Miłość made in China 13 komentarzy


Wiecie jaki dziś dzień? Chińskie „walentynki”! Tradycyjne święto zakochanych w Chinach czyli Qixi, zwane również Dniem Podwójnej Siódemki i Świętem Siedmiu Umiejętności, które przypada siódmego dnia siódmego miesiąca kalendarza księżycowego. Według legendy, biedny pasterz Niu Lang zakochał się we wróżce Zhi Nu, która mieszkała w niebie. Pasterz wyruszył odszukać swoją ukochaną, ale zła królowa rzuciła między nich Drogę Mleczną. Kochankowie mają możliwość spotkać się tylko raz w roku, siódmego dnia siódmego miesiąca księżycowego, gdy srocze skrzydła tworzą nad Drogą Mleczną most.

Dawniej w tym dniu panny na wydaniu demonstrowały swoje umiejętności: szycie, gotowanie, haftowanie, grę na instrumentach muzycznych. Dziś święto nabrało bardziej komercyjnego charakteru, będą kwiaty, prezenty i romantyczne kolacje, a na ślubnym kobiercu stanie rekordowa ilość par. A, że młodzi Chińczycy z dużych miast chętnie poddają się zachodnim trendom, święto zakochanych obchodzone jest tu dwa razy, również 14 lutego.

W dzisiejszych Chinach dokonują się olbrzymie zmiany obyczajowe, jak duże niech zaświadczy fakt, że coraz częściej panny młode zakładają na ślub białe suknie w miejsce tradycyjnych czerwonych. Nic by w tym nie było zaskakującego, gdyby nie to, że biel w Chinach jest kolorem… żałoby. Podczas tradycyjnej uroczystości zaślubin dominuje kolor czerwony  symbolizujący szczęście i dobrobyt. Ważnym elementem przyjęcia, którego datę powinien wyznaczyć astrolog, jest ceremonia parzenia herbaty i, podobnie jak w Europie, krojenie weselnego tortu. Nowym zwyczajem jest robienie przez młode pary przedślubnych sesji zdjęciowych, przez co urokliwe części miast wypełniają się w weekendy strojnie ubranymi narzeczonymi i ekipami fotograficznymi. Efekt tych sesji goście mogą podziwiać podczas wesela.

chińskie walentynki

Mimo dużych zmian, tradycja wciąż ma wpływ na zachowanie młodych ludzi. Pamiętać należy, że przez tysiąclecia małżeństwo było w Chinach kontraktem zawieranym przez dwie rodziny, często nawet przed narodzinami przyszłych małżonków. Dziś wciąż to pozycja społeczna i majątek mają kluczowe znaczenie w wyborze życiowego partnera (ważnym elementem jest też dopasowanie dat urodzeń przyszłych współmałżonków), a zgoda rodziców jest wymogiem formalnym. Małżeństwo ma bowiem zapewnić nie tylko przedłużenie rodu mężczyźnie i godziwe warunki życia dla kobiety, ale jest również swoistym programem emerytalnym dla rodziców. Przywiązanie do rodziny jest jedną z kluczowych kwestii chińskiej kultury, cnota synowska (posłuszeństwo wobec rodziców) najwyższą cnotą, a potomek największym skarbem- na tych prawdach zbudowana jest instytucja małżeństwa, nie na romantycznej miłości. Wciąż w wielu miastach, z reguły w parkach odbywają się targi matrymonialne, na których spośród anonsów zawierających wiek, wzrost, zarobki, wykształcenie, etc. można wybrać kandydata na męża czy też żonę.

miłość w Chinach

Przestały mnie już dziwić skargi dobiegających 30-tki niezamężnych koleżanek, że rodzice stawiają ultimatum dotyczące małżeństwa i aranżują im randki z potencjalnymi narzeczonymi. Te wykształcone, na co dzień niezwykle nowoczesne dziewczyny, stają prze wielkim dylematem moralnym. Z jednej strony nie wyobrażają sobie spędzić życia z kimś kogo nie kochają i kogo same nie wybrały, z drugiej, nie chcą zawieść rodziców. A rodzice nie chcą ryzykować, że poprzez swoje staropanieństwo lub starokawalerstwo dzieci okryją rodzinę hańbą i narazi ich na samotną starość. Zapytałam niedawno mojej bliskiej znajomej czemu nie powie mamie, że te próby swatania tylko ją przygnębiają i smucą:

– No coś Ty! Nie mogę jej tego powiedzieć, to byłby brak szacunku! – odpowiedziała wzburzona.

