Książka: To nie jest miejsce dla Gringo – KONKURS 25 komentarzy


Przyznam, że bałam się recenzowania książki Sergiusza Prokurata „To nie jest miejsce dla gringo”. Bałam się z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że Sergiusza znam osobiście- to on odkrywał przede mną tajemnice azjatyckiej kultury podczas mojej pierwszej podróży po Azji Południowo- Wschodniej, już wtedy jako doświadczony podróżnik i pasjonat tego regionu świata (on mieszkał wtedy na Bali, a ja pierwszy raz w życiu widziałam karambolę). Cenię wiedzę Sergiusza na temat krajów Azji, ale książka ta traktuje przecież o Ameryce Południowej! A poza tym „wiedzieć”, nie musi się wcale równać „umieć ciekawie pisać”. A jak wiadomo, osoby które znamy i lubimy, trudniej krytykować i to jeszcze publicznie. Po drugie, już za trzy tygodnie ląduję w Boliwii, a tytuł wskazuje, że historie opowiedziane w książce, mogą narobić mi stracha. Ciekawość była jednak silniejsza. I całe szczęście!

Sergiusz pisze o swojej samotnej podróży po krajach gringoAmeryki Południowej bez lukrowania i bez pudru. Na kartkach jego książki rozpędzone samochody wypadają z zakrętów, uzbrojeni bandyci napadają na autokary, a tytułowy „gringo” jest synonimem znienawidzonego imperializmu Stanów Zjednoczonych i… ignorancji. Taki kubeł zimnej wody na głowę przyda się moim zdaniem każdemu podróżnikowi, który stracił czujność opatrzony pięknymi obrazkami. Nie chodzi o to żeby się bać, chodzi o to żeby być ostrożnym. Sięgając po „To nie jest miejsce dla gringo” spodziewałam się właśnie takich mrożących krew w żyłach historii, zaskoczyło mnie jednak (bardzo pozytywnie), że to nie one są bazą i głównym wątkiem książki. „To nie jest miejsce dla gringo” jest bowiem zbiorem niezwykle ciekawych opowieści wyjaśniających kluczowe dla zrozumienia sytuacji krajów Ameryki Południowej zagadnienia. Przeczytamy w niej zarówno o kolonialiźmie, bananowych republikach, kokainowych kartelach w Ameryce Południowej i historii kariery koakainy w Europie, wojnie o guano, jak i źródle słowa „gringo”. Lubię, gdy po lekturze książki czuję się trochę mądrzejsza, a „To nie jest miejsce dla gringo” Sergiusza Prokurata jest świetnym źródłem wiedzy o problematyce krajów Ameryki Południowej. Udało mi się również wychwycić z lektury kilka zabawnych anegdot, co cenię jeszcze bardziej. Brawo Sergiusz!

UWAGA KONKURS!

Lubię dzielić się z Wami wszystkim co dobre, dlatego mam dla Was dwa egzemplarze książki „To nie jest miejsce dla gringo”. Żeby wziąć udział w losowaniu jednej z nich, napisz w komentarzu pod wpisem, który kraj Ameryki Południowej chciałbyś odwiedzić najbardziej i dlaczego. Konkurs trwa do 20 marca 2016 do północy (czasu polskiego). Lauraci zostaną ogłoszeni na blogu, nagrody zostaną wysłane pocztą wyłącznie na polski adres (więc jeśli mieszkasz za granicą, będziesz musiał podać do wysyłki adres grzecznościowy w Polsce). Powodzenia!

WYNIKI KONKURSU

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i ogłaszam, że książki „To nie jest miejsce dla gringo” wędrują do Izabeli Ryby i Iwony Wolkowicz. Dziewczyny prześlijcie mi swoje adresy korespondencyjne!


