacji kolejnej zmianie, ręczniki mogą śmierdzieć papierosami, bo pracownicy pralni kopcili jak w piecu, a prośba „nie przeszkadzać” będzie działać z wyjątkiem sytuacji, gdy zechcą posprzątać pokój, przynieść ulotki o wycieczkach, sprawdzić klimatyzatory, wymienić ręczniki i w przypadku tysiąca innych „niecierpiących zwłoki” spraw. W tych „zwykłych”, chińskich hotelach niższej klasy czeka zaś grzyb na ścianach, odchodzące tapety, przesiąknięte papierosowym dymem zasłony, zepsute klimatyzatory, obsługa chowająca się za blat na Twój widok (bo nie mówi po angielsku  chce uniknąć sytuacji, gdy nie będzie w stanie Ci pomóc) i okna wychodzące na ściany lub śmietnik. I to wcale nie za przysłowiowego dolara.

tłumy na dworcu

Jeśli nie lubisz wyzwań, nie radzisz sobie z rozwiązywaniem problemów, jesteś mało elastyczny to NIE JEDŹ DO CHIN! Tu każdy dzień jest wyzwaniem i nawet najprostsza czynność lubi urastać do rangi problemu. A to wszystko za sprawą niespotykanie grubego muru różnic kulturowych i ogromnej bariery językowej. To co dla Ciebie jest oczywiste (jak na przykład to, że wejście do recepcji hotelu z bagażem oznacza, że szukasz noclegu) dla Chińczyka niekoniecznie. Żadne oczywiste oczywistości i gesty wcale nie muszą zostać odebrane zgodnie z Twoją intencją. Nigdy też nie zrozumiesz dlaczego z siedmiu tak samo opisanych kas na dworcu kupić bilet, który potrzebujesz, możesz tylko w jednej (i dlaczego ostatniej, do której podszedłeś). I dlaczego autobus, który miał odjechać o 14:00 odjeżdża o 17:00 mimo, że punktualnie był zapełniony. Albo dlaczego nie jeździ we wtorki i czemu nikt Ci o tym nie powiedział. I czy oni naprawdę nie potrafią czytać mapy? I czemu żadna informacyjna mapka wydana przez park narodowy lub hostel nie ma skali? I dlaczego, gdy pytasz o kierunek każdy przechodzień pokazuje Ci inną stronę? I czemu gdy prosisz o butelkę wody w sklepie ekspedientka mówi, że nie ma, mimo iż cała półka stoi za jej plecami? No i koniecznie przyzwyczaj się do informacji „po angielsku” prosto z Google translatora- niezrozumiałe? Nie ważne, ciesz się, że śmieszne.

Chiny

NIE JEDŹ DO CHIN, bo Ci się nie spodoba, bo się umęczysz, bo zamęczysz swoich towarzyszy podróży i całe otoczenie, bo stracisz czas i pieniądze. Świat na Chinach ani się nie zaczyna, ani nie kończy, na pewno znajdziesz bardziej odpowiednie miejsce dla siebie. I kto wie, może sprawi ono, że się przełamiesz, przekroczysz swoje granice niemożliwości i kiedyś będziesz gotowy na wizytę w Chinach, która przyniesie Ci dużo radości (czego Ci ogromnie życzę)? Bo przecież to o radość poznawania i odkrywania (również siebie!) chodzi w podróżowaniu. A jeśli nie? Trudno, przecież to o Twoją przyjemność chodzi i naprawdę nie warto robić nic na siłę.

Nie to, żeby mnie nie odstręczał odgłos charchania, nie obrzydzała świeża ludzka kupa w kwietniku, nie wkurzał łokieć wepchnięty boleśnie pod żebro w tłumie. I zapewniam Was, że gdy w Zhangjiajie po stopie odzianej jedynie w japonki (czyli nagiej) przebiegł mi kilkucentymetrowy karaluch, darłam się jakby mnie oblano wrzątkiem. Choć przyznam, że widok małego chłopca siusiającego na przystanku wysiadającym z autobusu pod nogi, akurat mnie śmieszy, podobnie jak świńska głowa na talerzu z migającymi ledami w miejscu oczu. Doświadczam w Chinach tyle niezwykłości i piękna, że jestem w stanie bez mrugnięcia okiem (no dobra, czasem mrugam tak, jakby mi wielka drzazga w oku siedziała) przyjąć wszystko w pakiecie- te wszystkie obrzydliwości i niedogodności również. I czasem zastanawiam się, czy gdyby tak te Chiny wygładzić, przypudrować, uczesać, wyperfumować, to byłby wciąż tak fascynujące? Jeśli też masz wątpliwości to przyjeżdżaj śmiało, zapraszam! Jeśli jesteś otwarty na odmienność kulturową i nowe doświadczenia, to podróż po Chinach będzie na pewno niezwykłą przygodą pełną niezwykłych miejsc, uśmiechów napotkanych ludzi i niepowtarzalnych smaków, zapachów i form (codziennie innych i tak bez końca!). Pełną zagadek, których chęć rozwiązania będzie trzymała Cię w stanie przyjemnej ekscytacji, pełną niuansów kulturowych, których zrozumienie będzie napawało Cię ogromną satysfakcją, pełną niezwykłych historii, które opowiadając będziesz wprawiać znajomych w zdumienie. I choć nie raz wycedzisz siarczyste przekleństwo przez zęby ze złości lub bezsilności, i choć nie raz dreszcz obrzydzenia przebiegnie Ci po plecach, to przecież doskonale rozumiesz, że prawdziwe życie nie jest zawsze słodkie i pachnące, a to co niezwykłe nie zawsze jest cukierkowo piękne.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Reklama


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

140 komentarzy do “Nie jedź do Chin!

