Nie bój się iść własną drogą 56 komentarzy


Dokładnie 4 lata temu podjęłam decyzję o odejściu z etatowej pracy. Kilka tygodni później, po raz ostatni odbiłam imienną kartę przy wejściowej bramce do biura, po raz ostatni siedziałam 8 godzin przed komputerem w wyznaczonym przez przełożonego czasie, po raz ostatni byłam pracownikiem korporacji. Dziś, dokładnie 4 lata później, znów kończę pewien etap w swoim życiu- po raz pierwszy wyjeżdżam z Azji bez planu szybkiego powrotu. Czy to nie wspaniała okazja żeby podzielić się z Wami swoimi refleksjami na temat zmian?

Decyzję o odejściu z pracy w korporacji (mimo, że była to niezbyt ciężka i dobrze płatna posada) uważam za jedną z najważniejszych i najlepszych w swoim życiu. Czasami zamykam oczy i zastanawiam się co bym robiła, gdzie bym była, gdybym tego nie zrobiła. Lubię te rozmyślania, bo przynoszą one takie przyjemne, ciepłe uczucie w brzuchu, że dobrze wybrałam. Przez te 4 lata los wspierany moimi rękami, wywrócił w moim świecie absolutnie wszystko do góry nogami. Zmieniłam kraj zamieszkania (2 razy), zmieniłam profesję (ze wspierania projektów strategicznych w firmie telekomunikacyjnej przeszłam do pisania bloga, książek i artykułów do magazynów) i absolutnie zmieniłam swój styl życia. I choć moja codzienność składa się również ze smutków i szarości, i choć nomadzki tryb w jakim funkcjonuję jest według psychologów bardzo stresogenny (skłamałabym, gdybym nie przyznała im trochę racji), to uwielbiam swoje aktualne życie i za żadne skarby nie cofnęłabym się wstecz (nawet za obietnicę braku zmarszczek).

Zarówno odejście ze stabilnej, dobrze płatnej pracy, jak i moje kolejne decyzje spędzały mi sen z powiek. Przecież ja się cholernie bałam, gdy po latach pracy na etacie obudziłam się bez obowiązków i bez… poczucia bezpieczeństwa. Bałam się, gdy przeprowadzałam się do Chin i gdy zdecydowałam się zostać tam na dłużej w pojedynkę (jeśli nie znacie tej historii zajrzyjcie do wpisu Zmiany zwane życiem). Wreszcie bałam się straszliwie, gdy zdecydowałam po raz kolejny przewrócić moje życie do góry nogami i ruszyć w podróż dookoła świata w poszukiwaniu nowego domu ze świeżutką wtedy (a dziś wciąż gorącą) jak pączki w Tłusty Czwartek miłością (a historię Jak z filmu znacie?). Bałam się, że sobie nie poradzę, bałam się o pieniądze (skąd je wziąć?), bałam się różnic kulturowych, bariery językowej, porażki, zranienia, trudności. Bałam się, bo… nie wiedziałam co będę robić, bo nie umiałam sobie wyobrazić w szczegółach jak ta moja nowa rzeczywistość będzie wyglądać. Za każdym razem bałam się nieznanego i że się mylę, że popełniam błąd. Fakt, że uczestnicy i obserwatorzy mojego życia też się bali (niezrozumiałego w tym przypadku), pogłąbiał strach. Ale wiecie co? Za każdym, absolutnie każdym razem, gdy po raz setny zadałam sobie pytanie: „czy ja tego naprawdę chcę?” i gdy po raz setny odpowiedziałam sobie „tak, będziesz żałować do końca życia, że nie spróbowałaś jeśli się teraz wycofasz”, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozwiązania, wyjaśnienia znajdywały się same. Wszystko zaczynało się układać tak, jakby cały wszchświat chciał mi ułatwić drogę do nowegon celu.