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

1000 tytułów z rabatem do 33%


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

25 komentarzy do “Książka: To nie jest miejsce dla Gringo – KONKURS

  • Monika

    Chciałabym odwiedzić Kolumbię. Po raz kolejny 🙂
    Kolumbia jest jednym z najfantastyczniejszych krajów, które kiedykolwiek odwiedziłam – rzadko kiedy spotyka się tak towarzyskich i rozmownych ludzi, że człowiekowi najlepiej podróżuje się samemu. Poza tym to niesamowici zróżnicowany kraj – mamy karaibskie plaże, wysokie góry, dżunglę, ruiny, plantacje kawy, kolonialne miasteczka… Tak jak mówią w reklamie: Kolumbia, jedyne niebezpieczeństwo polega na tym, że nie będziesz chciał wyjechać 🙂

  • Marta

    Ponieważ Kuba się pewnie nie liczy (przez położenie), a szkoda, bo auta, bo cygara, bo wszechobecna salsa.. To ja obstawiam Peru. Dlaczego? Bo musze znaleźć miejsce, które „przebije” Nepal i pomoże mi się odkochać, a Peru jest w stosunkowo zachęcającej odległości. Poza klasyką jak np. Machu Picchu bankowo lokalny folk w każdym wydaniu: muzyka, taniec, sweterki z alpak, cudne góry, Arequpita (bo słyszałam, ze warto, a bankwo warto sprawdzić czy warto), Puno z jeziorkiem (choć to chyba nie do końca trafne określenie), Nasca ze znakami w polach, Titicaca i nieśmiałe zahaczenie o Boliwię (no co? przecież to już blisko).

    • Izabela Ryba

      Chile. Bo Ziemia Ognista to doskonałe miejsce na start w Ameryce Południowej. Patagonia jest piękna na zdjęciach, więc musi być super na żywo. Bo w jednej chwili można być nad morzem a za chwilę w niesamowitych górach. A takie krajobrazy można podziwiać bez końca, pedałując niespiesznie na północ ku kolejnej granicy i kolejnej niewiadomej. A kiedy rowerowanie się znudzi, wyskoczyć na chwilę na długi „spacer” w Andy, posłuchać wiatru.
      P.S. Baw się świetnie w Boliwii!

  • Ania

    Kiedyś, jeszcze jak byłam mała, gościliśmy w domu jakichś dalekich krewnych. Przybyli oni z dalekich krajów, a ja nie mogłam spać tamtej nocy po ich wizycie i barwnych opowiadaniach…dlatego chciałabym odwiedzić Boliwię, bo opowieść o pustyni solnej utkwiła mi do dziś w pamięci…będzie to dla mnie nie tylko podróż do nowego kraju, ale też powrót do czasów pięknego dzieciństwa

  • Kasia Paczek

    Wenezuela – to dopiero nie jest kraj dla gringo. Marzę by tam pojechać, nie tylko dla Roraimy i Angel Falls, ani nawet dla Wenezuelczyków, którzy są jednymi z najmilszych ludzi na świecie, ale dlatego że ostatnio stchórzyłam. 20 km przed granicą zapaliła mi się czerwona lampka w głowie, zawróciłam motor i odjechałam w przeciwną stronę. Chciałabym być odważniejsza i dać Wenezueli drugą szansę – choć może tym razem nie na motocyklu. Podobno publicznym transportem jest bezpieczniej. 🙂

  • Michał

    Najbardziej chciałbym odwiedzić Ekwador, ze szczególnym uwzględnieniem Wysp Galapagos. Moi przyjaciele wołają na mnie żółw i twierdzą, że właśnie tam jest moje miejsce, gdyż pewnie tam się narodziłem. Poza tym byłbym wtedy wśród swoich 😀

  • Ola

    Boliwia, a w szczególności Salar de Uyuni czyli największe solnisko na świecie 🙂 Widoki zapierają dech w piersiach (przynajmniej na zdjęciach 😉 ) Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę na żywo 🙂

  • muszynianka

    Argentyna – nic nie obezwładnia człowieka, tak jak potęga natury. Na zapierajacy dech w piersiach Perito Moreno mogłabym się gapić godzinami….i na wodospady Iguazu też… Zgubiłabym się gdzieś na szlakach w El Chalten…odnalazła gdzieś na końcu świata z pingwinami, przepłynęłabym Beagle Channel i pomachała z daleka złowieszczemu Horn…
    eh… a potem winko w Mendozie, milonga w Buenos Aires i żyć tak, jakby jutra miało już nie być 😉

  • itti

    Patagonia – kraina geograficzne na terenie Chile i Argentyny bo można tam jeszcze doświadczyć natury w jej nqajpiękniejszej formie – surowej !