  • chinatales

    Hej! To co napisałaś o Chinach można odnieść do każdego państwa w Azji, a sądzę że i do większości na innych kontynentach. Jeżeli nie jesteśmy tolerancyjni, żądni przygód i przeszkadza nam ‚bród’ to na pewno nie jedziemy w podróż :). Są różne Majorki i tym podobne dla takich osób 😉 . Moje pierwsze zetknięcie z Chinami było już po Iranie, Indiach, Nepalu i innych państwach azjatyckich. I pamiętam że Chiny zrobiły wtedy na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Przede wszystkim równowaga płci ( w Pakistanie np nie ma kobiet na ulicach!), Względny porządek (Indie to najbardziej ekstremalny przykład, przy ‚syfie’ Mumbaju chińskie charkanie to piękno;) ), dostęp do prawie wszystkiego co mamy w Europie, no i ludzie- tyle wcześniej słyszałem o tym jacy są ‚chłodni’ a co drugi dzień byłem z nieznajomymi na wspólnym obiedzie. Oczywiście teraz to się trochę zmienia, w miastach już nie ma takiej ‚fascynacji’ obcokrajowcami jak kilkanaście lat temu. A brak pieczywa, sera i ogólnie zachodniego menu przeszkadza bardzo, ale tylko jak się tam długo mieszka, podczas krótkiej 2 mies podróży nie będzie czasu tego zauważyć 🙂 . Mnie najbardziej męczyły niewyobrażalne masy ludzkie. Nie takie straszne te Chiny 😉 Pozdrawiam!

    • Pojechana

      Oczywiście, że bez otwartości słabo się podróżuje i poznaje świat 🙂 I jasne, że można Chiny w artykule podmienić na inne kraje, ale nie powiedziałabym, że na każde azjatyckie państwo. Jest jednak sporo miejsc w Azji dużo prostszych w obsłudze niż Chiny (gdzie łatwiej można się dogadać po angielsku, gdzie standardy obsługi są bardziej zachodnie itd.) i jeśli nie jest się przekonanym co do swojej tolerancji na inność i niewygody, warto od takich krajów (np. Tajlandii) zaczynać swoją przygodę.

    • Pojechana

      I nie wiem jak było kilkanaście lat temu, ale dziś, w kilkunastomilionowym mieście dalej wzbudzam olbrzymie zainteresowanie lokalsów 🙂 Na wsi oczywiście sto razy większe (i są tam dużo bardziej otwarci i przyjaźni), ale wcale nie jest tak, że w mieście przemykam się niepostrzeżenie wśród innych przechodniów.

      • Aneta Czajka

        Mieszkam w Chinach 2 lata i podpisuję się pod tym co piszesz o tym dziwnym kraju. Czytając twoje posty odnoszę wrażenie jakbym to ja była bohaterką twoich przygód i doświadczeń. Dosłownie jest tak jak piszesz. Nie jest łatwo tutaj mieszkać, ale uważam, że jeśli tylko „popłyniesz z prądem” i poddasz się temu wszystkiemu to życie jest wtedy znośniejsze i o wiele ciekawsze.

        • Anna Wiktoria H

          fakt! ja mieszkałam rok, co w przyszłości… zobaczymy, choć wygląda na to że moja przygoda z Chinami nie dobiegła jeszcze końca. Nie raz przeklinałam ten kraj, głównie chyba za brak możności swobodnej komunikacji (brak szkół językowych gdzie ja mogłabym się nauczyć podstaw, a znajomość angielskiego mieszkańców… cóż :-)) )… a do szczęścia najbardziej zawsze brakuje ludzi… suma sumarum świetny artykuł…i muszę powiedzieć że trochę już tęsknię za tym miejscem…

  • Przemysław Bąk

    Artykuł ciekawy. Ale w kilku miejscach podkolorowany… 😉 Przynajmniej ja z kilkoma opisanymi sytuacjami się nie spotkałem. Ale fakt, do ich zachowania przy stole nie mogłem się przyzwyczaić przez cały pobyt. No i w większych miastach znajdziecie KFC, czy McDonalda… 😉 A prawdziwa chińska kuchnia? REWELACJA!

  • pani zima

    Jak ja kocham Chiny i tęsknię za nimi 🙂 Byłam tam 2 razy i chętnie wrócę tam jeszcze raz. Przyznaję, że momentami było ciężko i pod koniec zawsze człowiek marzy o domu i o wypoczynku na jakiejś plaży to wspomnienia oraz zdjęcia wszystko potrafią wynagrodzić. W miastach i miasteczkach jest bardzo czysto choć oczywiście, że karaluchy mogą się napatoczyć. Te stwory są również w Egipcie, w Tunezji i w Polsce 🙂 Brudu, szczura w liczbie 1 i zainteresowania moja osobą (co akurat ja uważam za zabawne) uświadczyłam jedynie w malutkich wioskach. Mam z tym wiele fajnych wspomnień 🙂 Zapewniam, że gorzej pod tym względem jest w Indiach, choć też niezwykle ciekawie. W Egipcie to dopiero zaczepiają ludzi, a w Chinach – tam jest bardzo przyjaźnie. Lubię tę kulturę. To dobrzy, skromni ludzie. Tłok jest ale tylko w weekendy, gdy wszyscy Chińczycy chcą spędzać czas w pięknych parkach. Dlatego zwiedzanie najważniejszych zabytków należy zaplanować w tygodniu i problem z głowy 🙂
    W hostelach, w większych miastach, nie spotkałam się z brakiem obsługi mówiącej po angielsku. I to obsługa właśnie, za malutką opłatą, rezerwowała nam bilety na pociąg, których kupienie jest w Chinach nieco utrudnione ale nie niemożliwe 🙂 Jeśli ktoś się zastanawia czy jechać do Chin to ja mówię jedź, zobacz te niesamowite zabytki, ludzi. To jest inny ale jakże ciekawy świat :)A jeśli nie masz ochoty na brud – zwiedzaj tylko miasta i miasteczka, w których zawsze znajdziesz Mc Donalda 🙂
    pozdrowienia 🙂

  • Damian Grabarczyk

    Jak masz kartke dla taxi „zawiez mnie do hotelu…”, opanujesz wymowe Tsing Tao( lokalne piwo) z pokazaniem na migi ze ma byc brrrrrrr 😉 to eksploracja robi sie dosyc latwa. Zjedzenie pysznego makaronu z woka, ktory na ulicy wrzucili wprost do foliowej torebki lub zamawianie jedzenia na zasadzie pokazywania, ze chce sie to co ma inny gosc moze byc przygoda. Zepsute tofu jest jedyna rzecza ktorej bym nie polecal najwiekszemu wrogowi. Ale buleczki na parze…mniam. A zasady kuchennej higieny trzeba zawiesic na czas pobytu. Bo inaczej mozna przegapic sporo pysznosci.

