Jak się jest młodym, zdrowym i bogatym… 182 komentarze


Leżę w namiocie i skręcam się z bólu. Zaczął się gdzieś w okolicy żołądka, na drodze do Arequipy i skrętem kiszek przeszedł do podbrzusza, skąd promieniuje na plecy. Nie mogę się ruszyć, nie mogę nawet zaczerpnąć głębszego oddechu- tak boli. Leżę, po policzkach płyną mi łzy, a ja modlę się do wszystkich bogów, o których słyszałam (mimo że jestem niewierząca) by to była „tylko” przypominająca o sobie endometrioza (o której pisałam już TU kilka lat temu i wiem, że mój coming out pomógł kilku z was się zdiagnozować, co mnie ogromnie cieszy, bo z tą mendą walczyć trzeba). Przy endometriozie, na którą choruję od lat, to normalka, że zwijasz się z bólu. To normalka, że skręca ci kiszki, że zdarza ci się ocknąć na podłodze toalety, po tym jak zemdlałaś z bólu czołgając się by zrobić siku.

Endometriozę udało mi się odrobinę wyciszyć (nie wyleczyć, bo jak do tej pory, jest chorobą nieuleczalną), ale nie że bez poświęceń. Wypadające garściami włosy i starczy trądzik, który pozostawił głębokie blizny na mojej twarzy, to tylko niektóre ze skutków ubocznych terapii, przez którą przeszłam. Więc czy to moje „forever with you” choróbsko się odzywa, czy może guz na jajniku, nad którym lekarze chwilę zanim poleciałam do Ameryki Południowej debatowali, czy wytrzyma jeszcze kilka miesięcy, czy nie. A może mam wrzody? W sumie by mnie to nie zdziwiło biorąc pod uwagę jakim nerwusem jestem (jak chyba większość osób z syndromem DDA- o tak, dzięki tato!).

No więc leżę tak skręcając się z bólu, po policzkach płyną łzy, przez ciało co i raz przechodzi dreszcz i myślę sobie (poza zaklinaniem wszystkich bogów i boginek by mnie ten ból na stół operacyjny pilnie nie zaprowadził) o tych z was, którzy kierują do mnie (w mailach i komentarzach) słowa, że jak się jest młodym, zdrowym, bez kredytu, to można sobie tak beztrosko ruszać w świat i o spełnianiu najbardziej szalonych marzeń się wymądrzać. I o tych, którzy pytają mnie skąd ja mam „na to wszystko” pieniądze lub skąd oni je mają wziąć. Hmm…

Zdrowie

Jak już zapewne zorientowaliście się z powyższego, rozpaczliwego i przydługiego wstępu, okazem zdrowia to ja nie jestem. I co, podróżuję? Zapuszczam się w wysokie góry i na rozległe pustynie, gdzie ewentualnie szaman kurzym jajkiem może mnie próbować uzdrowić jak będę potrzebowała lekarza. Ktoś powie, że nie powinnam, że to nie odpowiedzialne… Może nie powinnam, ale chcę, bardzo chcę. A Ty?


Kredyt

Ale to nie koniec, uwaga! Majtki w dół! Mam kredyt na mieszkanie. I to we frankach. Czy biorąc go myślałam o tym, że zakładam sobie na szyję smycz na (nie uwierzycie…) 30 lat? Czy znałam ryzyko wynikające ze zmian kursów walut? Nie. Byłam po prostu młodą  dziewczyną zmęczoną dziesięcioletnią tułaczką z jednego wynajmowanego mieszkania do drugiego, miałam dość nieprzyjemnych właścicieli i współlokatorów, którzy wyjadali mi jedzenie z lodówki, zapychali kibel i nie zmywali po sobie naczyń. Chciałam mieć dom. Za to pragnienie (i trzydziestojedno metrowe mieszkanie) przyszło mi słono zapłacić. Nawet wynajęte samo się nie chce cholerstwo spłacać. I co? Mam się przypiąć łańcuchem do kaloryfera i zapłakać? Pewnie, że łatwiej by się podróżowało bez konieczności pilnowania rachunków za prąd, bez zdalnego poszukiwania kolejnych lokatorów, bez konieczności „wykopywania spod ziemi” dodatkowych kilku stówek co miesiąc. Ale wzięłam ten kredyt, kupiłam to mieszkanie i nie da się tego cofnąć. A podróżować chcę, bardzo. A Ty?

Młodość

Tu mnie trochę macie, bo ze swoimi niemal 34 latami co prawda nie zaliczam się już do młodzieży, ale wciąż do młodych. Tylko, że ludzie w moim wieku, w naszej kulturze, są na etapie wybierania kafelków do nowej łazienki i imion dla dzieci (i to raczej drugich), a nie kraju włóczęgi. I jakbym nawet o tym swoim odstawaniu od rzeczywistości na chwilę zapomniała, to mi zaraz ktoś, kogo to w oczy kole przypomni. Że mam 34 lata, nie mam „nic” i mieszkam w samochodzie. Ale ja chcę tak, bardzo podróżować chcę. A Ty?


Dzieci

Ktoś z was powie, że nie mam dzieci to mi łatwiej. Jasne, że łatwiej! Ale posiadanie dzieci (lub nie) też jest wyborem. Poza tym, powiem wam, że spotykam tylu podróżujących z dziećmi (od kilkumiesięcznych do takich w wieku szkolnym, które rodzice sami uczą), że ten „dzieciowy” argument też mam czelność (choć odrobinę mniejszą) wyśmiać.

