Francuskie początki 41 komentarzy


Od tygodnia oddycham francuskim powietrzem, jem francuskie bagietki i piję francuskie wino. Gdy siedem dni temu wysiadłam z samolotu w Lyonie, zatrzymałam się na chwilę, rozejrzałam dookoła (na francuskiej płycie lotniska jednak, podobnie jak wszędzie indziej na świecie, nic ciekawego się nie znajduje) i pomyślałam „to się dzieje naprawdę”. Tak, moja przeprowadzka do Francji stała się faktem. Roztkliwiającego poczucia, że w moim życiu nastąpiła właśnie kolejna wielka zmiana, nie mogłam się pozbyć przez kolejnych kilka dni.

Patrzę, słucham, pytam, oglądam, staram się zrozumieć świat, w który właśnie wprowadził mnie mój francuski chłopak, uporządkować tą paletę nowych doświadczeń, wniosków, naiwnych sądów. Jakie są moje pierwsze wrażenia?

Jest ładnie. Tak ładnie, że jeszcze się z tym nie oswoiłam i myślę o tym za każdym razem, gdy wyjdę na ulicę, czy chociaż spojrzę przez okno. Lyon ma piękną zabytkową architekturę w centrum, nowoczesne osiedla w postindustrialnej części miasta, urocze wąskie uliczki i przytulne małe kawiarenki. Ma pięknie oświetlone deptaki i sklepowe wystawy, misternością wystroju przypominające dzieła sztuki. Ma schludnie ubranych mieszkańców i czyste chodniki. Wszystko idealnie spasowane i eleganckie, wszystko na swoim miejscu.

ulice Lyonu

Jest drogo i, co za tym idzie, w tym pięknym i czystym mieście jak na dłoni widać ogromne podziały klasowe. Mimo ogromnego kontrastu, bezdomni, żebracy, dealerzy narkotyków, prostytutki nie tworzą złudzenia jakby byli tu przez przypadek, są stałym elementem życia Lyonu.

Jest mi trochę pod górkę, bo Francuzi naprawdę nie mówią po angielsku, ani w żadnym innym obcym języku (oczywiście nie wszyscy, ale zdecydowana większość). I jak dziwnie by to nie zabrzmiało, dużo trudniej mi się komunikować z mieszkańcami Lyonu niż… z mieszkańcami Shenzhen w Chinach! Po pierwsze, nie mogę się przyzwyczaić, że właściciel białej twarzy może nie zrozumieć, gdy zwrócę się do niego po angielsku, gdyż ekspaci z Shenzhen, niezależnie z którego końca świata pochodzili, przyzwyczaili mnie do braku językowej bariery. Po drugie, Chińczycy na pierwszy rzut oka wiedzieli (a przynajmniej zakładali z dużym prawdopodobieństwem), że nie mówię po chińsku, co oszczędzało kłopotliwego zaskoczenia, a także sprawiało, że obydwie strony, znając od początku swoje położenie, mogły włożyć wysiłek i zastosować odpowiednie techniki (od mówienia wolno, po rozmaite rysowanki). Gdy coś tam po chińsku wydukałam, niezależnie od tego jak paskudny i prosty był on w moim wykonaniu, spotykałam się z ogromną gratyfikacją mojego „trudu”. Tu, gdy już wyczerpię swój zasób słów w nowym języku, poddam się i powiem, że nie mówię po francusku (dla pewności sukcesu komunikacji, mówię to, o ironio, w języku francuskim właśnie), jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapada cisza. Nikt się nie chichocze, nie pokazuje na migi, nie czeka na komunikacyjne kalambury. Zaś używać francuskiego na poziomie jaki aktualnie jest na moim wyposażeniu, czyli rzucać w rozmówcę pojedynczymi wyrazami, w tej eleganckiej Francji najzwyczajniej w świecie się krępuję, mam bowiem wrażenie, że w przeciwieństwie do Chin gdzie sklecenie najbardziej prymitywnego komunikatu po chińsku było odbierane jako bohaterski wyczyn, tu zostanę posądzona o prostactwo. Pozostaję więc na razie przy tych kilkunastu zwrotach grzecznościowych, w których posiadanie zdążyłam już wejść i… uczę się kolejnych.

życie na emigracji

Jest miło, bo Francuzi choć nie mówią w obcych językach, to uwielbiają rozmawiać. Wszyscy ze wszystkimi. Chwilowe oczekiwanie przy kasie w supermarkecie, kurs taksówką, sąsiedztwo stolików w barze, to dla nich doskonałe okazje do kilkuminutowej pogawędki. Tworzy to miłą atmosferę, są przy tym bowiem bardzo sympatyczni i… ciekawscy.

Jest rozrywkowo. Mieszkańcy Lyonu bywają. W restauracjach, kawiarenkach i pubach. W kinie, teatrze i w muzeach. W galeriach sztuki, klubach z muzyką elektroniczną i na koncertach. U przyjaciół i sąsiadów na obiadach, kolacjach, piwie i kawie. Zdają się czerpać z możliwości, jakie daje im życie w mieście, pełnymi garściami, a na weekendy lubią uciec w Alpy. Kto by nie lubił!