    • Ola Świstow Autor wpisu

      „Pidzioł” czyli „piwo” po chińsku, to było jedno z pierwszych słów jakie tu opanowałam! I przyznam, że czasami zastanawiam się jak by przetrwali wycieczkę do Chin pracownicy polskiego sanepidu 😉

  • Altewędrówki

    Świetnie napisane, bardzo celnie… 🙂 ale nie takie Chiny straszne, do wszystkiego da sie przyzwyczaić, i do siorbania, i do charchania i przepychania łokciami a po jakimś czasie nawet dziecko robiące kupę do kosza na śmieci na dworcu pociągowym nie dziwi 😉

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Pewnie, że nie takie straszne, w końcu mieszkam tu już 1,5 roku i wcale mi się uciekać stąd nie spieszy 🙂 Ale żeby takie straszne nie były, to trzeba się na inność i dziwność otworzyć.

  • Danuta

    Swietny artykul! I jak juz ktos zauwazyl, moglby sie od odniesc do wielu miejsc na swiecie, w ktorym zawsze znajdzie sie cos pieknego jak i obrzydliwego – czyli, dla kazdego cos dobrego!

  • Magda

    Rozbawiłaś mnie:) Mieszkałam na Tajwanie przez rok kilka lat temu…Czytając Twój tekst stanęły mi wspomnienia przed oczami…To mlaskanie, pierdzenie, plucie, bekacie, cmokanie, jedzenie, które można pomylić z insektami…A Tajwan to nie Chiny…tam kup w kwietnikach nie widziałam:) Pewnie oglądałaś, ale jeśli nie, to polecam: An Idiot Abroad odcinek w Chinach. Rewelacyjny obraz tego o czym piszesz:) Mimo wszystko warto jechać. WARTO!!!!

  • Marcin

    Mam podobne obserwacje. Gdy kiedyś mieszkałem w Chinach, z reguły pytano mnie, jak to jest żyć w tym trzecim świecie. Jako odpowiedź wysyłałem im zdjęcia z Szanghaju lub fotki z chińskich dworców, albo z tablicy pokazującej prędkość pociągu (np. ponad 300 km/h).

    Gdy z Chin wróciłem, często zadawano mi absurdalne pytania, co tylko pokazywało mi, jak rodacy mało wiedzą o tym kraju.

    A już najgorzej było, kiedy ktoś ze znajomych tam jechał, wracał, i za przeproszeniem, wyzywał ten kraj od najgorszych. Ludzie, którzy nie są przygotowani na „inność” i fakt, że Chiny to naprawdę totalnie inna rzeczywistość, nie powinni tam jeździć. A jeśli już tam jadą i pozwalają sobie na zjadliwe komentarze do Chińczyków, niech uważają, bo usłyszą to, co kiedyś sam usłyszałem, gdy jeszcze naiwnie twierdziłem, że nasz europejski system jest najlepszy na świecie. Kolega zapytał mnie: „a co u Was w Polsce było 4000 lat temu? Bo u nas całkiem dobrze funkcjonująca cywilizacja. A u was, z tego co wiem, puszcza!” 🙂 Pozdrawiam!

  • Emi

    To samo odnosi się do Wietnamu. Możnaby Twój tekst przepisać niemal kropka w kropkę. 🙂 I właśnie to, że tam trzeba się przestawić w tryb elastyczności, że codziennie napotyka się różne zaskakujące zagwozdki, dla jednych jest uzależniające, dla innych nie do przyjęcia.
    Drażnią mnie jeszcze turyści, którzy na wstępie czują się lepsi od miejscowych, bo oni są z ‚rozwiniętego kraju’, a tam to na pewno tylko dżungla i ryżowiska.

  • dwakoty

    Ja jestem bardzo otwarta na odmiennosc kulturowa i nowe doswiadczenia, ale do Chin i tak nie mam zamiaru jechac. Wlasnie z powodow, ktore wymienilas powyzej. Wpis niby dobry, ale taki troche czarne-biale i nic pomiedzy. Rozumiem sentyment, ale nie kazdy, komu Chiny nie odpowiadaja, to ograniczony matol zamkniety na odmiennosc, ktory nie przezyje bez McDonalda w miescie.

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Taka jest konwencja felietonu, że treść jest przerysowana i nie ma miejsca na odcienie szarości. Jednym taka forma odpowiada, bo śmieszy, innym nie i nie pozostaje mi nic innego jak to do wiadomości przyjąć. Ja felietony lubię najbardziej ze wszystkich dziennikarskich form- zarówno czytać jak i pisać. Staram się jednak zawsze (mimo konwencji) nikogo nie obrazić i uważam, że z tymi matołami to Twoja spora nadinterpretacja.

      • dwakoty

        Nadinterpretacja? Przeczytaj prosze swoj felieton jeszcze raz, moze wtedy rowniez zauwazysz bardzo wyrazna dla innych nutke wyzszosci, bo „Tobie akurat w Chinach jest fajnie, bo zaliczasz sie grona otwartego na odmiennosc, etc”. Jesli to mialo smieszyc w Twoim felietonie, to gratulacje – cel osiagniety.

        • Ola Świstow Autor wpisu

          Choćbym czytała i sto razy własny tekst (!) to nie dopatrzę się w nim czegoś, czego w nim odnajdywanie nie było moją intencją, gdy go pisałam. I nie wiem czemu gratulujesz osiągnięcia celu, skoro najwyraźniej nie udało mi się Ciebie rozśmieszyć (złośliwie? nieeee…. niemożliwe). Ale wiesz, mówią, że się taki jeszcze nie urodził, co by wszystkim dogodził i mają rację. Niemniej przykro mi, że tak Cię mój tekst oburzył.