Pieniądze

I w końcu nadszedł czas a mój ulubiony argument/zarzut/wymówkę. Pięniądze! Skąd ja je biorę, skąd wy je macie wziąć? Oj powiem wam, że zanim zaczęłam przygodę z blogowaniem podróżniczym, nigdy tak dużo o pieniądzach mówić nie musiałam… No więc uwaga, uwaga! Usiądźcie wygodnie, bo to będzie wiekopomne odkrycie! Pieniądze na podróże trzeba… zarobić! Eureka! No choćby skały srały, manna z nieba nie spadnie. Z tegoż to powodu nie zaczęłam wielkich podróży u progu dwudziestki, a niemal dziesięć lat później. Teraz owszem, blog zdobył popularność i zdarza się, że nie muszę płacić za hotel, za bilety lotnicze, za różne atrakcje (nie muszę płacić pieniędzmi, ale płacę swoją pracą), ba, czasem to mi za pojechanie gdzieś płacą, ale to się zdarza raz na jakiś czas, za zdecydowaną większość swoich podróży, noclegów, jedzenia muszę płacić pieniędzmi, które muszę wcześniej zarobić (a jak nie ja, to mój partner- jak w stacjonarnym życiu). A jak się pieniądze zarabia? Najlepiej i najprościej wykorzystując swoje umiejętności. Ja na przykład umiem całkiem nieźle pisać, mówię biegle po angielsku, jestem dobrym mówcą, mam duże zdolności organizacyjne i znam się trochę na zarządzaniu projektami.  A Ty? Nie mam pojęcia. Sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie.

I po co to wszystko?

I czemu ja to wszystko piszę? Bo mnie najzwyczajniej w świecie wkurza takie myślenie na łatwiznę w stylu „jemu się udało bo miał łatwiej, mi nie wychodzi bo mam trudniej”. A może za słabo się starasz? Może chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko? A nawet jak ktoś miał łatwiej, to co? To masz tanią wymówkę, żeby odłożyć swoje marzenia na półkę „nigdy nigdy”? Nawet jak ktoś dostał ten spadek po mitycznej cioci z Ameryki, wyszedł bogato za mąż i za to podróżuje, to co? To jego podróże są gorsze? To Ty możesz wrosnąć tyłkiem w kanapę, bo Tobie się tak nie poszczęściło? No możesz, wszystko możesz, pytanie tylko czy tego właśnie chcesz. Jeśli nie, to dupa w troki i jazda! Skończ z wymówkami, staraj się mocniej, pracuj ciężej na swoje marzenia. No właśnie: na swoje! Bo z podróżami jest trochę jak z seksem w trójkącie- niemal każdy o tym fantazjuje, ale tylko część naprawdę tego chce, a jeszcze mniejsza grupa wciela swoje fantazje w życie. Czy Ty naprawdę chcesz podróżować? Czy jesteś w stanie poświęcić na ten cel swoją wygodę, poczucie bezpieczeństwa, bliskość przyjaciół i rodziny? Nie? No i świetnie! Przecież nie ma przymusu podróżowania, nigdzie nie zostało napisane, że odwiedzenie Machu Picchu musi się obowiązkowo znaleźć na liście naszych marzeń.

Tak się składa, że mam młodszą siostrę, która nigdy nie była za granicą (serio). I jest super szczęśliwą, wspaniałą osobą (love you sis!). Ma świetną rodzinę, wspaniałe córki, piękny dom, spokojne, poukładane życie. Ma wszystko to, czego nie mam ja, a ja mam wszystko to, czego nie ma ona. I każda z nas żyje sobie swoim życiem, swoim szczęściem, które sama wybrała i kibicuje drugiej na tej jej zupełnie innej ścieżce. Bo czy jakieś szczęście jest lepsze? Lepsze niż nasze? To po cholerę komuś jego własnego szczęścia zazdrościć? Przecież tylko my sami możemy zbudować sobie swoje własne. Złożone z naszych osobistych, unikalnych klocków, tego na czym nam naprawdę zależy, a nie przelotnych fantazji i zachcianek, na poczet których nie potrafimy nic poświęcić.

Ja bardzo chcę podróżować. A Ty?

Aaaaa! I już czuję się lepiej!


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!





O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

182 komentarzy do “Jak się jest młodym, zdrowym i bogatym…

  • Elizabeth Magdalena Hibowska

    Zgadzam się z Tobą całkowicie. Tez często słyszę wręcz zarzuty, ze Tobie to łatwiej, bo jesteś odważniejsza, znasz język, masz kasę(hallo!!! przecież nie z nieba!!! ) a ja to taka cicha myszka jestem…. wymówki, wymówki, bo tak łatwiej

  • Urszula

    Kiedy wyświetlają mi się nagłówki Twoich artykułów i czuję, że to ta tematyka, to aż boję się je otwierać, bo odwagi ciągle za mało, a marzenie o podróży dłuższej niż roczny erasmus kiełkuje i drapie od wewnątrz od dawna.. 🙂 Pozdrawiam i życzę zdrowia!

    • Pojechana - The Real Gone

      Mnie też… Nie ma nic za darmo, nawet jak nie płacimy pieniędzmi to płacimy swoją pracą, doświadczeniem, czasem, etc. A jak rzeczywiście nie płacimy niczym, to płaci ktoś inny. Z drugiej strony ludzie, którzy nie podróżują długoterminowo często mają bardzo przerysowane wyobrażenia o podróżniczym budżecie. Mnożą koszt swoich jednych w roku wypasionych dwutygodniowych wakacji przez czas jaki podróżnik okrążający glob spędza w drodze i wychodzi rzeczywiście jakaś nieosiągalna fortuna.