Jest inaczej. Piekarnia jest nieczynna w niedzielę rano, bo piekarz lubi pospać, mężczyźni całują się dwa razy w policzek na powitanie (kobiety również, ale to akurat dość powszechny zwyczaj), ubezpieczony obywatel nie płaci za lekarstwa, na które lekarz wystawił mu receptę. Różnice w zwyczajach i mentalności fascynują mnie najbardziej i to o nich będę chciała dla was pisać. A tymczasem zajadam się serami, które w Chinach skutecznie odstraszały cenami, marznę, mimo że do Lyonu zawitała już wiosna (spierając się z nowymi znajomymi, że 15°C to wcale nie jest ciepło), nerwowo rozglądam się we wszystkie strony przechodząc przez ulicę, nawet gdy idę po pasach i na zielonym świetle (to swego rodzaju poazjatycki tik nerwowy), uparcie dodaję imbiru i chili do wszystkich przygotowywanych posiłków, popijam ciepłą wodę, zużyty papier toaletowy odruchowo chcę wrzucać do kosza na śmieci zamiast do kibelka, jak to ma się w Azji w zwyczaju i… zastanawiam się kiedy nabiorę francuskich zwyczajów.

przeprowadzka do Francji


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.



O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka zafascynowana Azją, uzależniona od pisania pasjonatka podróży. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 30 krajów, mieszkała w Chinach, Anglii i we Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin". 30 lipca 2015 roku ruszyła w podróż dookoła świata w poszukiwaniu nowego domu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

41 komentarzy do “Francuskie początki

  • Karolina Żesławska

    wspomnienia wracają… i mam podobno zdjęcie: https://instagram.com/p/ruhZ48lF3J/ :DD
    mnie najbardziej bawiło jak poszłam na kawę i stwierdziłam, że ambitnie zamówię po francusku – pani od razu zaczęła do mnie mówić po angielsku widząc jak kaleczę jej piękny język… kilka dni później znowu poszłam tam na kawę – stwierdziłam, że się nie będę męczyć i zamówię po angielsku – oczywiście tym razem pan mnie nie zrozumiał:P

  • Paula

    Byłabym przerażona, niby tylko Francja, ale jak nie idzie dogadać się po angielsku albo jeszcze pół biedy, hiszpańsku, to chyba nie umiałabym tak na stałe. Planujesz tam gdzieś pracować? Kiedyś? 😀

  • Karolina

    Bienvenue en France! Trochę się w tym Lyonie minęłyśmy (byłam do 4go marca), ale może następnym razem się uda spotkać 🙂 Baw się dobrze odkrywając francuską rzeczywistość i jak będziesz w Paryżu to koniecznie się odezwij! Bisous!

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Wciąż zastanawiam się nad tym Paryżem, bo byłam tam nie raz i tyle innych miejsc czeka, a czasu okazuje się wcale nie tak dużo będę tu miała… Ale jeśli w końcu pojedziemy do stolicy, to na pewno dam znać! Bisous 🙂

  • majkabally

    no dobrze, wygląda na to, że jest…jakoś 🙂 jestem pewna, że się odnajdziesz, szukasz pracy? Czy za kilka tyg uciekacie gdzieś dalej?
    ucz się pilnie francuskiego, może duolingo.com trochę pomoże? jest doskonały ten serwis!

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Ależ ja pracuję! Jestem w trakcie przygotowywania książki do druku (i rozmyślań nad kolejną). Jak tylko zostanie wydana, przenosimy się na chwilę do Polski (będę musiała trochę pogwiazdorzyć, nie?), a potem (mamy nadzieję, że już w lipcu) jedziemy w świat. Zaczynamy oczywiście w mojej ukochanej Azji 🙂

  • Karolina

    Cześć! Trafiłam tutaj przed chwilą za sprawą postu ethno-passion. Mimo, że zaczynam odkrywać Twojego bloga to może miałabyś ochotę się spotkać? Jestem w Lyonie co sobotę i mogłybyśmy wymienić się doświadczeniami. Jestem we Francji od lipca jako au-pair i tutaj opisuję, a bardziej zamieszczam fotografie |dużo z Lyonu :)| : paninorris.wordpress.com
    Odezwij się jak będziesz chciała się spotkać, możemy wyjść na spacer po Lyonie.
    Pozdrawiam i udanej przygody z Francją

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Cześć Karolina! Pewnie, że mam ochotę! Trzy kolejne weekendy mamy zaplanowane poza miastem (ja po trzech latach przerwy bardzo chcę śnieg zobaczyć), ale jak tylko będę wiedziała, że którąś sobotę zostajemy w Lyonie, to na pewno się do Ciebie odezwę 🙂

  • Renata

    Witaj Olu, już w innej rzeczywistości!
    Dlaczego mam takie wrażenie, że mimo tego, że jest tak fajnie, czysto i poukładanie, jakaś nutka żalu przewija się przez Twój wpis?
    Życzę powodzenia!

