Jak spakować plecak w podróż dookoła świata 31 komentarzy


Jedziemy, jedziemy! Jesteśmy już trzy miesiące w drodze! Jak wiecie z wcześniejszego wpisu Jak się przygotować do podróży dookoła świata, nie poświęciliśmy zbyt dużo czasu planowaniu trasy, zdecydowanie więcej zajęło nam kompletowaniu zawartości naszych plecaków. O ile na wypad na weekend czy na wakacje jestem w stanie spakować się w 15 minut, to tym razem zakres temperatur, aktywności i kultur, których będziemy doświadczać jest tak szeroki, że trzeba było się trochę pogłowić. Dziś, z 3 miesięcznej perspektywy widzę, że dokonaliśmy dobrych wyborów, bo nie mamy w plecakach ani jednej rzeczy, która by nie była nam do tej pory potrzebna i jednocześnie niczego nam nie zabrakło. A że często pytacie jak spakować plecak w podróż dookoła świata, pora udzielić kilku wskazówek  i opowiedzieć o zawartości naszych plecaków.

Pakowanie w podróż dookoła świata to NIE TO SAMO, co pakowanie na wakacje.

W kwestii pakowania miałam kiedyś skłonność do przesady. Na pierwszą podróż po Azji (miesięczną) przytargałam 70 litrowego potwora wypchanego wyłącznie letnimi ciuchami (bo ani sprzętu żadnego specjalistycznego, ani śpiwora, ani ciepłej kurtki, ani butów trekkingowych nie miałam). Wyobrażacie sobie jaką krzywdę tym sobie zrobiłam? Z drugiej strony, na wypad weekendowy pod namiot potrafiłam się spakować w… nerkę! A potem zazdrościłam tym co wieczorem mieli ciepłe kocyki, bluzy i poduszki, a rano lusterko i tusz do rzęs. W końcu znalazłam swój złoty środek, którym był 40 litrowy plecak o wadze nieprzekraczającej 8 kg, który zabierałam zarówno na dwa tygodnie do Kambodży, jak i na miesiąc do Australii. Jak od tych 8 kg odliczyć wagę laptopa i aparatu fotograficznego, bez których się nie ruszam, to nie zostaje zbyt wiele, ale że podróżowałam głównie w tropikach i po płaskim, nie spałam w lesie, na lotniskach tylko sporadycznie (więc wystarczyło się przykryć ręcznikiem), nie chodziłam po górach, a przede wszystkim zawsze gdzieś czekał na mnie dom, w którym po powrocie z podróży mogłam odespać, doszorować się i ogólnie doprowadzić do porządku. Tym razem jest inaczej. Tym razem to nie wakacje, z których wracam do domu, a sposób na życie.

Mniej znaczy więcej, ale za mało psuję zabawę.

Ciężki plecak to bez wątpienia przekleństwo każdego backpackera- ogranicza wolność, mobilność, męczy, wkurza. Skompresowanie potrzeb życiowych do zawartości średniego plecaka to podstawa- musi być lekko, wygodnie i praktycznie, ale… no właśnie, dla mnie musi być też ładnie i przyjemnie. Również będąc w podróży chcę mieć w co się ubrać na imprezę, mieć co robić w deszczowy wieczór, chcę mieć zadbane włosy i gładką skórę- wszystkie te kwestie pomijałam jadąc na tydzień jeden- dwa-trzy-cztery czy nawet pięć. Nigdy bym nawet nie pomyślała wcześniej, żeby zabierać ze sobą depilator, kolczyki na zmianę, seksowne ciuchy, szmiknę czy maseczkę do twarzy. Tym razem jest inaczej, bo ani z imprez, które lubię (i na których lubię czuć się atrakcyjna) nie chcę rezygnować, ani nie chcę wyglądać jak spieczony rodzynek z przesuszonymi włosami (po miesiącu podróżowania można je jeszcze odratować, ale po roku, dwóch?). Pod ręcznikiem mogłam się przespać raz na jakiś czas, gdy wiedziałam, że czeka na mnie w domu wygodne łóżko i czysta kołdra, teraz zawartość mojego plecaka miała być odpowiedzialna za moją wygodę w CODZIENNYM życiu. Styl podróżowania jaki wybraliśmy wymagał technicznej odzieży (zdobycie 3700 metrów w upale w bawełnianym podkoszulku i klapkach nie jest ani przyjemne, ani… mądre), dlatego w 8 kg nie było szans się zamknąć. Stanęło na plecaku 45 +10 litrów (przy czym to 10 jest rezerwowe, na wypadek potrzeby dobrania/dokupienia ekwipunku), który wraz z butami trekkingowymi waży 12 kg + małym plecaku z elektroniką i dokumentami. Bagaż Adriena jest odpowiednio większy (przejął mojego 70 litrowego potwora), ale on musiał (nie musiał, chciał!) zmieścić w nim dodatkowo skrzydło do speedflyingu, kask i resztę gadżetów do latania- wszystko razem (z butami) waży 17 kg + mały plecak z wyposażeniem podobnym do mojego (ja w swoim mam aparat fotograficzny z akcesoriami i czytnik książek, on laptopa, go-pro z akcesoriami, dysk przenośny, ładowarki i dwie przejściówki- pełną listę naszej elektroniki ze wskazówkami na co zwrócić uwagę kompletując własną, znajdziecie we wpisie Elektronika podróżnika).