  • Kasia

    Jeden z lepszych tekstów, jakie czytałam. Naprawdę mną wzdrygnęło. Nie dlatego, że napisałaś o magicznych sztuczkach, jak tanio podróżować itd., ale właśnie dzięki niesamowitej szczerości, która porusza i zapewne osoby patrzące na ludzi podróżujących schematami postawiły do pionu. Aby coś w życiu osiągnąć trzeba się porządnie napracować, nic samo się nie zrobi i nie spadnie z nieba. Taka prawda. 🙂

  • Monika

    Super napisane, każdy może podróżować i jak chce, mnie osobiście wkurza jak moi znajomi mówią no tak was stać dwa dochody ale nikt nie widzi że coś za coś że biorę dodatkowe dyżury a partner dodatkową fuchę że każdy zaoszczędzony grosz ląduje w skarbonce, że nie ubieram się w markowe ciuchy i nie używam super kosmetyków, włosy robi mi córka, nie palę a przede wszystkim szukam…szukam promocji we wszystkim w czym się da to też jakiś sposób,jak ktoś chce to zaoszczędzi kasę na podróże, praktycznie co weekend gdzieś wybywamy, to małe wycieczki ale także po Europie podróżujemy, nie potrzebujemy hoteli all inclusive, wystarczy hostel za parenaście euro kto chce znajdzie sposób, pozdrawiam

  • Ale Jazda

    W samo sedno! Ludzie czasem myślą, że podróż to błękitne niebo, basen, drink z palemką, że cały czas jest różowo, że chodzimy wiecznie wypoczęci i co my w ogóle robimy całymi dniami? Niektórzy zazdroszczą, ale ciekawe czy byliby w stanie poświęcić wszystko a potem wracać do niczego. Nie ma co zazdrościć. Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia!

  • Aleksandra Staszewska

    Ale ja nadal nie wiem skąd Ty bierzesz ten hajs! 😉 😛 A tak na serio – kasuj takie wiadomości od razu i rób swoje! Ja kibicuję i podziwiam 🙂 A Machu Picchu wpisałam ostatnio (podobnie jak Tomek) na swoją listę do zobaczenia 🙂

  • Ewa

    Pięknie powiedziane. Nic chyba bardziej nie wkurza niż to magiczne „skad ty masz na to pieniadze” albo, że „na pewno masz sponsora”. Jak jedyne co się w życiu robić potrafi to zazdrość i ciagłe narzekanie to nic dziwnego, że pozostaje siedzenie na kanapie. Bo właczenie TV jest znacznie prostsze niż zmiana pracy, zorganizowanie wyjazdu a przede wszystkim wzięcie życia we własne ręce.
    Przesyłam dużo pozytywnej energii i zdrowia dużo dużo i jeszcze więcej. Trzymaj się ciepło!

  • Hana

    No i świetnie, podpisuję się pod tym obiema rękami. Jakbym ja pisała. Właśnie zamknęłam wszystkie rozdziały tutaj i także z tym „nic” wyjeżdżam. Ale chcę, mimo wszelkich przeszkód, i zrobię to. 🙂

  • Aleksandra Bąkowska

    Ja nie podróżuje bo nie kręci mnie to aż tak bardzo i właśnie pewnie dlatego myśle sobie , skąd wziąć kasę w miedzy czasie i ze to nieodwołalnie wywraca życie do góry nogami, ale … Realizuje swoje marzenia lokalnie , które, no cóż, nie sa tanie, szczerze nie mam pojęcia jak znajduje na nie pieniądze, i jest mega kozacko !:)) los sprzyja tym którzy bardzo chcą

  • Katarzyna Jędrzejewska

    .. bo ludzie zazdroszczą. Tak jest, było i będzie. A prawda jest jedna – szczęśliwy człowiek nie zazdrości innym.. bo sam jest po prostu szczęśliwy 🙂 Więc róbmy i żyjmy tak jak chcemy, robiąc to co kochamy i co nam przynosi zadowolenie. Niech Ci ciekawscy, wieczni maruderzy, a często i kukiełki w ich własnym teatrzyku… naprawiają swój świat, a nie nasz 🙂 KOCHAM PODRÓŻE <3

  • Monika

    Wow, podoba mi się ta bezpośredniość! Prawda jest taka, że niektórym ludziom łatwiej jest zaglądać do czyjegoś portfela, życia, niż zastanowić się nad swoim. Trzymam kciuki za dalsze wojaże! 🙂

  • Have less Do more Be more

    Bardzo fajny temat. Wielokrotnie słyszałam dokładnie takie same wypowiedzi. A to, że szczęściara ze mnie, że mogłam wyjechać na miesiąc, a to, że miałam na to fundusze. Mało kto widzi jednak to, co kryje się za przygotowaniami do wypraw. Obecnie jestem w trakcie planowania kolejnej podróży. Pracuję po 60 godzin tygodniowo. Zdarza mi się siedzieć w pracy 7 dni w tygodniu. Ostatni wolny weekend miałam miesiąc temu. Ale robię to świadomie. Wiem, że każdy dzień w pracy przybliża mnie do upragnionego celu. Jak słyszę od znajomych, którzy właśnie remontują mieszkanie i wydają na to kilkadziesiąt tysięcy/organizują wesele za podobą kwotę/wydają niemałe kwoty na gadżety/etc., że jestem taką szczęściarą, że mogę podróżować to mam ochotę nimi potrząsnąć i otworzyć im oczy.
    Każdy z nas wybiera drogę, którą chce iść i każdy z nas powinien akceptować wybór innych. Nie musi go rozumieć, nie musi podążać tą samą drogą, ale powinien uszanować decyzje innych. Ja wybrałam podróże. To dla mnie priorytet. Inni wolą mieć ładne mieszkanie. Jeszcze inni chcą założyć rodzinę. Za każdym wyborem kryją się jakieś wyrzeczenia i poświęcenia.
    Nie twierdzę, że każdy ma równe szanse. Niektórym jest pewnie łatwiej, ale świat w tej kwestii chyba nigdy nie będzie całkowicie „sprawiedliwy”. Trzeba się z tym liczyć i dalej walczyć o swoje marzenia.

    ściskam!

  • Travelling Milady

    Świetnie to ujęłaś. Każdy ma swoją drogę, pytanie czy nią podąża. Najłatwiej jest wyszukiwać argumenty, zamiast zmierzyć się z prawdą, że to nie inni mają lepiej, tylko my nie robimy nic, aby też tak mieć. Ja nie czekam na jutro. Staram się każdy dzień wycisnąć, jak cytrynę i jest mi z tym świetnie. Odwaga to więcej, niż miliony na koncie.