Ta czarodziejska różdżka, to pewność, że teraz, na tym etapie naszej egzystencji, właśnie tą drogą chcemy iść. Skąd się bierze ta pewność? Ze słuchania własnych potrzeb, z wrażliwości na własne uczucia i… gdzieś z dołu brzucha. Skąd się biorą rozwiązania? Z uważnego patrzenia co nam los rzuca pod nogi i potykania się o właściwy kamień.

„Jeśli naprawdę chcesz coś zrobić, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz wymówkę.”

Jim Rohn

Patrząc na moje doświadczenia rzucania się na głębokie nieznane wody bez kamizelki ratunkowej stwierdzam, że cała tajemnica powodzenia życiowej rewolucji tkwi w przekonaniu, że jej chcemy (i pamiętajmy, że wcale nie musi być nam źle, żeby zmiany chcieć- możemy chcieć żyć lepiej, lub po prostu inaczej). Nie, nie z przekonania, że jest słuszna- przecież nie jesteśmy nieomylni i nam też zdarzają się błędy, które też są elementem naszego rozwoju. Zbyt dużo czasu i energii poświęcamy zagadnieniu słuszności- na zastanawianiu się nad nim możemy spędzić całe życie, albo i dwa, i nigdy nie ruszyć z miejsca. A przecież to działanie z góry skazane na porażkę, wszak nie mamy szklanej kuli, przecież nigdy nie dowiemy się co się wydarzy, jakie konsekwencje przyniesie dokonana przez nas zmiana jeśli nie… spróbujemy! W momencie kiedy przestaniemy wróżyć z fusów i obliczać algorytm słuszności zmian, możemy skupić się na szukaniu rozwiązań, na potyczki z realnymi problemami jakie niesie nowa sytuacja, na prawdziwych działaniach. I nagle okazuje się, że owszem, skoczyliśmy na nieznane wody bez kamizelki ratunkowej, ale przecież nie ze związanymi rękami i tak naprawdę to wcale tu nie jest tak głęboko.

Więc jeśli naprawdę czegoś chcesz, przestań szukać wymówek, szukaj sposobów! Bój się, ale próbuj. Zrób pierwszy krok, nawet jeśli w czarnym tunelu nieznanego żadne światełko się jeszcze nie tli. Zobaczysz je, musisz tylko podejść bliżej. Los sprzyja szaleńcom, uwierz mi, dlatego nie bój się iść własną drogą. Nikt Ci fajnego życia za Ciebie nie zrobi, musisz sobie je zrobić sam.


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

56 komentarzy do “Nie bój się iść własną drogą

  • Filip Tu

    fajnie :). ja to zrobiłem pół roku temu i choć pojawiają się emocjonalne zawirowania, było warto. Głodny Świata pomaga nie gubić celu – a nigdy nie myślałem o blogowaniu :))). trzymam kciuki: za ten nowy etap, za kolejne, za wszystkie teksty, które powstaną o Kerali (do której niedługo jadę) i za Bloga Roku – choć tu mam nadzieję Cię trochę dogonić ;). Ściskam z Filipin!

  • kanoklik

    Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Wolę czegoś spróbować niż zastanawiać się co by było gdyby ….
    Podobnie jak Ty rzuciłam pracę, ja 6 lat temu. Od tamtej pory mieszkałam w dwóch państwach, a za 2 tygodnie przeprowadzam się do kolejnego. Pracuję jako wolny strzelec, więc mogę sobie pozwolić na częste i długie podróżowanie czyli tak jak lubię.
    Nie zamieniłabym ani jednej chwili z tych ostatnich lat 🙂

    Niech się dobrze dzieje !!!!
    buziaki
    Kasia

  • Izabela Ryba

    Hah, pamiętam jak rodzina i znajomi pukali się w czoło jak pierwszy raz powiedziałam, że pojadę na rok do Azji 😀 Fajnie jest robić to co się chce, nawet jeśli pozornie wydaje się to szalone. Wszystkiego dobrego!