  • Zocha

    Niektórzy jeżdżą dla słońca. Inni dla gór. Jeszcze inni dla ludzi. Ja jednak pojadę kiedyś dla wiatru, który właśnie tam nie ma żadnych barier i spróbuje się z nim pościgać – oczywiście w Patagonii

  • Paula

    od jakiegos czasu marze o Chile. Musze sprawdzic czy stara milosc nie rdzewieje i czy na zywo wyglada tak samo wspaniale jak na jego zdjeciach;)

  • PaulinaNika

    zaczełabym od Brazyli, ponieważ apetyt mam na caly swiat trudno jest wybrac jeden kraj, jedno miejsce, Brazylia, bo to kraj ogromnych kontrastów, pieknych widoków, ludzi, także dlatego ze w tym kraju znam kogos, wiec podroz nie zaczela by sie tak obco. ach rozmarzylam sie…

  • Iwona Wołkowicz

    Trudne pytanie, bo kusi mnie Ameryka Południowa w całości:) Mam sentyment do niej, bo spędziłam tam kawałek mojego dzieciństwa:) Ale myślę, że najbardziej chciałabym zobaczyć Brazylię, a właściwe takie wyspy Fernando de Noronha, na które udało mi się kiedyś dopłynąć żaglowcem, a dziś znów chciałbym je zobaczyć.. bo wtedy były dzikie, wydawały całkowicie odizolowane od świata, piękne, bo była to dla mnie ogromna przygoda, którą na nowo chciałabym przeżyć..

  • Jusi

    Oprócz tego, że chciałabym zobaczyć wszystkie kraje Ameryki południowej to jeśli musiałabym wybierać tylko jeden z nich to wybrałabym Boliwię! Powodów jest wiele! Główny z nich to oczywiście największe solnisko na Ziemi Salar de uyuni. Myślę,że zajmuje on miejsce numer jeden na mojej liście rzeczy do zobaczenia. W tym roku odwiedziłam Pamukkale w Turcji, które jest namiastką Salar de uyuni (pomijając fakt,że składa się ze skał wapiennych). Myślę,że wrażenie musi być podobno, wszechobecna biel aż po horyzont. Druga rzecz do panie w melonikach. Jezioro Ticitaca. Myślę,że obydwie rzeczy każdy kojarzy jeszcze z lekcji geografii. Taki klasyk jak Egipt i piramidy, który chciałoby się zobaczyć 🙂 I oczywiście lamy na wolności.

  • Alicja Kubiak

    Brazylię. Dlaczego? Jest to kraj wielu kultur, wielu cywilizacji. To tu nowoczesnosc miesza sie z wręcz prymitywizmem.Ale za to jakim! Lubie jezdzic tam, gdzie sie czegos ucze, gdzie pozjae nowe. W Brazyli jest wszystko Rio de Janerio ze swoimi najnowszymi, bogatymi dzielnicami oraz z favelami…Brasilia contra np Salvador, Tereny Amazonii, jej bogactwo floty i fauny, plemiona Indianskie i ich kultutry..to wszystko, cale bogactwo zarowno namacalne jak i to kulturowe, ta roznorodnosc, ktora jest kopalnia wiedzy dla niejednego podroznika przyciaga. Opuszczajac Brazylię, jesli sie umie obserwowac, wyjezdza sie o wiele mądrzejszym i tez ciekawszym swiata. Bo jedno doswiadczenie zacheca do przezyci drugiego. 🙂

  • Terteus

    Moim wymarzonym miejscem jest Peru. Już w wieku 6 lat, czytając o hiszpańskich konkwistadorach szalbierczo napadających na inkaskie plemię byłem zafascynowany zetknięciem tych dwóch cywilizacji. Mitycznym Eldorado. Atahualpą. Fantazje o odkrywaniu skarbów w jaskiniach na zboczach Machu Picchu były co dzienną przygodą, a mapa znaczona liniami określającymi trasy wyimaginowanych podróży. Marzenia pozostały, więc mapy się pewnie przydadzą 😉 fajnie byłoby zrealizować te fantasmagoryczne wizje!