  • Ewa Karolina

    Oj, jaka zła! Twoje wkurzenie wylewa się ze wszystkich linijek tego tekstu! 🙂 Ja bardzo chcę podróżować! Mam dzieci (3 szt.) kredytu nie mam, kasy też nie. Ale będę miała i będę podróżować! Tekst świetny – mam nadzieję, że chociaż jedna osoba przestanie biadolić i ruszy dupę! Pozdrawiam i zdrowia życzę Olu!

  • simon

    Pojechana,trafiłaś w sedno,Serce! Wiele osób patrzy tylko i wyłącznie na wynik. Nieważne,ile trzeba się nagimnnastykowac,gdzieś tam uciąć,żeby gdzieś dodać. Pięknie to opisalas.a rzeczywiście szczęście znaczy dla każdego coś innego.nikt nie ma prawa oceniać efektów. Młodzieżą już może nie jesteśmy,ale wszystko się bardzo zmieniło, standardy,które obowiązywały kiedyś,już nie mają racji bytu teraz.:)

  • Goska | wysrodkowani.blog.pl

    moim zdaniem, jak ktos chce podrozowac, to podrozuje, znajduje na to sposoby. ktos, kto ciagle ma wymowki (rodzina, dzieci, pieniadze), wcale o podrozowaniu nie marzy. ma zapewne inne cele w zyciu, na ktorych zalezu mu bardziej i to na nich sie skupia. pytanie tylko, po co tyle hejtu wobec osob, ktore poswiecaja wszystko (albo prawie wszystko) dla podrozy.

  • anon

    Słuchaj, a mogę dać Ci numer do mojej mamy? Zadzwonisz do niej i jej to przeczytasz 😀 haha
    Moje życie, moje wybory i podróżowanie daje mi mega dużo szczęścia. Mówię jej to za każdym razem przed wyjazdem, a ona „no ale masz 23 lata kiedy się weźmiesz za normalne życie” i tu leci litania przykładów zaręczonych znajomych, ludzi którzy studia skończyli itp. brata, który dom zbudował, auto kupił 🙂 🙂 No serio, 23 i już takich rzeczy słucham 😛 Zawsze odpowiadam, że przed 35 nie zamierzam auta kupować, ubezpieczenie za drogie, a wszędzie można stopem dojechać 🙂
    Ludzie to jednak lubią żyć według schematów. A dobra droga jest tylko jedna.

  • Zosia Małecka

    No, no, ale pojechałaś w tym poście, Pojechana 🙂 jednym tchem 🙂 gratuluję! ja jestem stara i cały czas teraz podróżuję, bo jak byłam w Twoim wieku, to mi paszportu dać nie chcieli 🙂 Większość ludzi w moim wieku siedzi w kraju i narzeka na niską emeryturę, że nawet na leki ich nie stać. Myślę sobie, że gdyby tak podróżowali, jak ja, to by leków brać nie potrzebowali i na przyjemności by im jeszcze starczyło 🙂 ale każdy powinien robić to, na co ma ochotę. Nie każdy musi lubić podróże, niektórzy lepiej się czują na przykład w ogródku działkowym i też jest ok. Ja również piszę bloga, ale takiego bardziej dla rodziny, przyjaciół (Na łączniku dwóch Ameryk….) i dla siebie, gdy w końcu wrócę do domu, bo podróżować ze względów zdrowotnych już nie będę mogła, to sobie z przyjemnością własnego bloga poczytam, przypomnę sobie pewne zdarzenia, ludzi i pooglądam zdjęcia 🙂 Zdrowia życzę i pomyślności w podróżach! z przyjemnością czytam zawsze Twój blog,Pojechana 🙂

  • Marika

    o taaak! Prosto w sedno i prosto prawym prostym w podbrzusza hejterów. Nie jestem może wielką podróżniczką, ale zdaża mi się czasem gdzieś wyskoczyć, choćby na weekend. Nie mam dzieci, ale mam 2 koty, którymi, jak wyjezdzam ktoś musi się zając, bo kot nie pies i podróżować za bardzo nie lubi… Nie mam męża, fakt, ale mam super partnera, który mnie szanuje! Mam wlasnego bloga, strzelam z łuku, i czasem spotykam na swojej drodze ludzi, którzy stękają „ojej, jak ty na to wzystko znajdujesz czas i kase? Ty nie masz dzieci, to masz luz, nie masz męża, to nie masz obowiązkow”.
    A mąż to obowiązek? serio? Mam mu gotować, podstawiać pod nos, sprzątać, prać, być jego niewolnikiem na każde zawołanie? Mam czas, bo go nie przepuszczam go na pierdoły, bo nie oglądam tv (wg hejterów – o zgrozo, nie ma o czym ze mną porozmawiać), bo czytam książki w tramwaju jadąc do pracy, bo nie spędzam go na popołudniowych kawkach czy weekendowych pogaduszkach o pierdołach z ludźmi, któzych słabo znam i w sumie nie lubie. Bo tydzień ma 168h a na trenowaniu łucznictwa spędzam 1-2. Skąd mam kase? Bo nie wydaję na 3 torebkę Wittchen, tylko dlatego ze mnie stać (mam torebke z targu za 20pln albo z wakacji za 5euro) Bo potrafię się zorganizować, zrobić research, napisac maila, bo od przespania się na podłodze lotniska mi nie ubędzie. Bo nie rzucam się na promocje w Biedrze czy Lidlu na rzeczy, które nie są mi do nieczego potrzebne, ale są w promocji. Bo w pracy nie strzelam fochów na to, że mało płacą tylko zap..am, bo dostanę za to szkolenie, które podniesie moje kwalifikacje o milion %.
    Ola, każdy, ko robi coś więcej poza siedzeniem na kanapie, oglądaniem seriali i gotowaniem obiadków będzie miał swoich hejterów… to są smutni ludzie, bo muszą sobie codziennie udowadniać, ze sa ofiarami złego losu, że inni mają lepiej bo mają lepiej, że innym się zudownie powodzi, a in cały czas ktoś pod nogi kłody.
    Do tego argument kasy – może się tak wydawać, że podróżnik budzi się rano z okrągłą sumką na koncie i jedzie w świat bimbać, leżec na plaży, pić drinki, robić NIC. Ale podróżnik codziennie jest w pracy, codziennie na bieżąco użera się z rzeczywistością, musi pracować bo musi mieć kase… podróznik nie jest wiecznie na wakacjach… (my opinion )
    I jasne, nie zaryzykowałabym raczej rzucenia wszystkiego i włóczenia się po świecie, bo bezpiecznie mi się wraca codziennie do tego samego domu 😉
    Tak czy siak – trzymam za Ciebie kciuki! Za Twoje zdrowie, za kasę, żebyś otrzymywała od swojego podróżniczgo życie tyle samo ile w nie inwestujesz!

