Leniwe Gili 26 komentarzy


Wizja pizzy popijanej zimnym piwem towarzyszyła mi w najcięższych chwilach na Rinjanim (zrozumie mnie każdy po choćby kilku dniach na suchym, pozbawionym smaku smażonym ryżu jaki jedliśmy z braku innych opcji), więc jak tylko odespaliśmy trudy trekingu, spakowaliśmy polecaki i ruszyliśmy w stronę wysepek Gili- trzech siostrzanych skrawków lądu, gdzie zarówno pizza jak i piwo przestaje być jedynie sennym marzeniem. A raczej bardzo chcieliśmy ruszyć, ale trochę nam nie szło. Co prawda autobus na nasz widok zwolnił, ale się nie zatrzymał- zresztą i tak nie mieliśmy pojęcia gdzie jedzie, a miejscowi zapierali się, że do Bangsal, gdzie znajduje się port, transportu publicznego z Sembalun Lawang nie ma. Próbowaliśmy złapać stopa, ale każdy zatrzymany kierowca krzyczał zawrotną sumę 600 000 IDR i to za miejsce na pace pickupa. Samochody osobowe nie zatrzymywały się wcale. W  końcu udało nam się wynegocjować z kimś, kto zna kogoś, kto może nas zawieźć, cenę 450 000 IDR na tylnej kanapie terenówki. Malownicza droga prowadząca chwilę górską sempertyną a następnie cienką nitką wzdłuż błękitnego morza, minęła jak za pstryknięciem palców. Przy bramie wjazdowej do portu zatrzymał nas mężczyzna w mundurze, wsadził głowę przez otwartą tylną szybę i wyciągając w naszym kierunku dłoń rzucił szybkie: „dwieście tysięcy”. „Za co?!” odpowiedziałam zbulwersowana nie tyle faktem niespodziewanej próby wyłudzenia od nas jakiejś idiotycznej zapłaty, co brutalnego przywołania mnie do rzeczywistości ze świata fantazji, w którym zatonęłam w drodze. Mężczyzna osłupiał, schował rękę, wycofał głowę i zadowolił się dwoma tysiącami opłaty za wjazd do portu wciśniętymi mu w dłoń przez kierowcę, który odwrócił się do nas i pokazując gestem aprobatę powiedział „Wszyscy tu chcą pieniądze od turystów” po czym wybuchnął gromkim śmiechem powtarzając „good, good”. Potem pozostało nam już tylko zgrabnie minąć naganiaczy turystycznych speedboatów, kupić bilet na lokalną public boat i wsiąść na łódź. Po kilkunastu minutach rejsu wysiedliśmy na największej z rajskiej trójcy: Gili Trawangan. Szybko zbiliśmy cenę pokoju z 300 000 do 150 000 IDR (taki mamy budżet i tego się trzymamy), zrzuciliśmy plecaki i… poszliśmy na pizzę popijaną zimnym piwem.

Zarezerwuj najlepszy nocleg na Gili Trawangan

Gili Trwanagan

Gili

Gili to trzy małe wyspy położone u wybrzeży Lomboku (na północnym- zachodzie). Tak małe, że nawet największą z nich- Trawangan- możemy obejść dookoła spacerem. Zresztą „gili” w lokalnym dialekcie oznacza właśnie „mała wyspa”. Wszystkie trzy oferują plaże z białym piaskiem, cień palm i turkusowe morze. Nasz czas na wyspach Gili (stacjonowaliśmy na Trawangan, ale odwiedziliśmy zarówno sąsiadującą Meno jak i Air) upłynął nam na prostych uciechach: lenistwie na plaży, objadaniu się i imprezowaniu- każdemu się czasem trochę laby należy, co nie? Chodziliśmy na długie spacery plażą, pływaliśmy kajakiem z jednej wyspy na drugą, szukaliśmy pod wodą kolorowych rybek, tętniącej życiem rafy i moich wymarzonych żółwi- znaleźliśmy! To na Gili właśnie spełniłam kolejny punkt na mojej bucket list pływając z wielkimi żółwiami morskimi. Jakie one są słodkie!

Gili

Gili

Zabłądziliśmy też do położonego na uboczu reggae baru, który przypominał klimatem domek czarownicy. Poza kiloma miejscowymi rastamanami urzędował tam również kozioł- wszyscy razem palili skręty. W pierwszej chwili pomyślałam o znęcaniu się nad zwierzętami, ale uśmiech kozła (naprawdę się uśmiechał! a ja nic nie paliłam…) i jego namolność w pogoni za jointem wskazywała, że bardzo to lubi. Takie dziwy tylko na Gili, chiałoby się rzec.

Którą z wysp Gili podobała mi się najbardziej, którą polecam? Zacznę przekornie: najmniej podobała mi się najbliższa brzegu Lomboku Gili Air- taka jakaś zaniedbana w moim odczuciu była. Gili Trawangan ma najlepszą infrastrukturę barowo-imprezowo-restauracyjną, ale bywa tu głośno i tłoczno, co nie każdemu musi się podobać. Wielki plus za wieczorny food market, na którym królują grillowane owoce morza. Trawangan ma też zdecydowanie najlepsze zejście do wody (zaraz koło przystani łodzi)- dno szybko opada w dół, nie ma kamieni ani ostrej rafy, dzięki czemu można nurkować prosto z plaży. Najładniejsze plaże widziałam jednak na Gili Meno. Ciężko natomiast tam pływać, szczególnie w czasie odpływu kiedy to pokryta rafą koralową płycizna ciągnie się daleko, daleko od brzegu. Na południowo-wschodnim krańcu wyspy dno morskie jest czyste i woda wydaje się głęboka, ale są tak silne prądy i fale, że nie odważyłam się (ani ja, ani nikt inny) wejść tam do wody. Gili Meno jest dużo spokojniejsze i leniwe od Trawangan, wizualnie ładniejsze, ale dla niektórych może moim zdaniem okazać się nudne. Z drugiej strony kilka dni z książką w hamaku chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziło, co?

Zarezerwuj najlepszy nocleg na Gili Meno

Gili

relaks w Indonezji

Gili

Gili

Gili

Gili

Gili

A Ty wybierasz się na wyspy Gili? Może już byłeś? Która podobała Ci się najbardziej?


Trasę podróży A&A dookoła świata możesz śledzić TU.

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

26 komentarzy do “Leniwe Gili