  • Gadulec

    Może spotkamy się w Ameryce Południowej skoro masz zamiar dłużej tam zabawić 🙂 Piękny post, oby tak dalej, jesteś inspiracją i motywacją dla wielu osób!

  • Margaretka

    A ja mam takie czysto materialne obawy przed wyruszeniem w świat :/ No bo skąd wziąć pieniądze na takie wyprawy? Zawsze (lub prawie zawsze) na blogach podróżniczych różnego typu (fotograficznych, kulinarnych) przedstawiony jest sam miód. A zakładam, że mało która z takich odważnych osób jak Pani wygrała wcześniej w totka albo odziedziczyła spadek po wujku z Ameryki – a transport, lekarze, nocleg i jedzenie przecież kosztują. Jak zdobywa się środki na taki życie? Bo nie wierzę, by dało się bujać w obłokach za przysłowiowe „piękne oczy” 😉
    Czy podejmuje Pani jakąś pracę na miejscu, dorywczo? Jakim cudem starcza to na bajkowe podróże? Przepraszam że tak wprost ale ciężko mi przychodzi uwierzenie, że można tak po prostu urwać się z etatu i oddać się wojażom 🙂
    Pozdrawiam i jak zwykle podziwiam 🙂

    • Mary K.

      Droga Margaretko,
      To doprawdy nie jest aż tak trudne. Najtrudniej jest zacząć, ale to chyba oczywiste, ale po kolei.
      Jeśli już masz taki plan, żeby zacząć podróżować po świecie dobrze jest zacząć od założenia swojego bloga i strony na facebooku. Zaczynasz pisać o miejscach które odwiedziłaś, koniecznie o emocjach i wspaniałym poczuciu wolności, złym korpo i beznadziei „zwykłego życia”. I uwaga, wcale nie musisz się ruszać ze swojej kanapy na fotelu. W internecie masz tyle różnych zdjęć i opisów miejsc, a także zdjęcia ludzi do których jesteś podobna (niejaki Mateusz Grzesiuk tak zaczynał). To wszystko wrzucasz na w.w blog i FB, zaczynasz generować ruch na swojej stronie. Ruch na stronie to reklamodawcy a więc w perspektywie pieniądze. Pamiętaj o tym, ze im większe będzie zainteresowania twoimi postami, tym większe ryzyko wpadki. Więc w końcu jednak musisz gdzies pojechać, i zamieszczać własne zdjęcia. Ale z dochodem z reklam jest już łatwiej jak dobrze Ci pójdzie to na początek możesz zarobić z reklam ok 1000-1500 zł miesięcznie. W sam raz na przeżycie w jakimś tanim kraju azjatyckim albo ameryki południowej. Oczywiście jak masz jakiś własny kapitał, np oszczędności lub jakieś umiejętności któe mogła byś sprzedawać w podrózy tym łatwiej bedzie Ci zacząć.

      Generalnie jednak pamiętaj o tym ze na ludzkiej głupocie zarabia się najlepiej, a głupich ludzi święcie wierzących ze to co w internecie to prawda. I jeszcze jedno głupota jest na całym świecie, więc mozesz zarabiac w polsce i na całym świecie również.
      Wcześniej jednak musisz zadać sobie pytanie, czy jesteś na tyle bezczelna, żeby tak robić

  • karolina

    Przeczytałam właśnie Twojego posta narzeczonemu, wiesz co usłyszałam? „Ale pojechała”, dosłownie 🙂 Pojechałaś po bandzie i oby tak dalej! Motywuj, zachęcaj, pokazuj, że można. Iść za głosem serca, gonić marzenia, zdobywać nieosiągalne. Twoje posty sprawiają, że w mojej głowie wszystko szalej i wywraca się do góry nogami, rób tak dalej, a może już nie długo rzucę wszystko i pójdę w Twoje ślady.