  • Maja/ jusiaczkiontour

    Świetny tekst! Wielkie wow! Ja podziwiam ludzi którzy mimo starszego wieku podróżują. Nam młodym bez zobowiązań jest faktycznie łatwo i jak ktoś pyta jak to robić też mam ochotę tylko wyśmiać. Ostatnio rozmawiałam z dziadkiem koło 90tki który wykupuje wyjazd autokarowy i jedzie hen przed siebie np. Gdzieś na Bałkany. Niby nic a jednak coś. Na ten sam wyjazd niejedna młodsza osoba mówi że jej się nie chce, że tak daleko autokarem, niewygodnie, że kręgosłup boli. A tego pana nie boli? Jesteśmy tym kim chcemy być i tylko my możemy planować swoje życie:)

  • Diana Krysakowska

    Objawy brzmią jak wrzód – znam to bardzo dobrze. Gdy nie masz nic pod ręką, spróbuj jak ja leżeć na plecach na płasko i płytko, ledwo się poruszając oddychać. Pomogło mi to przetrwać nie jeden atak. I to endo… też w końcu będę musiała się z tym zmierzyć. Może polecisz lekarza?

  • Goldenbrown

    Witaj,
    jestem tu pierwszy raz, przez przypadek. Nie znam Cię, Twojej historii, ani nawet Twoich podróży, ale ten artykuł/wpis jest krótki, zwięzły i trafiony w 10 z zamkniętymi oczami! Nie będę się rozpisywać, po prostu chcę podziękować Ci za tak ciekawe przemyślenia i może gorzkie, ale oddające rzeczywistość słowa. I najlepsza część tego wpisu, nie wiem czy jesteś autorem tych słów, ale od teraz na pewno często będę Cię cytować – „Bo z podróżami jest trochę jak z seksem w trójkącie – niemal każdy o tym fantazjuje, ale tylko część naprawdę tego chce, a jeszcze mniejsza grupa wciela swoje fantazje w życie.” Cała prawda o podróżowaniu i wielu innych rzeczach. Ja również lubię podróżować, trochę wygodnie w hotelach, trochę w namiotach, ale wiem, że bardziej mi zależy na domu i rodzinie, choć ani jednego, ani drugiego jeszcze nie mam. Też uważam że nie można mieć wszystkiego – „hajs” w spadku? Ale ktoś musiał umrzeć. Wolność podróżowania? ale brak dzieci. Podróżowanie z dziećmi ? Ale większe ograniczenia. Kwestia wyboru! Bo to od nas zależy na czym nam BARDZIEJ zależy i to powinno nas cieszyć. A jak nie, to znaczy że to nie było to 😉 Pozdrawiam!

  • hondzia.pl

    Świetny tekst. I dosadny. Mam wrażenie, że ze wszystkim, co w życiu ważne, tak jest. Budujemy sobie barykadę z pozornie logicznie brzmiących argumentów, że czegoś nie próbujemy. Bo to, bo tamto, bo siamto. Boimy się, że się nie uda, że trzeba tyłek ruszyć. Że się spłuczemy, skompromitujemy itd.
    Ale naprawdę fajne jest wyjście z tego zaklętego kręgu. Kolejny krok jest przesycony niepewnością, koniecznością zmierzenia się ze swoimi duchami. Jaka później jednak jest frajda i satysfakcja. Nie wymyślanie argumentów „dlaczego udać się nie mogło i dlatego nie próbuję” ale przypominanie sobie, jak wiele się udało. I następny krok już na tym bazuje, jest łatwiejszy.
    Znów się wkrótce spłuczę z wszelkich oszczędności, ba pewnie nawet tych, których jeszcze nie mam 😉 Znów na początku będzie dziwnie, przerażająco itd. Ale będzie warto. A wspomnienia zabrać może mi tylko Alzheimer.

  • Autopogoń

    „Że mam 34 lata, nie mam „nic” i mieszkam w samochodzie. ” rodzice od dawna już mi mówią, że tak właśnie skończę. a ja chcę po prostu podróżować. bardzo! podzieliłam się wpisem u siebie.

  • Magdalena

    polać jej za te porównanie do trójkąta! zacznę go normalnie używać, mega obrazujące 😛
    A tak serio to zdrowia życzę, jestem pewna, że ze wszystkim innym sobie poradzisz, nawet głupimi ludźmi 😉 A gdzie to mieszkanie wynajmujesz, bo ja się muszę wyprowadzić… 😛
    Pozdrawiam!

  • Patrycja

    Pięknie napisane, ja ostatnio też poruszyłam wątek podróży. Każdy z nas może podróżować tylko nie każdy chce. A nic nie uczy bardziej niż podróż z mapą w plecaku:)

    Brawo TY:)

  • Asia

    Argument „dzieciowy” jest najgorszy. Ile to razy słyszę że najwyższa pora się ustatkować (w moim wypadku to trochę przesada – mam wszystko co za „stateczne” uchodzi – oprócz dzieci…).
    Gratuluję, ze nie obawiasz się walczyć o swoje.