Co spakowałam w podróż dookoła świata

Poniżej znajdziecie całą zawartość mojego plecaka (plecak 45 + 10 litrów, całkowita waga 12 kilogramów).

Na sen

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Jak się wyśpisz, taki będziesz mieć dzień. Już podczas pakowania wiedzieliśmy, że realizacja naszych marzeń może od nas wymagać podróży do miejsc, gdzie nie będzie żadnych wygód (czasem nawet dachu nad głową), gdzie może być brudno, gdzie może być zimno. Wiedzieliśmy też, że czasem przyjdzie nam dzielić pokój z innymi osobami. Do spania spakowałam więc:

– ultra lekki i ciepły śpiwór – to była jedna z największych inwestycji w sprzęt i jedna z najlepszych. Kocham mój śpiwór!

– jedwabny liner – idealny na noc w tropikach i na noc w pościeli, której czystość pozostawia wiele do życzenia. W przypadku bardzo niskich temperatur, można wejść w nim do śpiwora, co daje nam dodatkowe 5 stopni Celsjusza komfortu. Ja wybrałam droższy, ale Super wytrzymały model ze specjalnego splotu jedwabiu Ripstop.

– pół karimaty – karimata sprawdza się, gdy jest twardo (podłoga, plaża), gdy jest zimno (trawa, namiot), odbiera też argument przeciwko codziennym porannym ćwiczeniom (nie śpiny, brzuchy robimy). A czemu tylko pół? Bo tyle wystarczy by zmieścić ciało od pupy do głowy, a cała (karimata, nie pupa) zajmuje zbyt dużo miejsca,

– stopery do uszu i opaska na oczy – każdy kto spał w dormie, samolocie, autobusie czy hostelu o ścianach z papieru wie dobrze, że to niezbędnik,

– bawełniane szorty – które w połączeniu z dowolnym t-shirtem służą mi za pidżamę (kiedy jej potrzebuję).

Na sportowo

Szczerze mówiąc nie cierpię typowych sportowych ciuchów. Wiedzieliśmy jednak, że będziemy robić rzeczy/trasy wymagające odzieży i sprzętu technicznego. Dodatkowo wszystko musiało być ultra lekkie żeby nie zabić naszych kręgosłupów podczas dźwigania plecaków- a to oznacza, że musiało być „techinczne”. Wybór właśnie tej części bagażu był najtrudniejszy i najbardziejsz czasochłonny,bo uparłam się, że ubrqnia te mają chociaż udawać, że są ładne. Chodzę w nich z przyjemnością, więc chyba się udało. Dziewczyny, jeśli szukacie fajnych brandów sportowych to mogę Wam podrzucić moje sprawdzone typy. W tej kategorii do plecaka spakowałam:

– kijki trekkingowe – ten, kto nauczył się z nich prawidłowo korzystać, nigdy nie będzie podważał ich konieczności. Ja używam damskiego, teleskopowego modelu Black Diamond. Nie polecam kijków składanych ze sznurkiem- Adrienowi zerwały się sznurki w dwóch kompletach w przeciągu zaledwie roku.

– buty trekkingowe – lekkie, wygodne, oddychające i wodoodporne (moje do tego ładne- nie mogłam uwierzyć, że da się),

– sandały sportowe – bo japonki, w których najchętniej spędziłabym życie, nie dają rady na śliskich skałach wodospadów dla przykładu (ja wybrałam model Libria Adidasa, który przy okazji nie jest tak obciachowy jak większość sportowych sandałów).

