Wulkan Taal – piękny i bestia 7 komentarzy


Taal to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na Filipinach, zaliczany do najniebezpieczniejszych na świecie. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1977 roku, ale od 1991 roku wykazuje zniecierpliwienie i wysyła ostrzeżenia trzęsąc ziemią i bulgocząc siarką. Jego piękno przyciąga jednak turystów z całego świata, a mieszkańcom najbliższych okolic nie pozwala pożegnać się z niebezpieczeństwem i przenieść w spokojniejsze miejsce. Piękny i bestia w jednej osobie.

Swoją przygodę zaczynamy na lotnisku w Manili, czyli jakieś 60 km od celu. Upał chyba przyćmił nam umysły na chwilę, bo prawie dajemy się nabrać na oficera przywołującego „specjalną” taksówkę. Na szczęście opamiętanie przychodzi szybko, olewamy oszustów i idziemy na prawdziwy postój. Do dworca przy Coastal Mall powinniśmy jechać 10 minut. No ale to Manila, środek dnia. Korki są nieznośne, tak samo jak nasz kierowca, który niezmordowanie namawia nas byśmy jechali do Tagaytay z nim, bo w autobusie przecież gorąco, ciasno, niewygodnie, niebezpiecznie. W międzyczasie kilka razy wymusza pierwszeństwo, kilkanaście razy trąbi, klnie siarczyście i pokazuje innym kierowcom środkowy palec. Cena spada kilkukrotnie mimo, że wcale się nie targujemy. Wysiadamy, dziękujemy. Za 1,5 godziny jesteśmy na miejscu, w autobusie nie było ani gorąco, ani ciasno, ani niewygodnie, ani bardziej niż w taksówce niebezpiecznie.

Zarezerwuj najlepszy nocleg w Manili

Tagaytay

Meldujemy się w hostelu w Tagaytay (jest zupełnie pusty, a gospodarz lokuje nas w pokojach w… piwnicy) i ruszamy w poszukiwaniu kolacji. Już za kilka minut, gdy opędzimy się od naganiaczy oferujących rejs łódką na wyspę, na której znajduje się Taal, pałaszujemy przepyszną pizzę (jak pomieszkacie trochę w Chinach, to zrozumiecie naszą euforię!) zalewając ją nieprzyzwoicie tanią frozen margaritą na soku ze świeżych mango (nie powiem Wam jak tanią, bo się od razu spakujecie i tam pojedziecie i nic nie będziecie robić tylko tą margaritę pić!). A to wszystko z widokiem na zachód słońca nad jeziorem, po środku którego wyłania się stożek wulkanu. Już dla tego widoku warto było tu przyjechać. Wracając tricyklem do hostelu zagadujemy kierowcę o poranny kurs nad jezioro i potem łódką na wyspę. Oczywiście, że może załatwić! Przyjedzie po nas o umówionej porze i zawiezie do przystani- a to wszystko w standardowej opłacie za rejs czyli 1500 peso (za łódź- zaznaczam, bo my początkowo myśleliśmy, że na głowę).

Zarezerwuj najlepszy nocleg w Tagaytay

Taal

Poranek jest rześki, ale słoneczny. Z radością żegnamy naszą piwnicę i mkniemy (dosłownie) tricyklem w dół, na brzeg jeziora. Zostawiamy bagaże i wsiadamy do tradycyjnej bangki. Kapitan proponuje plastikową płachtę do przykrycia, ale zgrywamy twardych. Do brzegu wulkanicznej wyspy dobijamy po jakiś 30 minutach- totalnie przemoczeni, nie spodziewaliśmy się po tym jeziorze takich fal! Jeszcze opłata 50 peso za wstęp i przeprawa przez lokalnych sprzedawców i speców od marketingu. W ofercie woda, owoce i inne przekąski, maseczki przeciw oparom siarki, przewodnik, koń z przewodnikiem, kapelusz przeciwsłoneczny, płaszcz przeciwdeszczowy. I gdzie my sami idziemy, przecież na pewno się zgubimy! Spokojnie, przecież wystarczy iść śladem… końskiego łajna.

tradycyjna filipińska bangka

Po pół godziny spaceru (tak, to spacer, trochę pod górkę, a nie żaden trekking) stajemy na krawędzi krateru, w środku którego utworzyło się jezioro. Za drobną opłatą można kijem golfowym wystrzelić „szczęśliwą” piłeczkę- grzecznie dziękujemy (jakieś 15 razy) za tą wątpliwą atrakcję (skąd oni biorą te pomysły?!) i odchodzimy odrobinę dalej od prowizorycznych straganów z pamiątkami, by w ciszy rozkoszować się widokiem. Nieziemskim widokiem. Mała wysepka na jeziorze w kraterze wulkanu na wyspie na jeziorze na… wyspie (Luzon przecież!). Pomarańcze, czerwienie, róże i żółcie skał. Turkusy, zielenie i niebieskości wody. Słońce wysoko, siarka bucha spod stóp- oj, jest w tym miejscu magia! Filipiny znowu nas zachwyciły.

krater wulkanu

jezioro w kraterze wulkanu

Taal

Filipiny

Pojechana nad wulkanem

droga na wulkan

buchająca siarka

widok na stary krater

droga na Taal

szlak na wulkan

Filipiny

wioska u stóp wulkanu

jezioro Taal


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!





O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

7 komentarzy do “Wulkan Taal – piękny i bestia