  • Władysław Arboczius

    Byłem w Chinach wiele razy . Oczywiście zróżnicowanie jest . Są miejsca bardziej i mniej przyjemne, ale generalnie Chiny uwielbiam i czuję się tam świetnie. Lepsza komunikacja(samoloty, pociągi, metro, autostrady), świetne i urozmaicone jedzenie, hotele z przemiłą obsługą. Te od 3 gwiazdek w górę mają super wyposażenie i dużo lepsze ceny niż w Polsce. Oczywiście zawsze można znaleźć coś negatywnego, zwłaszcza jak ktoś usilnie szuka. Zawsze można krytykować i być niezadowolonym , ale to tylko zależy od nastwienia i od człowieka.

  • Shixuan

    A ja myślałam, że jestem osobą niezwykle otwartą i tolerancyjną, dopóki tam nie pojechałam… Pół roku za mną, a zostałam patriotką i niemal katoliczką… Bo choć z przekonania jestem osobą niewierząca, to zapragnęłabym gorąco błagać Boga, abym mogła już wrócić… O Boże, Boże, jeszcze tylko osiem miesięcy…. Żyję nadzieją, że dotrwam… Jak ja chcę już wracać ;(

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Oj no i tak bywa niestety… I jestem w stanie to zrozumieć, bo Chiny są specyficzne i bardzo zróżnicowane i nie każdy musi znaleźć tu swoje wymarzone miejsce.
      Gdzie jesteś Shixuan? Nie ma szans na jakieś zmiany (inna część Chin, inna praca?) albo na szybszy powrót? Szkoda życia na tkwienie w miejscu, w którym nie chce się być. Ściskam mocno!

  • Karol Werner

    Łączę się w bólu. Mnie ostatnio zasypują maile z pytaniami o Iran typu – czy muszę zakładać tam na siebie to homonto (kobieta pytająca pewnie o jakąś burkę czy hidżab) – sugerując, że ona ma w D te całe zasady i będzie sobie paradowała w blond rozpuszczonych włosach. Ignorancja nie zna granic. Zresztą niegłupi pomysł miał Andrzej Budnik, który pisał kiedyś, że ma specjalny kosz na takie maile pt: nieudacznicy życiowi.

  • Dominika Zachariasz

    Genialny artykul! Ja mieszkałam przez pól roku w Chinach z chińską rodziną, więc dosyć dogłębnie poznałam ich kulturę! Nie bylo łatwo, ale zdecydowanie warto, bo przecież co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda? :)))

  • Ewelina

    Po pierwszych 2 czy 3 akapitach, byłam przerażona i jak jeszcze moment wcześniej chciałam kiedyś odwiedzić Chiny, tak w tym momencie stwierdziłam: NIGDY! Jednak czytając dalej doszłam do wniosku: JA MUSZĘ TAM JECHAĆ i to najchętniej zrobiłabym to od razu, ale to nie takie proste… Co się tyczy samego tekstu, jest naprawdę świetny! Szczerze i jasno powiedziane czego się można spodziewać, i myślę, że pomimo tego iż niektórych odstraszy, to innych z pewnością zachęci! Mam nadzieję, że i mnie się kiedyś uda doświadczyć tego (chociaż może nie wszystkiego) na własnej skórze. Pozdrawiam! 🙂

  • Aneta

    Bardzo interesujący artykuł 😉 I oczywiście podpisuję się pod niektórymi sytuacjami opisanymi w nim obiema rękami i nogami: rzeczywiście Chiny potrafią obrzydzić! 🙂 Ale właśnie takie je też pokochałam 🙂 I o niczym innym tak nie marzę, jak znów móc znaleźć się na jednej z ulic w Chinach i znów stać się zaskoczoną, obrzydzoną, albo zachwyconą zachowaniem i zwyczajami tamtejszych ludzi 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Itersensus

    To co bije z Twojego posta, to nie wiem jak to nazwac, rodzaj uzaleznienia, pasja, nie chce uzywac slowa milosc 🙂 Znam to, chociaz nie z Chin. Do Chin, co prawda na razie sie nie wybieram, ale chetnie zajrze kiedy taki pomysl zaswita mi w glowie.

  • Magda

    Hej!
    Właśnie mnie zejdą prżeprowadzka do Chin z cała rodziną!
    Moj mąż pracuje am juz około 8 miesięcy a w sierpniu my dolaczamy!
    Wszelkie porady miłe widziane! Trochę sie obawiam ale mam pozytywne nastawienie!!!

  • Lidka

    Dzięki, świetny tekst jak i wszystkie pozostałe. Chce pojechać na miesiąc we wrześniu. Ani kurzych łapek w zupie ani szczurzych bobków w starterach się nie boję.
    Troszku obawiam się bariery językowej, ale chyba warto spróbować.

  • maelin

    Właśnie wróciłam z Chin, z pierwszej wyprawy tak daleko, całkowicie niespodziewanej z kilkoma dniami na załatwienie wszystkiego i nastawieniem się mentalnie. I uśmiałam się z tego wpisu. Szczerze. Bo prawdziwy jest, przerysowany, ale prawdziwy :)) I jeśli ktoś nie zna języka uśmiechów i nie jest zdolny do kłaniania się wszystkim, nie zna podstawowych przejawów szacunku (dawać i brać obiema rękoma), tylko na każdym kroku będzie próbował okazać swoją wyższość nad tymi paskudnymi Chinolami to faktycznie – Chiny to koszmar!

  • Jagoda

    Faktycznie, jak piszesz, bez pozytywnego nastawienia na odkrywanie Chin ciężko się tam znaleźć. Byłam tam wielokrotnie i do tej pory się dziwię. Dziwię się tej totalnie odmiennej mentalności, ich zaskakującym decyzjom i nie do końca pojmuję ich tok myślenia. Pomimo, że pokrążyłam po wielu innych krajach azjatyckich chyba właśnie Chińczycy są dla mnie największą zagadką. Tak więc : open your mind and take them easy;)!

