Gdzie jest Julia? – recenzja książki i KONKURS! 22 komentarze


Julię z bloga Where is Juli poznałam w Brisbane, na progu jej domu. Przywitałyśmy się jak dobre stare znajome i dobrymi starymi znajomymi się stałyśmy. Radosnej, pełnej życia Julki po prostu nie da się nie lubić, nawet jeśli dzieli nas wiele (z niezmienną radością odkrywamy z Julią coraz to i nowe miejsca, które zrobiły na nas zupełnie odwrotne wrażenie- dla jednej stały się ulubionymi, a druga z nich uciekła). Dlatego też, z uwagi na ogromną sympatię do tej uroczej dziewczyny, trochę się obawiałam recenzowania jej książki. Bo co jeśli mi się nie spodoba? Co jeśli będę musiała ją skrytykować?

I stało się… czytając pierwsze rozdziały „Gdzie jest Julia?”- debiutanckiej książki Julii Raczko o jej sześciomiesięcznej podróży dookoła świata (z której nigdy nie wróciła!) myślałam sobie, że jej, ale z niej maruda. I jaki żółtodziób! Tu niewygodnie, tu nieładnie, autobusy be, samoloty straszą i jeszcze jej się luksusów zachciało. Ale tak szybko jak te wszystkie paskudne, oceniające stwierdzenia przeleciały przez moją głowę, równie szybko zrozumiałam, że ta wyrywająca się schematom backpakera- odkrywcy główna bohaterka, jest, obok zgrabnego języka i świetnych, pełnych szczegółów i osobistych emocji opisów miejsc, największą wartością tej książki. Bo Julia pokazuje, że podróżować może każdy. Nawet jak boi się latać, nawet jak nie cierpi autobusów. Nawet jak nigdy tego nie robił. Pokazuje, że każdy ma prawo podróżować po swojemu. I, że nikt (ja też) nie powinien niczyjego stylu podróżowania oceniać, bo podróżuje się dla siebie, a nie dla przynależności do jakiejś wyimaginowanej grupy, nie dla plakietki „jakiegoś” podróżnika. Że w podróżowaniu liczą się nasze potrzeby (na przykład luksusowy hotel z czystym ręcznikiem i wygodnym łóżkiem), a nie oczekiwania, tych, którzy naszą podróż obserwują. Przyznam Wam, że gdy to zrozumiałam, zrobiło mi się głupio, a Julię polubiłam jeszcze bardziej.

Książka „Gdzie jest Julia” nie tylko gwarantuje sympatię do autorki i bohaterki w jednym, ekscytującą podróż przez Tajlandię, Malezję, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, Polinezję Francuską, Chile, Peru, Kubę i Meksyk, ale też mnóstwo śmiechu i łzy wzruszenia. Jest też wątek romantyczny, który, miejmy nadzieję, Julia rozwinie w swojej drugiej książce, tym razem o Australii, gdzie od kilku lat mieszka. Premiera nowej książki już w październiku (taka z tej dziewczyny pracowita mróweczka), więc jeśli nie czytaliście jeszcze „Gdzie jest Julia?, to szybko nadrabiajcie zaległości.

Gdzie jest Julia?

KONKURS

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal, mam dla Was dwa egzemplarze książki „Gdzie jest Julia” Julii Raczko. Aby wziąć udział w losowaniu jednej z nich, napiszcie w komentarzu pod wpisem, który z krajów odwiedzonych przez Julię podczas jej samotnej podróży dookoła świata, chcielibyście odwiedzić najbardziej i dlaczego. Na odpowiedzi czekam do poniedziałku 10 października 2016, do północy (czasu polskiego). Powodzenia!


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

22 komentarzy do “Gdzie jest Julia? – recenzja książki i KONKURS!

  • Magda

    Najbardziej chciałabym odwiedzić ponownie Australię, której cząstkę odkrywałam dzięki Twojemu blogowi, ale też dzięki Julii, której poczynania z zapałem śledzę codziennie na Snapchacie. Jej australijskie (no dobra, chwilowo hawajskie) życie niesamowicie mi się podoba i chciałabym go znów zasmakować 🙂

  • Włóczypiety (Lila)

    Do Chile lecę w styczniu więc kolejnym krajem na liście marzeń jest Peru! Przede wszystkich ze względu na najpiękniejsze góry świata (jak twierdził na ostatnim festiwalu „17 Południk” Mateusz Waligóra) – Cordillera Blanca. No i te Twoje zdjęcia i relacje z peruwiańskich And… Najchętniej jutro wzięłabym półroczny urlop bezpłatny i zaszyła się tam z moim mężem, namiotem i kawiarką 🙂