  • Agata

    Mój wybór padł na Peru! Jeśli muszę wybrać tylko jeden kraj, to chcę zobaczyć miejsce, które jest kwintesencją moich dziecięcych wyobrażeń o tajemniczej Ameryce Południowej. Marzą mi się kondory w Kanionie Colca, alpaki skubiące trawę wokół Machu Picchu, które w mojej wyobraźni nadal jest magiczne i pozbawione hordy turystów. Chciałabym pójść na targ w Cuzco i mieć dylematy typu „którą kolorową czapkę wybrać?!” i jak powstrzymać się od fotografowania warkoczy tych wszystkich czarnowłosych kobiet. Chcę chłonąć kurz na drogach, błękit nieba i pełną gamę peruwiańskich barw.

  • Martyna

    Od dziecka ciągnęło mnie do Peru, a marzeniem było (i nadal jest) zobaczyć na własne oczy Machu Picchu, owiane poranną mgiełką:). By odwiedzić, wspaniałe, naładowane energią wszechświata piramidy, to musi być dopiero coś! Poczuć to, co Inkowie czuli wieki temu. Podziwiać lamy, alpaki i wikunie przechadzające się po górskich stokach, posmakować południowoamerykańskiej kultury i tradycji. By zjeść prawdziwego, niechemicznego banana, prosto z peruwiańskiego targu :). By zobaczyć majestatyczne jezioro Titicaca i pływające po nim wioski :). By móc podziwiać piękne krajobrazy, dzikie zwierzęta i kolorowe ptaki! By móc zanurzyć się w kulturze Indian i zapomnieć o otaczającym nas w Europie systemie i pędzącym świecie. Tyle i jeszcze więcej powodów, dla których chciałabym pojechać do Peru i zgubić się tam na troszkę dłużej, by poczuć wolność i radość z życia :).

  • Maja

    Najbardziej chciałabym odwiedzić Wenezuelę. Dlaczego? Powodów jest kilka. Może zacznę od tego bardziej typowego. Od dziecka chciałam się nauczyć języka hiszpańskiego. Taka okazja nadarzyła się kiedy zaczęłam uczęszczać do gimnazjum, tak rozpoczęła się moja przygoda z tym językiem. Naukę w klasie dwujęzycznej kontynuowałam także w liceum, więc język opanowałam na wysokim poziomie. Jak wiadomo krajów, w których używa się tego języka jest wiele, jednak Ameryka Południowa pozostała dla mnie nieodkrytym lądem. Jak do tej pory z krajów hiszpańskojęzycznych odwiedziłam tylko Hiszpanię. Po liceum nadszedł czas wyboru kierunku studiów – padło na sinologię. Hiszpański chwilowo poszedł w odstawkę, ponieważ kilka miesięcy poświęciłam intensywnej nauce języka chińskiego. Wszystko zmieniło się, kiedy wyjechałam na stypendium językowe do Pekinu. Okazało się, że do mojej grupy trafiła także pewna Wenezuelka. Dzięki mojej znajomości hiszpańskiego z łatwością nawiązałyśmy ze sobą kontakt. Szybko odświeżyłam prawie nieużywany język, a dziewczyna okazała się moją bratnią duszą i bliską przyjaciółką. Dzięki niej wiele dowiedziałam się o krajach Ameryki Południowej, po zajęciach często wspólnie smażyłyśmy arepas – jej ukochaną przekąskę, o której istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Muszę przyznać, że dzięki Marii mój poziom hiszpańskiego znacznie się podniósł i wzbogaciłam go o nowe, nieznane wcześniej wyrażenia, typowe dla Wenezueli. Niestety, po roku mój pobyt w Chinach dobiegł końca i musiałam wrócić do Polski. Moja przyjaciółka została w Chinach, jednak nadal utrzymujemy ze sobą kontakt. Mam nadzieję, że pewnego dnia uda mi się ją odwiedzić i znów razem przygotujemy arepas – tym razem już w Wenezueli. 🙂

  • SW

    Chciałabym oczywiście odwiedzić wszystkie kraje, jednak ostatnio często myślę o Wenezueli. Zobaczyłam program Martyny Wojciechowskiej „Kobieta na krańcu świata”, w którym pokazano skąd tak na prawdę bierze się uroda Wenezuelek. Świadczy to o absurdzie jaki w tym kraju panuje i właśnie między innymi z tego powodu chciałabym ten kraj poznać.