  • Joanna

    Ogromnie mi się podoba ten wpis. Dokladnie takie mam wrażenia przy każdym pobycie w Azji. Nie jedź do Azji, myślę sobie, jeśli musisz jeść na śniadanie kanapkę z szynką albo jogurt, nie jedź, jeśli nie lubisz chodzić boso po kamieniach świątyń, jeśli oczekujesz, że autobus odjedzie o godzinie widniejącej w rozkładzie (jeśli jest). A przeż cały jej urok na tym polega. Świetny blog, bardzo lubię!

  • Mariusz

    Faktycznie Chiny nie są dla każdego i nie każdy będzie się tam czuł dobrze. Ja byłem niedawno, przywiozłem wiele fantastycznych wspomnień i trochę mieszane uczucia, ale raczej nic mnie nie przeraziło. Chiny to tak różnorodny kraj, odmienny od polskiej rzeczywistości, że wiele osób może przeżyć szok jak na własnej skórze doświadczy tamtejszych „atrakcji”, to pewne.

  • Martyna

    Chiny to rzeczywiście kraj nie dla wszystkich i trzeba dużo otwartości i tolerancji. Sama mieszkałam w Chinach przez rok i spotkałam wiele osób, dla których Chiny to nie najlepsze miejsce do życia. Jednak podobne osoby spotkałam nawet w takim kraju jak Tajlandia (ponoć raju na ziemi). Wielu ludzi nie mogło się po prostu przestawić na tryb tamtego życia, przyzwyczaić do kultury i ja zaakceptować. Dopiero wtedy można naprawdę cieszyć się życiem w danym kraju i poznawać jego kulturę.

  • Anka

    Oj tak, zdecydowanie się pod tym podpisuję! Jestem w Chinach niemal od roku i… cóż, nie jest czarno ani biało 🙂 coś jest w tym miejscu, że jednak ciągle tu jestem, wiele rzeczy uwielbiam, niektóre mnie drażnią (także z tych przez Ciebie wymienionych). Spotykałam się już z komentarzami typu „skoro ci się tak nie podoba to czemu nie wrócisz”. Jednak plusów ciągle jest więcej, a te frustracje, tęsknoty za mielonymi, chlebem z serem czy anonimowością to tylko chwile słabości,spodziewane w tym momentami nieznośnym kraju 🙂 pozdrawiam!

  • Kamil / RobiMy Podróże

    Bardzo fajny artykuł. Byłem tylko w Pekinie, ale na 100% kiedyś wrócę do Chin. Przed wyjazdem wiele się z żoną nasłuchaliśmy jaki to ciężki i niebezpieczny kraj. Przyznam szczerze, że nie zauważyłem aby w Pekinie było niebezpiecznie. A czy ciężko? Też bym polemizował. Fakt angielski to w wielu przypadkach abstrakcja, ale to daje tylko uroku. Dodam, że poruszam się na wózku inwalidzkim i nawet policja mnie przeprowadzała przez ulicę (skrzyżowanie Wangfujing z Chang) bo nie było zjazdu do podziemia ani pasów. 🙂

    Jak ktoś powyżej napisał: karteczka z nazwą hotelu w krzaczkach, „brrr tsing-tao” i można jechać 🙂 Ja osobiście polecam!

    Udanych podróży tych dużych i tych małych

  • Renata

    Kiedy jechałam do Rumunii, usłyszałam pytanie: do tych cyganów brudnych?, kiedy do Gruzji : w tę dzicz?, kiedy do Chin – pukanie się w głowę i rada, żeby uważać w ciemnych zaułkach i się zaszczepić. Oczywiście to były stwierdzenia ludzi kompletnie nie znających tych krajów, posługujących się głupimi stereotypami.
    Świetny artykuł, podpisuję się pod opiniami osób, którym przeczytanie go dało impuls do odwiedzenia Chin, a nie odwrotnie.
    To prawda, są miejsca, w których nie każdemu się spodoba. Zależy, czego się spodziewamy po wyjeździe; tego właśnie wymuskania, czy może prawdziwej przygody i dotknięcia innego życia, innej kultury?
    Pozdrawiam!

  • sycha

    Czytalam ten artykul dwa razy. Przed wyjazdem do Chin i teraz po 2msc pobycie. Przed, wszystko to wydawalo mi sie dziwne i malo realne, myslalam „aaa bzdury, zobacze jak to jest na miejscu” Teraz dopiero widze, ze ktos mnie rozumie i moje obserwacje nie sa dziwne tylko prawdziwe i ja tak samo to odbieram 😀 Super blog!

  • ewa

    aktualnie uczę się mandaryńskiego i czytam o tym kraju, bo wybieram się tam najpóźniej za trzy-cztery lata na tzw. Podróż Życia. Boję się trochę, ale jedyne co może mi popsuć plan zobaczenia Chin, to brak kasy. Tylko to.

  • xiexie

    Świetny artykuł, gratuluję!
    Od siebie dodam, że w moim przypadku najlepszym źródłem informacji na temat wyjazdów do Chin i Chin w ogóle okazała się książka „Państwo Środka od środka” Jacka Adamusa.
    Naprawdę warto przeczytać przed wyjazdem (i nie tylko zresztą)!

  • Ecot

    He, he, he! Prawdziwym wyzwaniem byl wyjazd do Chin z koreanska wycieczka. Nigdy wiecej! Dwa miesiace pozniej pojechalismy znowu. Tym razem juz sami. Nie jestesmy stworzeni do wschodniego tempa.