  • Magda

    Nowa Zelandia!!! Moje główne marzenie podróżnicze, głównie ze względu na oszałamiającą przyrodę, pokazaną między innymi we Władcy Pierścieni, ale też na wielu blogach. Kusi tym bardziej fakt, że to taki prawdziwy koniec świata, przynajmniej z naszej europejskiej perspektywy 😉 Jakby ktoś teraz mi powiedział, że za godzinę mogę tam lecieć, nawet nie zastanawiałabym się na tym, tylko szybko zgarnęłabym kilka „najważniejszych rzeczy” i biegła na lotnisko 😉

  • Agata

    Na chwilę obecną najbardziej chciałabym odwiedzić Nową Zelandię – wsiąść w samochód, jechać niespiesznie przed siebie, obudzić się z widokiem na góry, na ocean, na fiordy. Oddychać świeżym powietrzem. Spotkać kiwi, zjeść kiwi i być dalej niż daleko.

  • Indiana Jones w Spódnicy

    Zdecydowanie Peru.
    Powód jest tak trywialny, że prawie wstyd o nim pisać. Chciałabym pochodzić po górach, zobaczyć jak wyglądały tarasy zbudowane przez Inków. Przebiec się po kamiennej ścieżce, którą biegali „inkascy listonosze”. I banał nad banałami zobaczyć Machu Picchu, tak naprawdę skonfrontować obrazek serwowany we wszystkim serwisach z rzeczywistością, nawet za cenę tego, że może być inaczej. Doświadczyć trochę takiego życia, jakim żyją indianki w bajecznie kolorowych strojach. Znaleźć patent na omijanie czasem złośliwych lam, szerokim łukiem. Chciałabym tam pojechać jeszcze z 2 powodów: 1. jestem ciekawa jak bardzo różni się to jak ten kraj wygląda dziś od tego jaki obraz w mojej pamięci zawarł program Tonego Halika i Elżbiety Dzikowskiej; 2. Jako dziecku wydawało mi się to całkowicie nieosiągalnym celem.

  • kasica

    Chciałabym zobaczyć Peru ze względu na góry-moją wielką miłość 🙂 Zaś niesamowite historie o Inkach podróż tą uczynilyby jeszcze bardziej magiczną!

  • Autopogoń

    dwa miesiące temu wsiadłam do samolotu lecącego do Kuala Lumpur. wczoraj wróciłam i dziś już nadaję z Europy, a moim problemem jest to, że nie mam nowego, wielkiego podróżniczego marzenia – czekam na inspiracje!

  • Magdalena

    Najbardziej chciałabym odwiedzić kraj kontrastów i różnorodności jakim jest Kuba. Chciałabym zobaczyć setki zabytkowych aut z lat 40 i 50 , oraz polskie auta których u nas już dawno nie widać na polskich ulicach. Chciałabym zwiedzić place i zaułki Hawany gdzie wszystko wydaje się piękniejsze i dalekie od szarej codzienności 🙂 Zobaczyć piękne krajobrazy Doliny Vinales, napić się kubańskiego rumu na plaży w Varadero, popływać ze świnkami w Zatoce Świń oraz obowiązkowo – zobaczyć Guantanamo.

  • Łukasz

    Najbardziej chciałbym odwiedzić KUBĘ. Poczuć smak prawdziwego rumu, pachnieć kubańskim cygarem, tańczyć salsę na ulicach HAWANY i leżeć na plaży w Santiago de Cuba! 🙁 jeszcze tylko pół roku!!!

  • Karolina

    Odpowiedź jest bardzo prosta! Po lekturze bloga Julii oraz spotkaniu w Empiku przy okazji promocji książki mam głowie głównie jeden cel: AUSTRALIA! Nikt tak jak Julia nie potrafi tak pięknie opowiadać o tym kraju! O zachwycie nad fauną, florą, zwyczajami, kulturą, ubiorem, zachowaniami a także tęsknotą za naszą Polską! Byłam wzruszona i pełna energii, żeby zobaczyć właśnie Australię, no i te sławne kangury! Pozdrawiam, Karolina.

  • anika

    Największe marzenie podróżnicze? Oczywiście Australia ! 🙂 dlaczego?
    – stanąć oko w oko z Uluru
    – poskakać z kangurem
    – jechać camperem przez dłuuugi outback
    – nauczyć się surfować !
    – wziąć na ręcę koalę 🙂
    – i podążać śladami i inspiracjami Julii 🙂