  • Tomasz

    Całe życie wędrowałem sam po moich ukochanych Karpatach, nie tylko polskich, ale również ukraińskich jak i rumuńskich. Dziś zbliżam się do czterdziestki i mimo iż zostałem stosunkowo niedawno szczęśliwym mężem i a parę miesięcy temu najszczęśliwszym tatą, staram się dbać o to by nie zaniedbywać swojej największej pasji – eksploracji karpackich pustkowi pełnych tragicznej historii, wchodzenia tam, gdzie wszedł mało kto. Mimo kredytu nie odstawiam na bok tego co towarzyszyło mi przez niemal całe życie. Nawet mogę powiedzieć że pasja pogłębia się, choć czasem trzeba postarać się aby odłożyć na wyprawy.
    Dużo zdrowia życzę i dziękuję za wpis
    Tomasz

  • Krystian

    To pierwszy Twój wpis, który miałem okazję przeczytać. I bardzo Ci za to dziękuję, bo z natury mam takie dokładnie podejście jak opisałaś, wierzę że wszystko w naszych rękach ale od kilku tygodniu zagryza mnie marazm i negatywna energia, którą zapakowałaś w rakietę i wyjebałaś miliony kilometrów w kosmos.
    Dziękuję i do zobaczenia na ostatniej wsi na świecie!

  • Kamila

    Bardzo dobry i mocny tekst! Mysle takze, ze bardzo potrzebny. Nikt nie zmusza do podrozowania i nie jest ono wbrew pozorom jedyna sluszna droga do szczescia, duzo osob o nim marzy a jak juz sa w podrozy to narzekaja na niewygody bo czasem wyobrazenia a rzeczywistosc to dwie rozne sprawy a wyjscie poza swoja strefe komfortu nie jest wcale takie proste. Ludzie czesto tlumacza sobie, ze osoby, ktore czesto podrozuja musza miec kupe kasy i super zycie, ale jestesmy ludzmi z krwi i kosci i kazdy z nas ma swoje problemy. Dziekuje Ci za ten tekst, jest bardzo motywujacy i otwierajacy oczy i zycze Ci duzo zdrowia oraz wszystkiego dobrego na Twojej drodze! Pozdrawiam 🙂

  • adam

    Przykro mi to pisać, ale pisząc ten tekst pokazuje Pani, że ma Pani potrzebą udowodnienia komuś „swojego życia”. Po co Pani to pisze ? Po co pani irytuje się na innych ?

    • ANNA

      A gdzie Pan wypoczywa poza czasem EURO, w sierpniu RIO Olimpiada, no, np urlop-nie uzywam tego słowa pr pracy zboczenie zawodowe wole wakacje, ferie, no to gdzie Panie Adamie?.NIE PYTAM ZA ILE ALE W JAKI SPOSÓB, GDZIE?

  • Antoni

    Ola! Gdy dowiedziałem się,że jesteś DDA, to już stałaś mi się bliska. ja też jestem DDA Jesteś tam ze swoim ukochanym sam na sam z przeszkodami, ale z Tobą jest tłum , który życzy Ci sukcesu. Tego tłumu nie widać, ale on jest… Zdjęcia jak z bajkowego świata. Świetne pióro. Chciałbym Ci się z czegoś zwierzyć… Właśnie dostałem wiadomość , że będę miał salę. Będę mówił do ludzi. Tytuł spotkania – „jak być młody, kiedy już się nie jest młody”. Miesiąc temu zacząłem 70-ty rok życia. Mówią mi ciągle – Antoni, ty musisz to ludziom powiedzieć – jak ty to robisz. Co robisz? Ty przywracasz ludziom wiarę w sens życia! Dziwne, – nic nie robię jestem sobą! Pytają! Antoni – co ty bierzesz? Nic nie biorę… Po prosu jestem i … kocham ludzi. Kocham ludzi takimi jakimi są…

  • Karolina

    MEGA wpis, zgadzam się w 200% 🙂
    Jak to się mówi: Jeśli się chce, znajdzie się sposób, jeśli nie, znajdzie się powód 🙂 a to wszystko o czym piszesz – pieniądze, czas, te wszystkie wyrzeczenia na rzecz spełniania naszych marzeń – to własnie kwestia priorytetów. Niech po prostu każdy żyje jak chce! Pozdrowionka 🙂

  • oczy otwieram

    I zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Znam kogoś, kto mimo dużego urazu kręgosłupa i niedowładu nóg zdobył Kilimandżaro, Mont Blanc, Elbrus, Aconcaguę. Wszędzie dotarł poruszając się przy pomocy kul. Żeby spełnić swoje marzenia ciężko pracował. Wymówki typu zdrowie i pieniądze w tym przypadku zostały obalone.

  • Agata- Nitki w drodze

    Achhh… i te pieniądze albo dzieci! 😀 Nie mam 30stki i mam dziecko i dom – mój wybór, na który ciężko pracuję, a niestety niektórzy widzą tylko efekty, a nie moje poświęcenie i brak czasu. 12 miesięcy „urlopu” macierzyńskiego łączyłam z pracą, żeby roczek dziecka spędzić w ukochanej Azji i miesiąc spędzić tylko z nim i z mężem. Aby móc od najmłodszych lat pokazywać mu świat i wielokulturowość… Wszystko jest kosztem czegoś. Nie można mieć wszystkiego, ale można powoli, swoim tempem, rezygnując z niektórych przyjemności na rzecz innych i tego wooow, gdy widzi się coś niesamowitego na drugim końcu świata 🙂
    Pozdrowienia Ola! Nie rezygnuj ze swoich marzeń!