W wyjątkowo trudnej sytuacji znaleźli się chińscy mężczyźni, bo znaleźć żonę w Chinach w dzisiejszych czasach nie jest łatwo. Wieloletnia polityka jednego dziecka doprowadziła do dysproporcji w populacji kobiet i mężczyzn. Dodatkowo w dużych nowoczesnych miastach kandydatki na żony podbierają im przybysze z zachodu. Młode Chinki mogą przebierać w kandydatach, młodzi Chińczycy muszą spełnić wymogi finansowe (w dzisiejszych czasach panny z miasta oczekują od mężczyzny, że wniesie do związku mieszkanie) i zaskarbić sobie sympatię przyszłych teściów. Te kwestie decydują o chińskich sposobach „na podryw”, których kluczowym elementem są prezenty. Im droższe tym lepsze, choć mile widziane są również drobne upominki (z uwagi na rosnącą w siłę kulturę lolitek są to często pluszowe maskotki), których jednak powinno być odpowiednio dużo. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że w Chinach adorowane kobiety są dosłownie obsypywane prezentami. I to nie tylko kobiety, ale również ich rodzice. Wszak to o ich zgodę musi zabiegać kandydat. W dobrym tonie są też kwiaty, najlepiej czerwone. Młode Chinki twierdzą też, że mężczyzna powinien być szarmancki- według moich obserwacji pojęcie to oznacza dla nich tyle co „nosić swojej kobiecie torebkę”.

miłość w Chinach

Zmiany obyczajowe zaszły na tyle daleko, że dziś młode pary chodzą na randki bez przyzwoitki i  publicznie okazują sobie uczucia, co jeszcze kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia. Chińczycy mają też coraz bardziej liberalne podejście do seksu przedmałżeńskiego, co jednak oznacza uprawianie go, a nie mówienie o nim. Seks w większości przypadków pozostaje tematem tabu. Pamiętajmy jednak, że przemiany te widoczne są głównie w wielkich miastach, na wsiach życie wciąż toczy się dawnym torem.

A ja się właśnie zastanawiam, czy dla uczczenia tradycji nie powinnam dziś iść na randkę?

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka zafascynowana Azją, uzależniona od pisania pasjonatka podróży. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 30 krajów, mieszkała w Chinach, Anglii i we Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin". 30 lipca 2015 roku ruszyła w podróż dookoła świata w poszukiwaniu nowego domu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 komentarzy do “Miłość made in China

  • My Hong Kong husband

    tak naprawde to 3 – zachodnie w normalne, w swieto podwojnych siodemek i dwa tygodnie po nowym roku ksiezycowym jest swieto siostr dla osob samotnych. a tak naprawde to kazda okazja znajdzie sie dobra by uczcic jakis dzien 😀 autentycznie zona kuzyna mojego meza od niego oczekiwala drogiej restauracji i prezentu na (uwaga) 100 dni od kiedy sie poznali :DDD

  • Lina

    dla mnie cale to ‚naked marriage’ to zart, ale np. drugi kuzyn meza sprzedal mieszkanie rodzinne (rodzice przez to musza wynajmowac) i sam wzial na siebie kredyt by moc sie oswiadczyc (! nawet nie wziac slub, bo i z czego teraz?), mieszkanie zakupil to tatus dziewczyny zadowolony. na dodatek komedia, bo dziewczyna przyzwyczajona do rozpieszczania, deser za min. 100 RMB, codziennie musi wyjsc cos zjesc z nim, sama nic nie robi… jak tak o tym mysle to musi fajnie byc kobieta w Chinach 😀 tak samo siostra mojego meza mimo ze z Hong Kongu to pojechala do rodziny ze strony matki do Szanghaju (skad podobno pochodza najlepsi mezowie) i stwierdzila, ze ona to w sumie bedzie tylko lezec i pachniec a facet robic wszystko w domu (oczywiscie juz splaconym) i zachwycac sie nia.

  • Ola

    Bardzo ciekawy post. Fascynujące jest mieszanie się tradycji i nowoczesności, chociaż mimo wszystko smuci mnie coraz bardziej widoczna wszędzie globalizacja i unifikacja wartości i symboli. Wiem, że jak prawie wszystko nie jest to proces typowo negatywny,ale rzeczy takie jak w tym przypadku chociażby wybór koloru sukni ślubnej uważam, że są bardzo ważne i szkoda, że te małe odmienności coraz bardziej się zatracają.

  • Gocha

    Nie wiedziałam, że w Chinach panuje taka obyczajowość. Zaskoczyły mnie aranżowane małżeństwa. Miło, że skostniałe reguły powoli odchodzą do lamusa. Ale wciąż kasa najważniejsza 🙁 Za to czerwona suknia ślubna to moim zdaniem coś genialnego. Ech też bym taką chciała