Żegnajcie Chiny! 82 komentarze


Kupiłam bilet w jedną stronę, większość nagromadzonego przez 2,5 roku dobytku rozdałam już znajomym, a resztę próbuję upchnąć w jednej walizce. Wymówiłam umowę wynajmu mieszkania, pożegnałam się z pracodawcą i zaczęłam serię „ostatnich”. Ostatniego drinka z koleżanką, ostatniej imprezy z przyjaciółmi (no dobra, kilku „ostatnich”), ostatniej kolacji w ulubionej restauracji, ostatniej wspinaczki na pobliską górkę, ostatnich zakupów przy dźwiękach drewnianych kołatek mających zachęcić (jak oni na to wpadli?) do odwiedzenia stoiska, ostatniej pizzy zjedzonej na śniadanie ze współlokatorami, ostatniego wieczoru przy gitarze, ostatniego sushi na wynos za bezcen, ostatniego świeżego soku z mango ze stoiska, którego pracownicy pamiętają już, że chcę bez cukru.

Chińczycy

Podaję bez słowa telefon panu ze straganu pod blokiem, a on wie, że ma doładować moje konto o 100 kłajów. Ja wiem, że robi to ostatni raz. Dzwonię do najbliższego baru z noodlami, mówię po chińsku „to ja, obcokrajowiec” i „jedna sztuka”, a mężczyzna po drugiej stronie słuchawki wie jakie danie i gdzie ma przynieść. Ja wiem, że zjem mój ulubiony ręcznie robiony makaron z ziemniakami (przecież ziemniak to warzywo, to co się dziwicie?) ostatni raz. Niedługo ostatni raz zapalę światło w kuchni i poczekam 15 sekund zanim do niej wejdę, żeby dać karaluchom szansę uciec i móc udawać, że wcale ich tam nie było.

Myśl ta, że robię coś po raz ostatni, towarzyszy mi od kilku dni. A wraz z nią refleksyjny nastrój. Myślę o tym, jaki wpływ na mnie i na moje życie miał pobyt w Chinach. Myślę o tym, za czym będę tęsknić, gdy wyjadę, a także o tym, za czym nie będę tęsknić wcale. A jak was znam, to jesteście tego ciekawi (post z moimi przemyśleniami Pół roku w Chinach mądrzejsza należy do jednych z bardziej popularnych na blogu).

To były szalone 2,5 roku, pełne nowych doświadczeń, wielkich zmian, fantastycznej zabawy, ale i ciężkiej pracy. Zakochałam się, poznałam wspaniałych ludzi, którzy zostaną moimi przyjaciółmi nawet, gdy będzie nas dzielił międzykontynentalny dystans- wiem już, że jest to możliwe.

plaża

Spełniłam tu jedno ze swoich największych marzeń- napisałam książkę! I dziś, już oficjalnie mogę Wam ogłosić, że zostanie ona opublikowana przez National Geographic Polska! Cieszę się bardzo, bo to dla mnie znak, że wybrałam właściwą drogę zawodową i ogromna motywacja by dalej robić to co umiem i lubię najbardziej- pisać.

Zaczęłam myśleć w obcym języku, przeliczać automatycznie ceny na kilka walut, celebrować święta obcych dotąd kultur (co zawdzięczam mojemu międzynarodowemu koktajlowi znajomych), jadać inaczej, ubierać się inaczej, inaczej patrzeć na świat. Z większą tolerancją, z większym dystansem, z większym zrozumieniem i jeszcze większą niż wcześniej ciekawością. Przestałam się wszystkim tak bardzo przejmować i stresować, namacalna świadomość ogromu i złożoności świata ukazała mi błahość moich rozterek i problemów. Przestałam się zarzekać, że nigdy czegoś nie zrobię, że coś jest na zawsze- dziś rozumiem, że wszystko jest płynne i względne. „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” zwykło się mówić. Wyobraźcie sobie jak musi się zmienić, gdy się „siedzi” na innym kontynencie. Zrozumiałam też, że mój dom już nigdy nie będzie w jednym miejscu i że to jest droga, którą chcę iść, ciesząc się wszystkimi jej blaskami, ale i akceptując cienie. Największym jest tęsknota

Gdy wyjadę z Chin, będę tęsknić za:

…moją chińską rodziną. To z nimi dzieliłam chwile ważne, radosne i smutne. To im się zwierzałam, im podawałam pomocną dłoń, gdy jej potrzebowali, w ich ramię płakałam gdy było mi źle, z nimi szalałam na imprezach, z nimi dyskutowałam o życiu, to oni kibicowali mi, gdy stawiałam przed sobą kolejne cele. To z nimi jadłam swoje pierwsze brigadeiros i hummus domowej roboty, pierwszy raz świętowałam Święto Dziękczynienia, Dzień Australii, Święto Narodowe Francji i Żydowski Nowy Rok. To od nich nauczyłam się mnóstwo o innych kulturach, to od nich otrzymałam niezwykle dużo ciepłych uczuć. Będę tęsknić za moimi przyjaciółmi, bo to oni byli tu dla mnie rodziną.

przyjaciele

…moim zwariowanym mieszkaniem. Polka, która z dnia na dzień potrafi spakować plecak i ruszyć w samotną podróż po Azji (i nie o mnie tu mowa), Brytyjczyk, który w sypialni obok nagrał hip hopowy album, Chinka, która organizuje nielegalne imprezy techno, Tajwanka, która w kilka miesięcy nauczyła się języka niemieckiego i lada chwila jedzie szukać szczęścia do Berlina i Amerykanin, który oświadczył się swojej dziewczynie ze sceny na rockowym festiwalu- z tymi ludźmi nie można się nudzić. Mieszkanie w tyle osób to również dobra lekcja tolerancji, empatii, cierpliwości i wyrozumiałości- wszyscy zdaliśmy ten egzamin. To jest dopiero coś!