  • Teksciara

    Już trzeci raz wracam do tego wpisu, więc musi być dobry! 😉 Podpisuję się rękami i nogami! Najgorsze jest tradycyjne myślenie, że bez domu z ogródkiem, faceta i gromady dzieci Twoje życie jest bezwartościowe. Ale cóż zrobić, kiedy właśnie w takich czasach żyjemy – gdzie życie zgodnie z marzeniami uważane jest za naiwność. Świetny blog, czytam już od 2 lat 😉

  • NAT

    Bardzo dobry artykuł! I zgadzam się z wieloma sprawami, o których piszesz. Pamiętam, jak przeprowadzałam się do Nowej Zelandii, miałam wizę rok, na koncie jakieś 12 tys zł, zaczynałam nowe życie w NZ i wszyscy mnie pytali, jak Ty to robisz, skąd masz odwagę. A ja się zastanawiałam, co w tym takiego niesamowitego, że uzbierałam na bilet i na start, wsiądę w samolot i pojadę? Dla mnie o wiele większym wyzwaniem jest właśnie macierzyństwo (którego się jeszcze nie podjęłam). Jeśli chodzi o kasę, to dopiero zaczynam raczkować dziennikarsko, a wcześniej po prostu harowałam tam, gdzie akurat byłam w knajpie lub jako lektor angielskiego, zarabiałam i jechałam. I trochę odwrotnie niż wszyscy wróciłam do PL, bo stwierdziłam, że może skoro mam już 30 lat to powinnam znaleźć ‚dojrzałą pracę’ i stałam się korpo ludkiem. Szybko przekonałam się, że to absolutnie nie dla mnie i zatęskniłam za jeżdżeniem, pracą z żywymi ludźmi, a nie przed komputerem. I planując kolejną podróż, dowiedziałam się, że mam nowotwór złośliwy :/ to mnie faktycznie na chwilę zatrzymało, bo trwa leczenie, ale też pozwoliło docenić, jakim szczęściem jest wolność, która polega na tym, że nic Cię nie ogranicza i możesz zrealizować wszystko, czego pragniesz, bo niestety na dziś dzień ogranicza mnie to raczysko, bo nie wiem, kiedy się od tego g.wna uwolnię. Wiem natomiast na pewno, że świętować powrót do zdrowia, będę w podróży!!! Pozdrawiam!

  • Jola Rydkodym

    Moim motto życiowym i zarazem tytułem bloga (kto chce szuka sposobu czyli podróże po babsku) jest Kto chce szuka sposobu, co ilustruje mój dokładnie taki sam punkt widzenia, jak Pojechanej!
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Magdalena Konik

    Kiedyś ktoś mi opowiadał o podróżniku, który na swoim blogu umieścił wpis, że kolejnego dnia o konkretnej godzinie wstawi wpis, zdradzający jego sekret skąd ma kasę na podróże. Pełne napięcie i mobilizacja. Otwierasz wpis a tam tylko słowo: pracuję 🙂 z moich przemyśleń – ludziom jest wygodnie w ich strefie bezpieczeństwa a wyjście poza nią już dla niektórych jest aktem odwagi. Więc szukają wymówki by nie ruszyć a kasa zawsze należy do tych najłatwiejszych – gdzie jednak większość podróżników jakich znam wcale nie ma jej dużo ale nie boją się jechać, wiedzą, że dadzą radę i nie szukają po prostu wymówek 🙂

  • Sylwester

    Super, bardzo lubię czytać teksty tego typu. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo osiągalne jest podróżowanie w dzisiejszych czasach i żyją w przekonaniu ze tylko wybrani tak mogą, bogaci i nieodpowiedzialni. A to nie tak działa – jak sie czegoś bardzo chce to trzeba sie godzić na kompromisy. Cos dać od siebie w zamian za to czego sie chce nie ważne czy to rodzina mieszkanie kasa czy stabilizacja. Pozdrawiam serdecznie

  • Paulina Grynda

    Razem z chlopakiem do pracy jezdzimy rowerami i odkladamy kase na podroze zamiast placic za autobus czy pociag. Udalo nam sie w ten sposob sfinansowac wyjazd do Tajlandii, na Filipiny, Islandie, a w nastepnych latach czeka nas Sardynia, Tanzania, Japonia i Australia.

  • Bajaderka

    Ja tylko chciałabym powiedzieć, że to nie jest do końca nieuzasadnione pytanie. Bo wśród moich znajomych, najczęściej i młodych, i zdrowych, tych bogatych jednak za wiele nie, ale ogólnie dają radę, nie są karierowiczami, więc kokosów w pracy nie dostają i stać ich co najwyżej na 2 tygodnie urlopu i czasem jakiś weekend.
    Najczęściej odpowiedzią na pytanie „za co” bloger podróżuje jest proste: „zarobiłem”. Zarobiłem jak każdy normalny człowiek – własną pracą. No i tu chyba w takim razie kluczem będzie zadanie kolejnego pytania, otóż: JAKIM rodzajem pracy można zarobić na takie egzotyczne podróże, połączone z lataniem na drugi koniec świata i urlopem trwającym pół roku albo dłużej? Nie mówię, by dawać gotową receptę, pytam z czystej ciekawości, jakie rodzaje pracy pozwalają na taki tryb życia?

  • Ola

    Hej, Olu 🙂

    Myślę, że Ci ludzie, którzy ferują wyroki o cudzych pieniądzach i stylu życia… To ten podgatunek, który stwierdza, że u sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona. I nie byłoby w tym nic złego. Każdy ma prawo decydować o sobie, ale jak to z z decyzjami w życiu bywa – niosą ze sobą pewne konsekwencje. Einstein powiedział „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Jeśli nie zrobisz nic, żeby coś zmienić, to nic się nie zmieni… I godzinami można powtarzać podobne cytaty. Szkalując, szydząc i próbując umniejszyć czyjeś dokonania, nie da się na dłuższą metę poczuć lepiej. To ich problem, nie Twój.

