Kemping na Salar de Uyuni 13 komentarzy


Miejsca w Boliwii, na zobaczeniu których zależało mi najbardziej to Eduardo Avarora National Reserve z (między innymi) wulkanem Lincancabur, najwyżej położona na świecie stolica czyli La Paz, wulkan Sajama, jezioro Tikikaka i oczywiście największe na świecie solnisko: Salar de Uyuni. Zanim tu jednak przyjechaliśmy, nasłuchałam się i naczytałam opowieści o tym, że wjechać na Salar można tylko wypożyczonym samochodem z przewodnikiem, że nocować trzeba w hotelu na wyspie, że wjazd jest płatny i tak dalej. Znając moją niechęć do zorganizowanych wycieczek i do sytuacji, gdy coś muszę, możecie sobie wyobrazić moją radość, gdy doszukałam się kolejnych relacji podróżników, którzy nie tylko wjechali na Salar de Uyuni własnym samochodem bez żadnych przeszkód, ale i spali na dziko, na własną rękę, zdala od tłumów turystów, otoczeni tylko kaktusami i ciągnącą się po horyzont solną pustynią.

Salar de Uyuni iskrzył się w słońcu jak świeży śnieg już z daleka, na długo zanim piaszczystą, wyboistą drogą dojechaliśmy do jego południowego brzegu. Wjechaliśmy na biało-szary solny szlak wyznaczony śladami terenowych kół naszych poprzedników, by za chwilę, po zbadaniu terenu tupnięciem nogi (sół twarda jak skała!) zboczyć z głównej ścieżki w poszukiwaniu najlepszego miejsca na kemping. Tak, postanowiliśmy spać na Salar de Uyuni pod namiotem!

Adrien nie mógł odmówić sobie przyjemności wciśnięcia gazu do końca, gdy samochód lekko sunął po gładkiej powierzchni, ja (gdy zwolnił), wejścia na dach, by podczas jazdy chłonąć niepostykane piękno białej pustynii. W końcu znaleźliśmy idealne miejsce na nocleg- koralową wyspę, której położenie obiecywało osłonę przed silnym wieczornym wiatrem, a twarde podłoże brak problemów z opuszczeniem biwaku ciężkim samochodem na drugi dzień.

Jeszcze zanim przygotowaliśmy nasz obóz, wspięliśmy się na szczyt porośniętej kolczastymi krzewami i olbrzymimi kaktusami wyspę, by podziwiać nieziemką pamoramę. Nazbieraliśmy suchych gałęzi na ognisko, rozstawiliśmy namiot, rozłożyliśmy naszą polową kuchnię i zabraliśmy się za przygotowanie kolacji, gdy nieopodal zatrzymały się dwa motory. Od razu rozpoznaliśmy sylwetki motocyklistów, z którymi mijaliśmy się już dwa razy na południu Boliwii. Wesoła trójka z Nowej Zelandii przyłączyła się do nas i przy cieple ogniska i podróżniczych opowieściach podlewanych boliwijskim piwem upłynęła nam noc.

A co robiliśmy na drugi dzień? To co się robi na Salar de Uyuni! Wyginające perspektywę na wszystkie strony zabawne zdjęcia. Niestety solnisko było zbyt suche, by zobaczyć słynny efekt lustra, czyli nieba odbijającego się w tafli wody pokrywającej Salar, ale… przecież życie nie kończy się teraz. Jeszcze będzie (a jak nie będzie, to się ją zrobi) okazja.

Aleksandra Świstow

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

boliwijskie kaktusy

podróż samochodem przez Boliwię

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

Salar de Uyuni


Trasę podróży A&A dookoła świata możesz śledzić TU.

Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!





O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 komentarzy do “Kemping na Salar de Uyuni