  • Natalia

    Mam dokładnie tak, jak Karolina :))
    Ale też zadaję sobie te same pytania, co Margaretka…. 🙂 Jeździmy na trzytygodniowe wyprawy (wyszarpane z korpokalendarza) i wiele czasu i emocji na takich wyprawach właśnie schodzi na różnego rodzaju zmartwieniach i nerwach (gdzie spać? czy jest ciepła woda? zdążyć przed sjestą do sklepu! cholera, nie mamy już wody a tu podjazd długi, że przełęczy nie widać, bolą mnie plecy od materacyku, gdzie się oprzeć na kempingu, kiedy śpi się pod namiotem, za gorąco a tu podjazd i trzeba kręcić na rowerze, za zimno, pada i wieje, a tu zjazd na rowerze, itd., itd….). Gdybym miała tak się czuć w podróży życia, to chyba bym się zapłakała 😀

    • karolina

      A pamiętasz o tym wszystkim po powrocie? Każdy wyjazd się z tym łączy, ale z czasem tego albo nie pamiętamy, albo wspominamy z uśmiechem na twarzy, przynajmniej my tak mamy. Nie raz nas coś zaskoczyło, zirytowało, czasem aż sił brakowało i jak by się mogło, to by się od razu spakowało. Szukanie noclegu czasem nas pokonywało i w samochodzie czy na lotnisku spać nam się zdarzało. To jest cena, za marzenia, warto ją zapłacić? Wydaje mi się, że tak. Chyba każdy jest świadomy, że to przecież nie jest ciągła bajka. Podtrzymujemy się nawzajem na duchu i nie pozwalamy, by takie małe przeciwności zepsuły nam frajdę z wyjazdu. Trzeba dać na większy luz i tu o to chyba chodzi, żeby w pełni móc się z tego cieszyć 🙂 Wiem, że czasem trudno, sama ciągle to szlifuję 🙂

      • Natalia

        To różnie bywa, o części pamiętam, ale w zasadzie większość z tych rzeczy teraz wspomina się z uśmiechem, to prawda 🙂
        Słusznie, trzeba dać na luz, ja czasem bywam zbyt spięta 😉 bo nie jest tak, jak powinno według mnie być. Zawsze sobie powtarzam, żeby właśnie wyluzować, ale czasem ciężko 😉

        • Margaretka

          Gwoli wyjaśnienia – problemy podczas wyjazdów się zdarzają, często wyjeżdżam na weekendy bądź kilkudniowe wypady, i jestem z nimi jak najbardziej zapoznana, Radzę sobie nieźle, nie przytłacza mnie to i nie denerwuje – jestem całkiem niezły, organizatorem 😉 Ale ogranicza mnie praca i fundusze, jakie mogę na podróże przeznaczyć. To co mnie zastanawia to właśnie: jak podróżować bez stałego źródła dochodu? Za co? Tak po prostu 😉

          • muki

            Ludzie mająy własne mieszkania często je wynajmują, co daje im to stale źródło dochodu. Poza tym praca na miejscu (wszelkie wizy working holiday I inne, niektórzy robią coś na czarno, wolontariat, woofing). Inni korzystają z CS i autostop wiec wychodzi bardzo tanio, ktoś wydaje oszczędności poczynione wcześniej, wreszcie są ludzie, których dofinansowali rodzice, albo zwyczajnie sami są zamożni. Każdy orze tak jak może. Jeśli chcesz coś takiego zorganizowac to nie pytaj jak zrobili to inni tylko jakie Ty masz możliwości. Nie ma co roztrząsać, że ktoś inny od roku siedzi w Azji za pieniądze z wynajętego mieszkanie, jeśli samemu nie jest się właścicielem nieruchomości. To jest strata czasu, który można by poświęcić na szukanie realnego dla siebie samego sposobu.

  • Marta

    Pieknie napisane. Ciezko jest wyrazic cos takiego a jednak udalo Ci sie.
    Ja jestem dopiero na poczatku mojej drogi i fajnie mi sie czyta takie rzeczy, bo upewniaja mnie, ze podejmuje odpowiednia decyzje.