    Często jest tak, że zazdrościmy komuś nie wiedząc jakich poświęceń trzeba było dokonać po drodze… Prawdopodobnie Ci ludzie widzą tylko piękne zdjęcia, a nie wiedzą, że za nimi kryją się kryzysy, choroby,tęsknota za bliskimi, długie godziny oczekiwań i niepewności…

    Rób dalej, to co robisz najlepiej. I nie przepraszaj świata za swoje decyzje 🙂
    Powodzenia, dużo zdrówka!

    • Margaretka

      O widzisz, częściowo sama wyjaśniłaś, skąd ta zazdrość się bierze. Bo czytelnicy faktycznie nie wiedzą, jakich wyrzeczeń i kompromisów musiał dopuścić się podróżnik, aby znaleźć się tam, gdzie jest. Bo faktycznie czytelnika karmi się pięknymi widokami, zapierającymi dech przygodami, pozdrowieniami z wizyty w klatce tygrysa czy u dalajlamy, drinkiem z palemką na egzotycznej plaży – i nie ma w tym nic złego, i nie dziwi powszechna zazdrość, i pewnie, że szara codzienność może wydać się mdła i dołująca 🙂 Jest to jednak obraz niepełny. Bo nikt z blogerów jakoś nie pisze o wizach i biurokracji, o szczepionkach, rozstrojach żołądka, tęsknocie, zagubieniu gdy wszyscy mówią totalnie innym językiem a do domu 5000 km, bezsennych nocach i nie wiem o czym jeszcze – a z czym z pewnością często ma do czynienia. Trochę by to pomogło ostudzić czytelników 🙂

  • Antek Sikora

    Ja nigdy bym się nie zdecydował na moją podróż gdyby życie ni się nie skonfigurowało tak a nie inaczej. Tera od roku jestem w nieprzerwanej podróży i wiem, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać. Więcej nauczyłem się przez ten rok, niż przez poprzednie dziesięć. Pozdrowienia od Krakusa z Ameryki Łacińskiej

  • Antoni

    Pojechana ! Trzymaj się ! Jesteś fantastyczna! W życiu potrzeba mieć trochę takiego świra. Powiedziałem moim przyjaciołom, że … „jestem szczery, wybrałem drogę kariery” 🙂 . Jestem od Ciebie 2 razy starszy… Będę się starał ludzi rozbawić 10.11. br. w Teatrze Komediowym na Placu Zbawiciela. Mam tylko 5 minut. Trzymaj kciuki… 🙂

  • Milena Marianna

    Często myślę o tym tekście gdy snuję w głowie plan podróży gdzieś daleko z namiotem i budżetem studenta,podbrzuszem wściekłym jak twoje opanowanym przez taką samą mendę.Za kilka miesięcy znowu będę szczęśliwa wydając kasę na podróż z konta które pod koniec miesiąca daje pytanie:Fiordy czy dobry obiad? 😛 Uwielbiam Cie!

  • Anna Stec

    Myślę dokładnie tak samo, jak Ty. To tylko od nas zależy, ile jesteśmy w stanie zrobić dla swoich marzeń. Mam kredyt, problemy z kolanem itd. No i co? Rok 2016 jest rokiem spełniania się marzeń: byłam prawie miesiąc w Himalajach oraz na fioradach w Norwegii. Może oba wyjazdy za krótko, ale i trzeba było planować i kombinować oraz oszczędzać, żeby się to udało. W następnym roku znów planuje Nepal – rejon Mustang a potem na nóżkach do Tybetu. Niech no tylko kupię bilet lotniczy i wszystko się uda 🙂 Spełniania się marzeń Wam życzę :)!!!

  • Popstrykane

    O jakże fajnie byłoby znów zarzucić plecak wsiąść w samolot i zniknąć na 5 tygodni gdzieś w Azji. Zdecydowanie czas na planowanie kolejnego dalekiego wyjazdu! dzięki za motywacje 🙂

  • nataszam

    To jest takie prawdziwe 🙂 Ja też co chwilę słyszę, a bo ty zarabiasz to masz na to kasę… uhm no a rachunki? a 3 koty i pies jak je wykarmie? a jedzenie dla mnie? paliwo… inne rzeczy przyziemne, na to niby nie wydaje? Tak naprawdę każdy ma obowiązki, ograniczenia, ale też możliwości. Tylko jedni z nich korzystają, a drudzy nie.

  • kasia d.

    Wszystko, o czym napisałaś przeżyłam na własnej skórze. Nie mam dzieci, jest to pretekst, który mi się wytyka przy okazji jak mi się coś uda. Skoro to takie proste, to dlaczego ludzie decydują się na dzieci? Wystarczyłoby z nich zrezygnować i sukces gotowy. Dużo by o tym mówić, tylko nie warto. Nie jestem taka wielką ryzykantka i próbuje łączyć podróżowanie z domem i swoim miejscem na ziemi. Nie mam za dużo kasy i dlatego zapragnęłam poznać od podszewki jeden kraj, który nie jest za daleka. Mam z tego wielką frajdę i robię to dla własnej przyjemności i trochę realizuje swoje marzenia. Pozdrawiam Cię i życzę wielu cudownych wrażeń i jak najmniej chorowania w podróży, bo wiem z doświadczenia, że jest to trudne do zniesienia.

  • Paweł Mąka

    Podoba mi się Twoje podejście. Każdy podejmuje swoje decyzje i działa na swoją korzyść. Nie chce Ci się? To znaczy, że to nie jest dla Ciebie. Trzeba trochę pokory i cieprliwości w tym wszystkim, a co najwazniejsze, to stawiać sobie nieco mniejsze cele, realizować je i przekładać w wyższy cel.

  • Zachwycony Zakochany

    Olu, Aleksandro, Oleńko, podziwiam Cię, za każdy jeden kilometr który pokonałaś, za każdą sekundę bólu który przecierpiałaś podczas realizacji swoich marzeń. Nie poddaj się, ponieważ porażka jest gorsza niż śmierć – z nią trzeba żyć. Wierzę, że uda Ci się każdy zamierzony krok. Powodzenia królewno!