  • Tomasz

    Od niedawna jestem fanem Twoich artykułów (szczególnie chińskich).Zainspirowałaś nas do odwiedzenia Danxia Rock’s w ubiegłym roku i był to świetny krótki wypad po służbowej podróży (ani jednego „białasa” w okolicy). Artykuł NIE JEDŹ DO CHIN jest fantastyczny i gratuluję Ci bardzo mądrego podejścia do podróżowania . Ja już chyba 20 raz jestem w Chinach i zawsze wracam z ulgą do domu, ale po krótkim czasie ciągnie mnie z powrotem. Zgadzam się jednak z twierdzeniem, że nie wszystkim tego typu podróże odpowiadają. Jak ktoś woli Clubbing na Ibizie, czy KFC w Paryżu, to droga wolna. My zostajemy przy swoim. Tak trzymać…
    Mam już prawie sześć dych na karku, ale myślę, że jeszcze kilka razy uda się pojechać….

  • liteuka

    O jak dobrze, że to napisałaś! Tydzień temu wróciłam z miesięcznego pobytu w Chinach i zastanawiałam się jakie to musi być nieszczęście trafić tam dla kogoś zbyt wymuskanego lub lubiącego wydawać kategoryczne sądy. Niech lepiej jadą do innego kraju lub z biurem, które przewiezie ich autokarem od zabytku do zabytku i „ochroni” przez tym co mogłoby być dla nich nie do zaakceptowania.

  • Ziemniak

    cześć! świetny tekst, ubawiłem się setnie, bo fantastycznie zdiagnozowałaś „problem” 😉 będę w Pekinie przez kilka dni w przyszłym roku, po tym co przeczytałem powyżej – nie mogę się już doczekać… a malkontentom zalecam terapię – tygodniowy pobyt w okolicach bazaru w Starym Delhi. Po powrocie z Indii już wszędzie będzie czysto i schludnie 😉 sądzę, że nawet w Pekinie 😉 pozdrawiam!

  • Marta

    Ahh, cudowny tekst!
    Byłam w Chinach i to co napisałaś naprawdę super pokazuje realia chińskie. I też, mimo, że wiele razy jak tylko wychodziłam na ulicę to na usta rzucały mi się niecenzuralne słowa, jak dowiedziałam się, że znowu tam pojadę, przeszył mnie dreszcz ekscytacji i nogi same zaczęły skakać. Każdemu znajomemu, któremu opowiadam o moim wyjeździe mówię, że nigdy bym tam nie chciała zamieszkać, a jednak coś sprawia że mogę tam wrócić.
    Dziękuję Ci, że napisałaś ten tekst, wyraziłaś nim wiele moich odczuć, których może nie umiałam tak ładnie nazwać.
    Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy i wspólnie ponarzekamy/popodziwiamy Chiny 🙂

  • Adam

    Niedawno wróciłem z 16-dniowej wycieczki do Chin (organizowana samodzielnie z kolegą, niskobudżetowa) i jeśli chodzi o ludzi to jestem mocno zaskoczony (pozytywnie). Wcześniej naczytałem się artykułów jak ten, miałem jakieś wyobrażenie o tych ludziach, trochę się obawiałem. Pojechałem i:
    bekanie, pierdzenie – nie przypominam sobie
    plucie – bardzo rzadko
    pchanie się – owszem czasem wsiadają gdy inni wysiadają ale to nie jest na chama żeby mieć „kontakt cielesny” z inną osobą
    zwracanie uwagi – prawie w ogóle. Nie zauważyłem żeby ktoś na nas pokazywał palcem, coś krzyczał, śmiał się czy nawet się gapił. Jedynie czasem taksiarze wołali i pracownicy restauracji zachęcali do wejścia (rzadko)
    proszenie o fotkę – tylko w parkach narodowych i na palcach 2 rąk bym policzył wszystkie sytuacje.
    Nie jesteśmy blondynami choć ja jestem wysoki. Zdarzało się nam być w małym miasteczku, jeździć tanimi pociągami (miejsca siedzące, do spania, również siedzące w środku nocy w jednym z najgorszych pociągów), jeździć rowerami po wioskach (region turystyczny)…. i nic. A białych bardzo mało, jedynie w Szanghaju trochę lepiej.
    I tak się zastanawiam
    – tak wiele się zmieniło przez te 1,5 roku od napisania artykułu?
    – czy akurat my mieliśmy takie szczęście że tak na nas reagowali, albo akurat w miejscach gdzie byliśmy tak reagują?
    – czy może niektórzy ludzie przesadzają pisząc artykuły i czasem coś się zdarzy a oni piszą jakby to była norma?

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Adam, taka jest konwencja felietonu, że treść jest przerysowana i nie ma miejsca na odcienie szarości. Zebranie wszystkich chińskich cech, które są uciążliwe dla obcokrajowców w Chinach w jednym krótkim tekście to już przerysowanie, ale ono ma śmieszyć i zachęcać do testów na własnej skórze (których wynik będzie zależny od osobistej wrażliwości), a nie być poddane statystycznej analizie. Niemniej jednak jestem zaskoczona Twoimi doświadczeniami, gdyż w Chinach spędziłam 2,5 roku (wyjechałam dopiero kilka miesięcy temu więc nic nie miało prawa się zmienić) i to w ogromnym mieście i zachowania opisane w tekście były moją codziennością. Piszesz, że nie było bekania??? To chyba jakieś strasznie podłe jedzenie wszystkim serwowali naokoło bo to jest w Chinach sposób na pokazanie, że smakuje 😛 Plucie bardzo rzadko? Nie jestem w stanie w to (serio) uwierzyć, bo to dla mnie najgorsza zmora była (i dalej jest, bo charczy się i pluje w większości krajów Azji). Może Wam to po prostu nie przeszkadzało i dlatego nie zwracaliście uwagi? Pchanie bez kontaktu cielesnego? Nie jestem w stanie policzyć ile razy boleśnie mnie dźgnięto czy nadepnięto w metrze, wciśnięta między dwóch innych pasażerów (jeden z tyłu, jeden z przodu) jak w kanapkę jeździłam codziennie do pracy (były też przypadki molestowania- obcej dłoni wędrującej po moich pośladkach). I mogę tak dalej, tak dużo, że aż napisałam o swoich doświadczeniach książkę 😛