– długie spodnie trekkingowe – lekkie i szybkoschnące. Myślałam o takich z odpinanymi nogawkami, ale jeśli chodzi o punkty do seksapilu, to odejmują one ich tyle samo co rajstopowe cieliste podkolanówki- no nie mogłam się przemóc, nie mogłam!

– długie legginsy x 2 – jedne typowe snowboardowe (do pocenia się), drugie ciepłe (do spania przy temperaturach poniżej 5 stopni lub trekkingu w okolicach zera- straszny ze mnie zmarźluch). Dodam może, że te cieplejsze po wulkanach Indonezji (gdzie dosłownie uratowały mi tyłek) pojechały do Europy i wrócą dopiero na Himalaje.

podkoszulka na długi rękaw z technicznej wełny – ciepła, odprawdzająca wilgoć i dodatkowo tak skrojona, że może robić za bluzkę. Bardzo praktyczny ciuch (zdobyła ze mną już trzy wulkany i kilka razy utuliła do snu),

rozpinana bluza z kapturem – bardzo ciepła, lekka i oddychająca. Na Semeru albo bym się zawróciła, albo zamarzła, gdyby nie ona. Na razie odesłana do Europy, czeka na swój wielki come back w Himalajach,

ciepłe podkolanówki – takie snowboardowe. Mi służyły do spania i bardzo je sobie chwaliłam. To ostatnia część ekwpipunku, którą pożegnałam na jakiś czas,

sportowe skarpetki x 5 – obok butów najważniejszy składnik udanego trekkingu. Mają być wygodne i suche (dlatego warto mieć ich więcej na zmianę),

– sportowe majtki x 3 – nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię chodzić z przepoconym tyłkiem (i bardzo lubię bieliznę sportową firmy Brubeck),

– kurtka puchowa – z prawdziwego puchu, ultra lekka (moja waży 255 gramów), dająca się skompresować do wielkości pół litrowej butelki. Pewnie niektórzy z Was teraz pukają się w głowę czytając o puchowej kurtce i patrząc na mapę naszej podróży. Otóż nie! Na dużych wysokościach nawet w tropikach jest zimno. A szczególnie, gdy jesteś totalnie wyczerpany a słońce już schowało się za horyzontem. Kurtka puchowa Arc’teryx to, obok śpiworu, moja kolejna miłość.

kurtka przeciwdeszczowa – z Gore- Texu, koniecznie! Bo jak jest zimno i wieje, i jesteś zmęczony, to nie ma nic gorszego niż być mokrym. Brrr!

rękawiczki – wybrałam typowe do biegania i sprawdzają się znakomicie chroniąc moje dłonie przed zimnem kiedy maszeruję z kijkami trekkingowymi,

sportowy biustonosz x 2 – wszyscy, którzy mają biust, rozumieją po co,

techniczny t-shirt x 3 – oddychający i szybkoschnący. Trochę kiedyś kpiłam z tej technicznej odzieży, a teraz nie wyobrażam sobie jakbym miała w przepoconej bawałnianej podkoszulce wejść na szczyt, gdzie hula mroźny wiatr,

– czołówka (ja mam TAKĄ)– bo trzymając kijki trekkingowe brakuje ręki na latarkę. Czołówka sprawdza się też świetnie do czytania w nocnym autobusie i pociągu, czy jako lampka nocna,

chusta wielofunkcyjna – skrawek materiału, z którego możemy zrobić czapkę, opaskę na uszy, komin na szyję, maskę na usta- bardzo praktyczne,

koszulka do sportów wodnych – kto lubi spalone do bólu plecy? Ręka do góry!

szorty do sportów wodnych,

krem z filtrem UV 50 – w góry i nad wodę- koniecznie.

Na co dzień

Ciuchy na co dzień w moim wydaniu muszą spełniać kilka funkcji: być ładne, wygodne i dać się dowolnie ze sobą komponować. Oto co podczas podróży noszę na co dzień:

– krótkie szorty x 2,

– japonki,

– t-shirty x 2 ­­– przykrywające ramiona i z minimalnym dekoltem, co jest wymagane w wielu świątyniach,

– koszulki na ramiączka x 3,

– bikini,

– okulary przeciwsłoneczne,

– azjatyckie hipisowskie długie spodnie – bo są wygodne i kolorowe i je uwielbiam (i można w nich wejść do świątyni),

– luźna cienka bluza z długim rękawem  – lubię ją najbardziej na świecie więc czemu miałabym ją zostawić?