    • Aleksandra Świstow Autor wpisu

      Nie Renata, nie ma żalu, naprawdę bardzo mi się tu podoba, ale… byłby jakbym miała zostać tu na stałe. Mi się jednak zdecydowanie bardziej marzy chodzenie boso niż po galeriach sztuki 😉 Ale jako, że to tylko chwilowa odmiana od „dzikiego świata”, to chłonę i korzystam jak tylko mogę.

  • Addicted to Passion

    Jesli będziesz jeszcze we Francji na początku lipca, to wybierz sie koniecznie do Prowansji na kilka dni. Bylismy w tamtym roku i jak dla mnie to najpiekniejsza czesc Europy jaka widzialam. Stanac posrodku niekonczacych sie pol lawendy, poczuc jej zapach i usłyszec bzyczenie miliona pszczol to cos niesamowitego. Tutaj masz relacje z naszej 10 dniowej podrozy, kto wie moze sie sprzyda 🙂

    http://www.addicted-to-passion.blogspot.nl/search/label/Prowansja

  • Piotr

    Francja jest piękna. Wiele lat temu objechałem Francję dookoła. Lyon, Awinion, Carcassonne, Bordeaux, zamki nad Loarą, Paryż. Piękne wspomnienia, piękne miejsca.

  • Artur

    Witam na Francuskiej ziemi i pozdrawiam, mieszkam i pracuje tu od 9 lat (jak ten czes leci) zgadzam sie z wieloma spostrzeżeniami z twojej strony, z trzech francuskich metropolii Lyon jest najładniejszy, choć co do czystosci boof… ,po 3 latach wyprowadzilem się po za Lyon, ciągły zgiełk, korki uliczne, brak zieleni, a więc hop! po za Lyon petite village i tu, to jest życie spokój, ludzie nie gonią, czysto, naprawdę stara dobra Francja. Co do języka to fakt, Francuzi są zbyt leniwi żeby uczyć się języków obcych, choć lubią podróżować i są ciekawi świata, generalnie to bardzo mili ludzie i pomimo tęsknoty za Polską cieszę się że tu mieszkam. Pozdrawiam i uważaj w tym kraju naprawdę można się zakochać.

  • Grzesiek

    Polecam wizytę w innym regionie Francji – Normandii.
    Odkrycie na własną rękę takich miejscowości jak Giverny, Deauville, Arromanches, Rouen, Colleville-sur-mer może przynieść zaskakujące efekty 🙂

    Bywam tam od lat – i za każdym razem odkrywam tę krainę na nowo.
    Dla ciekawskich – kilka zdjęć z mojej ubiegłorocznej wizyty na normandzkich plażach:

    http://www.wilczewski.biz/normandia-1944-2014/

    I szacuneczek za pasję 🙂

  • Daria

    Ojej, Francja, zazdroszczę. Bardzo chcialabym zobaczyć jak Francja wygląda naprawdę, a nie tylko na filmach, zdjęciach i opisach w książkach. Bo słyszałam, że można wtedy zobaczyć, że Francja wygląda nieco inaczej, niż jest przedstawiania. No ale zastanawiam się, zastanawiam i pewnie w końcu będe musiała pojechać i zobaczyć, sprawdzić to na własne oczy.

  • Eve

    haha! … wzmianką o Twoich problemach w komunikacji werbalnej z Francuzami, a raczej braku jakiejkolwiek innej z ich strony, przypomniałaś mi mój pierwszy pobyt we Francji. Zeszłam do patisserie kupić ciasto urodzinowe dla mojego Philippe* :P, który jeszcze spał w pokoju hotelowym. Przykleiłam palec do szyby i wskazując idealny tort powiedziałam SVP *s’il vous plaît, bo znałam tylko zwroty grzecznościowe. Dostałam ładnie zapakowaną paczuszkę, za którą natychmiast zapłaciłam. Chciałam jeszcze zapytać czy mają świeczki urodzinowe albo czy może wiedzą gdzie mogę je kupić. Po francusku nie wiedziałam jak, więc logicznym wydało mi się zapytać po angielsku. … i wtedy jakby czas stanął w miejscu. Ekspedientki, których było kilka popatrzyły na mnie jakbym popełniła jakiś grzech. Zapytałam direct czy mówią po angielsku i spotkałam się ze szczerym wyrazem pogardy i stanowczym zaprzeczeniem NON! Machnęłam ręką i wyszłam. To mnie wcale nie zniechęciło, wręcz przeciwnie. Nauczyłam się francuskiego i obecnie jest to mój właściwie trzeci dom zaraz po Polsce i Hiszpanii. 😀

  • jokerblog.pl

    W obecnej sytuacji politycznej skupiłbym swoją uwagę na bardziej przyjazne kraje. Wschodnia Europa wydaje mi się bardziej atrakcyjna od Zachodniej. Kwestia gustu :-1 Autorko kiedy zaczęłaś swoje podróże i co cię zmotywowało, pisałaś gdzieś o tym na blogu, jeśli tak to proszę o link.

  • Dominika

    Kochana, zazdroszcze mieszkania we Francji. Fascynuje mnie ten kraj bardzo (od pierwszej lekcji j. francuskiego w liceum) … marze o podróży tam .. kiedyś 🙂 pozdrawiam