  • Justyna Banaszkiewicz

    Wspanialy wpis!
    Przez chwile chcialam napisac ze zaluje ze nie uslyszalam/przeczytalam tych wszytskich informacji przed nasza krotka wyprawa po czym zreflektowalam sie ze z tymi uprzedzeniami byloby mi duzo ciezej zwiedzac albo w ogole zmienilabym kierunek podrozy
    Co prawda nie mialam okazji doswiadczyc az tylu przezyc ,o ktorych wspominasz ( na (nie)szczescie?) ale zgadzam sie ze wszytskim co do joty. Odmiennosc kulturowa, etniczna, religijna, jezykowa, psychosomatyczna, zwiazana ze stylem zycia zadziwia i nie zawsze imponuje 🙂 Zaden kraj nie wzbudzil we mnie tylu emocji i kontrowersji mimo wszytsko mam nadzieje ze nie byla to moja ostatnia wyprawa do Chin.
    Dystans, silne nerwy i odrobina poczucia humoru niezbedna przy liscie do zabrania ze soba ( dorzucilabym jeszcze zapas ‚drobnej’ sumy pienieznej)Voilà!

  • Ilona Miszczyk

    Rozumiem że to jakaś prowokacja 😉 Ale fakt: jeśli ktoś nie akceptuje inności w ludziach, krajobrazach, kuchni, języku, religii, sztuce, architekturze, za to woli basen w all inclusive (bez wartościowania, każdy lubi co lubi) – nie ma po co jechać do Chin. Można też nigdzie nie jechać bo jak to pisała Masłowska „tylko w Polsce jest Polska „

  • Lael Petrovsky

    Osobiście jeszcze dodałbym kilka powodów, żeby nie jechać do Chin.
    1. Miejscowi będą Cię karmić na siłę, a Ty nie dość, że nie przytyjesz, to jeszcze schudniesz. No a jaki sens jeść na tony, jeśli spodnie cały czas się dopinają?
    2. Chiny niszczą marzenia. Jeśli masz wielkiego (nawet na zachodnie standardy) kinola i przez dobrych kilka lat marzy Ci się jego operacyjne skrócenie, po setnym zasłyszanym „Jaki piękny wielki nos” z marzenia nic nie zostanie.
    3. Chińska inwigilacja Cię nie ominie. Człowiek stanie na 5 sekund w złej kolejce albo po stronie metra, z której się tylko wysiada i zaraz się ktoś znajdzie, kto bez pytania weźmie za rączkę (naruszanie przestrzeni osobistej!) i zaprowadzi tam gdzie (on!) uważa za stosowne.
    4. Chiny wypiorą Cię z tożsamości – szczególnie po dłuższym pobycie. Jeśli coś Ci upadnie, nie rzucisz soczystą polską k@%#ą. Miałkniesz ‚ayo’ i nawet się nie wkurzysz.
    5. Chiny indoktrynują. Jeśli czujesz zew przygody, możesz zaryzykować dwutygodiowy zorganizowany pobyt, ale NIE zostawaj na dłużej. Jeśli musisz zostać, NIE ucz się języka, NIE czytaj o chińskiej historii, NIE wychodź poza zachodnie dzielnice dużych miast, bo później, ewentualny powrót może ZUPEŁNIE NIE sprawić Ci przyjemności 😉

      • Kaczmarek Rafał

        Witam.
        Zamierzam wybrać się do Chin z rodziną tj. żona oraz dwójka dzieci lat 9 i 15.
        Nigdy nie byliśmy w tej części świata i trochę nie wiem, czy to dobry pomysł ciągać chłopaków w te strony. Trochę się boje…w sumie sam nie wiem czego. Proszę o kilka słów., być może jakiś rad.
        Dziękuje
        pozdrawiam
        Rafał

  • Kasia

    Uwielbiam poznawać nowe rzeczy, kocham podróżować, lubię uczyć się nowych rzeczy i poznawać nowe smaki. Dla mnie najważniejsze jest to, że po całym dniu zwiedzania mogę się wykąpać (chociaż w letniej wodzie), większych wymagań nie mam, jeżeli, to jest osiągalne, to jestem usatysfakcjonowana 🙂 Jestem właśnie na etapie szukania nowego kraju do odkrywania… Dlatego tu trafiłam. Bardzo przyjemny artykuł i mam nadzieję skutecznie odstraszający opryskliwych turystów, którzy są nastawieni na wchodzenie im w tyłek… Serdecznie pozdrawiam!

    • Renata

      Beata M. Wybieramy się do Chin z 15 miesięczną dziewczynką. Jak Tobie podróżowało się z córeczką i co polecasz na podróż z dzieckiem? My zaczynamy od Pekinu, potem Xian i Shanghai, ale jesteśmy w trakcie ustalania planu. Będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi.

  • Stanisław

    Jeśli nie podziwiasz nagiej siły, mordowania studentów publicznie (4.06.1989) – NIE JEDŻ DO CHIN! Jeśli nie chcesz być skazanym na śmierć, żeby Twoje narządy były oddane komunistycznym dygnitarzom – NIE JEDŹ DO CHIN! Jeśli nie chcesz popierać reżimu komunistycznego, skazującego swoich obywateli na publiczne rozstrzelanie – NIE JEDŹ DO CHIN! Jeśli jesteś za wolnością podbitych narodów, takich jak Tybetańczycy – NIE JEDŹ DO CHIN! Jeżeli jesteś przeciwny cenzurze imternetu i innych wolnych środków komunikacji – NIE JEDŹ DO CHIN!
    Aleksandra, jeżeli jesteś uczciwą osobą – ZOSTAW TEN WPIS NA SWOJEJ STRONIE!

  • T

    Nic nie wspomina Pani o toaletach? Czy ich stan to też szok? Jak je znaleźć? Jak są oznaczone? Tylko chińskimi znakami? Może jakimiś charakterystycznym piktogramami typu kółko i trójkąt zrozumiałymi również dla europejczyka? Są płatne, czy bezpłatne? Czy – jak w czasach socjaliżmu w Polsce – dobrze mieć ze sobą własny papier toaletowy? Czy – tak jak w Rosji,czy Grecji – zużyty papier trafia nie do kanalizacji, ale do kosza(?) obok? Z postu wynika, że dzieci w Chinach załatwiają się publicznie? A dorośli?