– mała damska torebka – na telefon, portfel, pomadkę i lusterko, gdy zrzucam plecaki i idę w miasto,

– bielizna – majtki i staniki, które obok sportowych w sklepie by nawet nie leżały (a teraz biedne w plecaku muszą),

– chusta – którą owijam szyję, gdy mi zimno, którą okrywam ramiona, gdy wchodzę do świątyni, którą przykrywam się, gdy śpię w autobusie, na której leżę na plaży i którą szybko potrafię przerobić na spódnicę lub sukienkę.

Na imprezę

Lubimy imprezy, lubimy festiwale, lubimy muzykę, lubimy tańczyć. Napić się dobrym towarzystwie i okolicznościach też lubimy. I dobrze zjeść. I ja w tych sytuacjach nie lubię się czuć jakbym wypełzła właśnie z kartonu rozstawionego gdzieś w bocznej ulicy, dlatego spakowałam do plecaka również 2 „wyjściowe” koszulki, 2 szminki, tusz do rzęs (polecam z całego serca mascarę Eveline, która kosztuje około 10 zł a robi robotę lepszą niż tusze do rzęs najdroższych marek!), kredkę do oczu, mini buteleczkę perfum i biżuterię.

Do kąpieli

Mój plecak zmieścił również dwa ręczniki szybkoschnące (dwa, bo nie cierpię wycierać ciała mokrym po włosach ręcznikiem i zawsze, gdy zabierałam tylko jeden, ubolewałam czemu znowu to sobie zrobiłam), depilator z golarką (serio miałabym się charatać miesiącami marnej jakości jednorazówką?), kompaktową szczotkę do włosów, małe lusterko i kosmetyczkę pełną skarbów, którą zgodnie z przepowiedniami miałam szybko opróżniać, a tymczasem cieszę się, że mam w niej „wszystko”. Jej zawartość dokładnie opisałam w artykule Kosmetyczka podróżniczki.

Inne gadżety

Jak wszyscy podróżnicy, mamy swoje patenty na różne sytuacje, dlatego w podróż zabraliśmy dodatkowo (pół na pół w moim i Adriena plecaku- no dobra, ja mam to „mniejsze pół”):

turystyczne Scrabble – na długie godziny w pociągach i nudę na plaży,

mały głośnik – na wypadek, gdy w okolicy nie ma żadnej dobrej imprezy (nasz, czyli TEN, jest dodatkowo wodoodporny)

– sznurek – do suszenia prania, do zreperowania i do wiązania (czego? Co Wam fantazja podpowie),

duct tape – sklei plecak i kurtkę przeciwdeszczową (w mojej mrówki wygryzły dziurę!), a nawet japonki. Absolutny must have podróżnika,

– małe wkręcane haki – czy tylko mnie wkurza, że nie mam gdzie powiesić ręcznika czy kapelusza? Albo do czego przyczepić sznurka do suszenia prania? Zastosowań jest wiele, podpowie je Wam życie w podróży,

– dobrze zaopatrzoną apteczkę – jak się ma teściową pielęgniarkę to jest się przygotowanym i na biegunkę, i na malarię, i nawet na rany cięte i złamania,

szwajcarski scyzoryk,

– power bank  – do ładowania elektroniki,

– zeszyt – na moje odręczne zapiski,

– wodoodporne etui na dokumenty (jedno na nas dwoje),

– wodoodporne etui na telefon (jedno na nas dwoje).


Lista, listą, ale (jakby jeszcze ktoś nie zauważył) najważniejsze przesłanie tej mojej plecakowej epopei brzmi: Spakuj to co lubisz, w czym się dobrze czujesz. Lubisz chodzić w sukienkach? To dlaczego miałabyś przestać? Nie cierpisz spodenek przed kolano? To czemu miałbyś zacząć w nich chodzić? Nie odbieraj sobie przyjemności, nie zabieraj sobie tej namiastki komfortu, którą może Ci zapewnić odpowiednio dobrana zawartość plecaka. Ale… nie pakuj też za dużo. Pomyśl o swoich potrzebach, pomyśl o swoich planach, ale również o tym co lubisz i o tym co Cię wkurza. I o tym, że przecież nie lubisz dźwigać. I pakuj się! Powodzenia!


Trasę podróży A&A dookoła świata możesz śledzić TU.

Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Baner


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

31 komentarzy do “Jak spakować plecak w podróż dookoła świata