Zapiski z Kijowa 11 komentarzy


– Mój siostrzeniec mieszka w Polsce, pod Krakowem. Nigdy tam nie byłem a mówią, że piękne miasto. Żonę ma Polkę- Agnieszkę. Na Uniwersytecie Jagiellońskim pracują obydwoje. Dobrze im się żyje. Bardzo bym chciał ich kiedyś odwiedzić. A ty pierwszy raz na Ukrainie? – zagaduje mnie sąsiad w autobusie z  lotniska do centrum Kijowa.

– Nie, drugi. Byłam kiedyś na Krymie – zawieszam głos wiedząc, że poruszam trudny temat.

– Tam teraz wojna jest – mój rozmówca ścisza głos – codziennie kilku naszych tam ginie, a Rosja śle i śle nowe dostawy broni. Rosja bogata, a u nas bieda. Najniższa pensja to 1200 UAH, a mieszkania drogie. Moja matka 40 lat pracowała i 1500 UAH zarabiała. Ciężko jest, oj ciężko. Ale Krym piękny… – jego oczy nieruchomieją wpatrzone gdzieś w dal – Rynia jestem – podaje mi nagle uradowany dłoń.

– Aleksandra – odpowiadam rozbawiona niedorzecznością sytuacji.

– Ja w  Polsce to byłem tylko przy granicy z Ukrainą i w Lublinie. Małe miasto, ale piękne i piękni ludzie. Oficerem jestem na pograniczu i tak jeździmy na kontrole. My do Polski, Polacy do nas. I Litwini. A jak się spotkamy to wódkę pijemy aż jak muchy popadamy – wybucha śmiechem i lekko się rumieni – Mam ja w domu uniform polskiego oficera: koszulkę, kurtkę, spodnie, pasek, buty nawet! Wszystko! – wykrzykuje radośnie – Koszulka czarna z białym napisem „policja” na plecach, bardzo dobrej jakości bawełna. Bo wiesz, jak się popijemy to się ubraniami zamieniamy. Tak to jest jak się Ukrainiec z Polakiem spotka i Litwinem, jest zabawa – śmieje się Renia szturchając mnie porozumiewawczo łokciem – Czekaj – mówi i zanurza ręce w towarzyszących mu tobołkach. Za chwilę wręcza mi płytę CD – To o atrakcjach turystycznych Ukrainy. Prezent ode mnie. Przepraszam, że niezapakowany.

Dziękuję uśmiechając się serdecznie, bo nie sposób nie przyjąć prezentu. Rozmawiamy chwilę o Warszawie i o mnie, ale bariera językowa prowadzi konwersację w ślepy zaułek. Zapada cisza, spoglądam w ekran telewizora zawieszonego nad głową kierowcy autobusu.

– O, to polski film – zagaduję.

– Teraz na Ukrainie mnóstwo polskich filmów i seriali. Rosyjskich już nie chcemy oglądać, nie chcemy Rosji żadnych pieniędzy płacić – tłumaczy Rynia znów ściszając głos – Najpierw wycofali z telewizji wszystkie rosyjskie filmy o wojskowych i policji. A teraz w ogóle wszystkie. I bardzo dobrze. Polskie seriale kupują. Śmieszne takie – mówi. Siedzi w skupieniu kilka sekund i znów nurkuje w torbie, z której wyciąga ofoliowane rodzinne zdjęcie z mocowaniem w postaci doklejonego taśmą spinacza do suszenia prania – To moja córka Vala.

– Piękna – odpowiadam szczerze. Ze zdjęcia patrzy na mnie przenikliwy wzrok wysokiej, szczupłej blondynki z burzą włosów.

– 20 lat ma, studiuje lingwistykę w Kijowie. Tłumaczy z hiszpańskiego i angielskiego. Wszystko tłumaczy! – mówi z dumą – A to żona moja Dora.

– Też piękna – mówię i znów nie kłamię.

– Na Ukrainie piękne kobiety – mówi Rynia rozmarzony – U nas mała rodzina – sam szybko przywołuje się do porządku i wraca do tematu – jedno dziecko tylko. Czasem ludzie mają dwoje, a troje to już góra. Bo skąd na dzieci pieniądze brać? Ja oficerem jestem i moja pensja to 3300 UAH. I trzeba jakoś żyć.

– Mieszkacie w Kijowie? – zagaduje dla rozładowania atmosfery.

– Nie, w Zhytomyrze. Małe miasteczko, ze 200 000 mieszkańców będzie mieć. Jak Lublin – tłumaczy Rynia i wręcza mi cukierka – To miętówka z fabryki prezydenta. Nieźle co? – śmieje się serdecznie. – Ja już muszę wysiadać. Powodzenia w podróży! – mówi nagle i chwyta swoje tobołki.

– Wszystkiego dobrego! – krzyczę do jego pleców.

Swoje pierwsze kroki w Kijowie kieruję na Majdan. Siadam na murku nieczynnej fontanny i obserwuję mieszkańców, którzy przemykają po połamanych, naznaczonych ogniem palonych opon płytach chodnikowych na Placu Niepodległości. Mężczyzna w średnim wieku wykrzykuje coś przez megafon. Ze strzępków słów, które jestem w stanie zrozumieć wyłapuję „Ukraina”, „umierać”, „walka”, „niezależność”. Plac zastawiony jest zdjęciami sprzed kilkunastu miesięcy z krwawo tłumionych protestów i aktualnymi z Krymu. Kolumna, na której stoi figura Berehyni, oblepiony jest zdjęciami poległych. Myślami wracam do wydarzeń z przełomu 2013 i 2014 roku,kiedy to z Azji obserwowałam mobilizację Ukraińców. Pamiętam łzy Iry, mojej koleżanki, która choć nie mieszka w swoim kraju już 6 lat, poleciała wspomóc rodaków. Jednak z Majdanu zeszła i wróciła do Chin jeszcze kiedy protesty miały charakter pokojowy. Pamiętam jak mówiła: „Oni tam umierają za moją sprawę! Powinnam tam być, a nie żyć sobie tutaj swoim łatwym życiem”. Z zamyślenia wyrywa mnie kobiecy głos:

– Czy znasz sytuację w naszym kraju?

– Tak jakby – odpowiadam, bo choć dużo wiem, to pewna jestem, że wielu kwestii nie jestem w stanie zrozumieć jako obserwator z daleka.

– Jestem z organizacji wspierającej rodziny poległych ukraińskich żołnierzy – nie słucham dalej, wrzucam zwitek hrywien do puszki i znów odpływam myślami. Tym razem do obrazków, które moja głowa rejestrowała podczas spaceru przez Kijów. Przypominają mi one stare zdjęcia z Warszawy- zaniedbanej, smutnej, ale szukającej swojej tożsamości. Myślę o tym jak trudną drogę przeszły nasze dwa narody i jak bardzo trzymam za Ukrainę kciuki.

Zarezerwuj najlepszy nocleg w Kijowie

Trasę podróży A&A dookoła świata możesz śledzić TU.

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka zafascynowana Azją, uzależniona od pisania pasjonatka podróży. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 30 krajów, mieszkała w Chinach, Anglii i we Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin". 30 lipca 2015 roku ruszyła w podróż dookoła świata w poszukiwaniu nowego domu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 komentarzy do “Zapiski z Kijowa