  • Kasia

    Nie pojadę nigdy do Chin, bo nie mogłabym znieśc myśli że oni serwują do jedzenia psy… Psy palone żywcem, obijane kijami… Wrzucane do wrzątku… Obrzydliwe, straszne, wyprane z empatii… I nie piszice mi że w Polsce jest tak samo, bo w Polsce nie ma takiego święta jak yulin i z zabijania nie robi się show! :/

  • Peter

    „…że cały autobus będzie się na Ciebie gapił i kwitował gromkim śmiechem każde Twoje słowo to…” – smialem sie juz czytajac i wyobrazajac sobie to :))))

    pozdrawiam 🙂

    • adam

      swietne, zjezdzilem troche swiata ale tam mnie jeszcze nie bylo. i jesli tylko bede mial okazje to sie wybiore, mysle ze wlasnie ze wszystkich podrozy najdluzej zapamietuje sie te „niedogodnosci i przygody” z ktorymi trzeba sie zmierzyc , ale za to na starosc bedzie co wspomnac .
      pozdrawiam wszystkich obiezyswiatow

  • M

    Witaj. Ja bardzo chcę jechać do chin i wybieram się tam z rodzina w przyszłe wakacje na 2,5 tygodnia. Wiem, że może być różnie i to mnie nie martwi. Jedyne co mnie paraliżuje to, że jadę tam z 11-latka, która jest bardzo silnym alergikiem na niezliczoną ilość składników pokarmoweych (plus smog wziewnie nie wiem jak to będzie wyglądało). Niby może od rana do wieczora jeść suchy ryż, ale boję się, ze nie znajdę dla niej na wycieczkach poza dom nic do jedzenia. Plus to ich spanie od 14ej do 17ej i zamykanie również jadłodajni… Boję się, że jak zapytam (lub pokażę kartkę z chińskim napisem „czy to danie na pewno nie zawiera jajka?” a oni mi przytakną dla świętego spokoju a jak tam będzie jajko to córka zejdzie z tego świata :(. Czy alergicy dadzą radę? Będziemy raczej tylko w dużych miastah (Szanghaj, Pekin, Honkong).

  • Ica 3City

    Z ogromnym zainteresowaniem juz od ponad 4 godzin czytam Twego bloga. Co za pasja! Aż (ponownie) chciałabym tam być. Ja byłam w Chinach 25 lat temu, jeszcze jako nastolatka z tym, że to był krótki, krajobrazowy i pobieżny pobyt. Ale wystarczyło aby się zakochać w tym kraju – choć gdyby ktoś mnie zapytał w czym konkretnie – to nie potrafiłabym wskazać – bo przecież kocha się pomimo, a nie za coś 🙂 Ale tak bardzo chcę ponownie polecieć do Chin, może nastąpi to szybciej niż za kolejne 25 lat i odświeżę swoje wspomnienia (i z placu Tiananmen, i ze „środka świata” i z komunikacji obok pierdzących (a co tam!) Chińczyków, i z Muru (mam nawet certyfikat zdobycia 😉 , bo wtedy, gdy byłam nastolatką nie potrafiłam się tak rozsmakować w tym, co mnie otaczało. Żeby się zatrzymać, pokontemplować,
    Tylko że dziś, z wiekiem .. stałam się wygodna i jakieś minimum komfortu lubię mieć. Nie dla mnie wielkie podróżowanie 😉 mimo, że za czymś takim tęsknię 🙂
    Ale zaczytuję się i w blogach i w forach i w książkach o Chinach (choć Twojej jeszcze nie mam 🙂 – ale się poprawię 🙂 i jeżdzę palcem po mapie ustalając swoją (na razie wyimaginowaną) przyszłą trasę.
    Jeszcze raz gratuluję i pasji, i pasji w realizowaniu swej pasji 🙂

  • Asia

    Czytam ten artykuł z niedowierzaniem.. Mam wrażenie, jakbym sama go pisała ;))) Spędziłam w Chinach (Xi’an) zawodowo 3 miesiące i oprócz karaluchów (o zgrozo!) doświadczyłam dosłownie wszystkiego. Nawet tej kupy w kwietniku!!! I szczerze powiem – gdybym wiedziała wcześniej to, co wiem teraz – nie zdecydowałabym się. Byłabym przerażona!!! Ale też nie miałabym teraz tak niewiarygodnie unikatowych wspomnień.. I choć płakałam co drugi dzień, głównie przez różnice kulturowe, nieustanny hałas i obrzydliwe papierosy…tęsknię. Serio tęsknię i dałabym wiele, aby wrócić. .
    Dziękuję za ten post 🙂

  • Jakub Głowacki

    Spoko, już wiem gdzie NIE jechać (no chyba, że tranzytem do Japonii przez Szanghaj czy inny Czing-Czong-Czang). Jak to mówił nam nasz profesór od finansów: człowiek jest za biedny by kupować produkt niskiej jakości. Artykuł jak najbardziej przydatny!

  • alex

    Potrzebuje informacji : za rok będę młodym emerytem 46-47 lat potrzebuje jechać do chin i tam zostać ,potrzebuje oderwać się od tego co jest w Polsce i od wszystkiego , oczekuje na zbawienie kiedy będę mógł włączyć instynkt tułacza i zniknąć .
    Chciałbym nauczyć się języka,mieszkać nawet jak będę musiał to pracować mimo emerytury z polski . Ale chciał bym być blisko Indii bo tam chciałbym poznać nowe wcielenie Sai Baby ,i z nim porozmawiać ,5 lat to minimum jakie sobie bym na to przeznaczył .

    Poradzicie mi jak to uczynić bo czytam o wizach i innych przeszkodach to pojadę na wycieczkę zgubie się i dostane amnezji -wszystko w raz zapomnę no i chyba mnie nie wywalą 🙂