…9 miesięcznym latem. „Życie w japonkach jest lepsze” głosi popularny podróżniczy slogan i ja się z tym całkowicie zgadzam. Kocham upały, słońce, soczystą zieleń, opaloną skórę, wymuszony lepkim powietrzem luźny styl ubioru. Kocham życie, które toczy się na dworzu, w parku, na plaży, w restauracyjnym ogródku. Kocham cię lato!

plaża

…bliskością plaży. Za tym, że wystarczyła godzina w samochodzie, by mimo bliskości kilkunastomilionowego miasta czuć się jak na wakacjach. Za szumem morza, deską surfingową, świeżymi owocami morza i plażowymi imprezami.

…kuchnią. O tym co lubię w chińskiej kuchni to kolejną książkę mogłabym napisać. O zapachach, przyprawach, konsystencjach, smakowych połączeniach. O smażeniu, grillowaniu, gotowaniu, przyrządzaniu na parze. O duszeniu i marynowaniu. A tu jeszcze cały wachlarz innych kuchni azjatyckich na wyciągnięcie ręki. I te owoce! Przez cały rok! Pachnące! Soczyste! Najlepsze! I tanie!

chińska kuchnia

…ekspackim trybem życia. Myślę, że to kombinacja kilku czynników: bycia daleko od bliskich i wynikającej z tego potrzeby nawiązywania nowych znajomości, typu ludzi, którzy decydują się na przeprowadzkę na drugi koniec świata (do domatorów to oni raczej nie należą), ciepłego klimatu (to oczywiste, że bardziej się wszystko chce jak jest ciepło) i przyjemnego stosunku zarobków do cen. Ekspaci w Chinach się bawią! Jedzą, piją, tańczą, słuchają muzyki. Razem. A ja wszelkie „razem” bardzo lubię. Takie szczególnie.

…niesfornością i lekkością obycia. Oni się nie przejmują, to ty się będziesz przejmować? Może na początku, ale jak wsiąkniesz, nawet nie zauważysz kiedy do sklepu poszedłeś w pidżamie, śpiewałeś na głos na ulicy, w biurze zacząłeś chodzić w pluszowych kapciach w kształcie nowego ulubionego zwierzaka (założę się, że będzie to… panda!), zaczepiłeś kogoś obcego w autobusie, bo miałeś ochotę pogadać i pstryknąłeś zdjęcie przechodniowi, bo twoim zdaniem dziwnie wyglądał. Będę tęsknić za tym luzem.

…egzotyką. Wszystkiego! Za egzotyką jednak tak bardzo tęsknić nie będę, bo długo od niej stronić nie zamierzam.

Pojechana

Ale żeby nie było, że życie w Chinach tylko w różowych barwach widzę (choć taki sposób patrzenia zdecydowanie wolę i z zamiłowaniem praktykuję). Odetchnę z ulgą bowiem, gdy będą z dala od… karaluchów, zanieczyszczenia środowiska (smog i paskudna woda naprawdę potrafią uprzykrzyć życie), ultra wolnego Internetu i cenzury, tłoku w metrze, hałasu (tego wszechobecnego hałasu, miejskiego gwaru, szumu ulic, kiepskiej jakości głośników popiardujących w parkach i zawodzących przenośnych radyjek w lesie), chińskich kierowców (nie trzeba być wierzącym by w każdej taksówce, każdym autobusie modlić się o życie), braku ogrzewania w zimie (krótka i lekka jest- to prawda, ale jednak zima!), strachu przed podrabianym jedzeniem (mocz kozy i olej ze studzienek ściekowych– po prostu pycha!), tutejszych manier przy jedzeniu (nie, nie przywykłam do siorbania, jedzenia z otwartymi ustami i plucia pod lub nawet na stół), konieczności targowania się (nigdy się nie nauczę i muszę to przyjąć jako swoją osobistą porażkę) i chińskiego sposobu rozwiązywania problemów, czyli udawania, że ich nie ma (dziury w ścianie też nie ma, a dzwonek nie dzwoni, bo po co miałby dzwonić).

Trochę się nazbierało tych minusów, jednak nigdy nie miały one szansy przysłonić plusów. Mimo tego dodatniego bilansu… na mnie już pora. To było dobre miejsce, ale jego czas już minął. A, że nie po raz pierwszy dobre miejsce pozostawiam za sobą, wiem, że to właściwa dla mnie droga i jestem pełna ekscytacji na nadchodzące nowe. A nowe życie już na mnie czeka! Jeszcze lepsze! Trzymajcie za mnie kciuki!

zmiany

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka zafascynowana Azją, uzależniona od pisania pasjonatka podróży. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 30 krajów, mieszkała w Chinach, Anglii i we Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin". 30 lipca 2015 roku ruszyła w podróż dookoła świata w poszukiwaniu nowego domu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

82 komentarzy do “Żegnajcie Chiny!