Kliknij mi wyjazd do Indii 23 komentarze


Podróżowanie w modelu 1+ niesie za sobą, jak życie, konieczność szukania kompromisów. Jak bardzo w swojej podróżniczej parze czy grupie byście się nie kochali, lubili, szanowali, jak bardzo byście nie byli do siebie podobni i lubili to samo, zawsze ktoś będzie chciał trochę bardziej coś innego. Do tej pory szło nam gładko- czasem Adrienowi trochę się nudziło gdy ja zapuszczałam się w kręte azjatyckie uliczki z aparatem lub znikałam na godziny w swoim pisarskim świecie, czasem ja czekałam w pokoju gdzieś po środku niczego jak „wzorcowa” żona aż wróci ze swoich podniebnych szaleństw, ale zawsze znajdowaliśmy wspólny kierunek. Góral jednak bez wysokich gór czuje się jak ryba bez wody i Adrien zaczął przebąkiwać, że może zamiast planowanych od lutego przyszłego roku południowych Indii, pojechalibyśmy w śniegi Nepalu. Nie miałam serca zgasić iskier, jakie widziałam w jego oczach gdy opowiadał mi o szczytach, które chce zdobyć i jako pierwszy (tak w ogóle, na świecie) poszybować z nich na swojej małej sportowej paralotni. Zgodziłam się bo widziałam, że jemu zależy bardziej niż mi. Zgodziłam się, choć wiedziałam, że w większości z tych ekspedycji nie będę w stanie uczestniczyć i w inny sposób, sama, będę musiała sobie zagospodarować ten nepalski czas i choć odłożenie Indii na później odrobinę zasmuciło moją podróżniczą duszę (nigdy nie lubiłam powiedzenia, że życie to sztuka kompromisów, dużo bliższe mi było zawsze stwierdzenie, że każdy kompromis jest zgniły- zasłyszane zresztą na wykładzie z psychologii). Niby mogłabym jechać do Indii sama (szczególnie, że podróżowanie solo sprawia mi dużą przyjemność), ale mówcie co chcecie, oskarżcie o kierowanie się stereotypami, niewiedzą czy strachem, ale… akurat do Indii ja-kobieta-blondynka nie chcę jechać sama. A już na pewno nie pierwszy raz. Aż tu nagle z nieba (a dokładniej z Ministerstwa Turystyki Indii) spadło mi rozwiązanie idealne (a wiecie, że ja zawsze staram się uważnie patrzeć pod nogi co by potknąć się o właściwy kamień i nie przegapić szansy, którą podrzuca mi los). Dwutygodniowa objazdówka po Kerali- stanie w południowych Indiach- razem z blogerami z całego świata. Wilk syty i owca cała! Takie rozwiązania lubię najbardziej. Ja będe miała swoje Indie, a Adrien Nepal (gdzie wygrzana na keralskich plażach do niego dołączę jak już sobie chłopak trochę polata). Tylko muszę dostać się do finałowej grupy, a do tego potrzebuję… Was! Waszej sympatii przeobrażonej w oddane na mnie głosy.

Zwycięzców tej międzynarodowej rywalizacji wytypuje jury, ale tylko blogerzy z dużym wsparciem swoich czytelników będą brani pod uwagę. To co? Lubicie mnie trochę? Klikniecie mi wyjazd do Indii? Pomożecie spełnić marzenie? Dacie temu mojemu wariatowi trochę polatać w spokoju bez Pojechanej nad głową? No to KLIK! A teraz szturchnijcie łokciem koleżanę z biurka obok, zawołajcie męża i kolejny KLIK!

Kerala-blog

Głosowanie zajmuje tylko 2 sekundy, aby przejść do strony konkursowej wystarczy kliknąć w TU. Thank you from the mountains! Obiecuję wysyłać z Kerali pokaźne ładunki pozytywnej energii.

Wasza Pojechana


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

23 komentarzy do “Kliknij mi wyjazd do Indii