    Tak trzymac,

  • ANNA

    Witam, najdalej byłam w Izraelu, XI 2012 i wróciłam aby dokończyć prawo-dłuższa historia.
    Kolega z wojskowej rodziny o takim tez podejsciu i ten człowiek do dzisiaj przezywa,że jestem odwazna ITP ITS, A TO BYŁ SPONTAN, JAK I WYJAZD DO sALONIK z zamiarem wejscia na ich najwyzszy szczyt oistało sie na górze Skolio:) ale ok. Ja zawsze mu od wtedy powtzrzałam ,że jest co nAJMNIEJ KILKA BARDZIEJ ODWAZNYCh osób i np Ola , Julia, Magda-, /szymon etc…

    no ale jezeli ostatnio usłyszałam bedzie Cie to duzo kosztować sam przelot to qrwica mnie strzeliła bo takiego reksrtu od wykształconej osoby to… rece opadaja i na nic ,ze LOT ma w sprzedazy bilet za około 600 zł, ze jest b dobry hostel z równie dob rym jedzeniem, nie najsmutniejsze jest to kiedy człowiek nie ma z kim porozmawiać wymienic opiniami ach…ten kraj jest dla mnie za mały

  • Agnes Wilk G

    Fajnie wiedzieć, że są takie osoby, jak Ty. Takie, które się nie boją, biorą się w garść i idą za marzeniami. Jesteś piękną i odwarzną kobietą. Wielu przygód Ci życzę (:

  • molo

    Właśnie, jeśli czegoś się chce to oprócz tego zniewalającego czasami strachu masz gdzieś z tyłu głowy, że robisz dobrze i to trzyma Cię przy życiu w tym okresie zawirowań i zmian. Wymówki zawsze się znajdą, gorzej z odwagą. Podziwiam i pozdrawiam, życzę powodzenia!

  • Mama kręci

    Najtrudniejszy pierwszy krok – naszej głowie.. Moim ulubionym cytatem, ktory przeczytałam w czasach liceum ,,I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie by udało Ci się to osiągnąć” P.Coelho. Od niego wszystko sie zaczęło.. zastanawianiem sie nad sensem istnienia.. styl pisania o podróżowaniu i odkrywaniu nowych miejsc zaszczepił u mnie ciekawosć.. przerażało mnie codzienne zycie w monottoni.. spedzonych 8 czy nawet 10-12 godz w pracy nie dajacej zadnej satysfakcji.. i do tego narodziny mojego dziecka i rozstanie z jego ojcem spowodowały przełom w moim zyciu.. choc poczatkowo było ciezkie.. Rola matki opiekującej sie dzieckiem i przejecie roli ojca w formie zarabiania pieniedzy.. minely 2 lata i z tego sie teraz smieje i wszystko jest dla mnie zabawą.. podróżuje, jezdze na rowerze rekreacyjnie z dzieckiem i na zawody, nauczyam sie szyć na maszynie i dzieki temu dorabiam sobie pare groszy na nasze wyjazdy.. poznaje ciekawych ludzi, rozwijam się.. po prostu życie jest piękne!! zapraszam do obejrzenia filmiku opowiadającą o mojej rowerowej pasji:) https://vimeo.com/173824912

  • MichalTraveler

    Fajny post. Bardzo motywujesz do podjęcia pidobnego działania. Cieszę się, że tak wszystko Ci sie dobrze poukładało i życze wytrwałosci w tym co robisz. Mam nadzieję, że wydasz niedługo kolejną książkę bo poczytałoby sie coś fajnego 😊 Pozdrawiam Cie serdecznie 😊

  • Dagmara

    „Nikt Ci fajnego życia za Ciebie nie zrobi, musisz sobie je zrobić sam”-ten cytat będę powtarzać jak mantrę.
    Post jak promyk słońca.Dziękuję.