  • Asia

    Tak, naprawdę, to chciałabym odwiedzić każde z tych państw (i mam nadzieję, że tak stanie się!), bo lubię podróżować, ale zadanie to zadanie – wybiorę jedno, o którym rzeczywiście ostatnio od czasu do czasu myślę jako o mojej destynacji podróżniczej. Chciałabym dotrzeć do Indonezji, między innymi dlatego że zostałam „wyedukowana” na tekstach jej dotyczących, więc warto byłoby porównać opisy Indonezji z rzeczywistością 🙂 Ponadto Indonezja na zdjęciach jawi się dość kolorowo – i to też chciałabym zderzyć z rzeczywistością. Poza tym chciałabym tam dotrzeć akurat wtedy, kiedy będzie jakiś festiwal tańca, by zobaczyć grupy taneczne z Jawy, Bali, Sumatry, Papui, Sumby, Kalimantany, Archipelagu Riau itd. Jeśli nie udałoby się wcelować z terminem, by być na festiwalu, to niewątpliwie chciałabym zobaczyć występ choć jednego zespołu. Podobno w indonezyjski dzień niepodległości – 17 sierpnia odbywają się huczne festyny i zabawy, a jako że lubię antropologię widowisk, to akurat pobyt wtedy byłyby dla mnie nie lada gratką. Co więcej, Indonezja jawi mi się jako kraj pysznego jedzenia, a jako że zwiedzając, lubię uwzględniać w planach kosztowanie lokalnych przysmaków, to i tym razem bym tak uczyniła. A na koniec, żartobliwie – zresztą warto odwiedzić państwo, które ma flagę podobną do naszej, tyle że odwróconą – czerwono-białą :)))

  • Ania

    Nowa Zelandia jest moim marzeniem od zawsze! Wybieram się już wiele lat, póki co niestety z niepowodzeniem. Przede wszystkim zauroczyły mnie niesamowite krajobrazy, gdzie góry bezpośrednio wpadają do morza, mnóstwo zieleni i dzikość wyspy!
    Podobno wszystkie marzenia się kiedyś spełniają, więc mam nadzieję, że kiedyś się tam udam w podróż poślubną, a potem wrócę jeszcze wiele razy (bądź raz na zawsze, kto wie…) 😉 każdy ma swoje miejsce na ziemi, a czuję że moje czeka na mnie w Nowej Zelandii

  • Paweł

    Moim największym marzeniem jest odwiedzić Nową Zelandię. Odkąd dowiedziałem się o istnieniu tego kraju nie mogę przestać marzyć o odwiedzeniu tego wspaniałego i niepowtarzalnego kawałka Ziemi. Jest to kraj zupełnie wyjątkowy i fascynujący, nowozelandzkie krajobrazy są zupełnie niepowtarzalne. Dodatkowo jest to kraj kompletnie odcięty od innych, otoczony tylko i wyłącznie morzem co w połączeniu z wyjątkową przyrodą i klimatem czyni go niepowtarzalnym. Nowa Zelandia jest moim największym podróżniczym marzeniem i jeśli tylko będę miał okazję to wybiorę się tam bez mrugnięcia okiem.

  • Asia Kusiak

    „Pełnoletność” podróżowania pojawiła się niespodziewanie, bo kto by liczył czas w podróży. Ale przywitałam ją z radością, gdyż oznacza potężny bagaż doświadczeń, ale przede wszystkim najcenniejszych wspomnień. A jedno z nich ciągle powoduje, że wzrok się robi nieobecny, a twarz się rozpromienia. W 2011 r. pamiętnego maja, w którym kwitnące drzewa wiśni w moim ogrodzie pokryły się śniegiem, wraz z mężem i dwójką wówczas maluchów (niespełna 3 lata i 4,5 roku) wylądowaliśmy w Cancun w Meksyku. To uderzenie gorąca i wilgoci po wyjściu z lotniska było tak oszałamiające, że przez 3 tygodnie podróży po Jukatanie, Campeche, Quintana Roo i Chiapas nie wychodziliśmy z euforii. Kraj zachwycił nas przebogatą kulturą zaklętą w tajemniczych zabytkach, wprawił w zachwyt dzięki przepysznemu jedzeniu (wiadomo: Polak najedzony, Polak zadowolony), skutecznie gasił pragnienie intensywnie owocowymi sokami i… smakowitym piwem i wzruszał uprzejmością ludzi. Ale przede wszystkim skradł nasze serca leniwą atmosferą „maniana”. Gdy przyszedł czas na świętowanie „Osiemnastki” czyli 18 lat samodzielnego organizowania własnych wypraw poza Europę, to jaki wyprałam cel podróży? Oczywiście Meksyk! Tym razem destynacją była jego centralna część. A zachwyt nie minął. Tęsknię za tym krajem, jak za własnym domem. Czuję się tam bardzo swobodnie, jak u siebie. Dlatego chcę tam wracać. A u mnie „chcieć to móc”!

  • Andżelika

    Miejsce, które chciałabym odwiedzić najbardziej? Koniec świata. Dosłownie, dalej się chyba już nie da! Polinezja Francuska – myślę, że tam nawet diabeł nie mówi dobranoc, bo go tam nie ma. Zbiór małych wysepek, katalogowy raj. Zawsze miałam słabość do pięknych plaż, turkusowego morza, nieodkrytych, zielonych wzgórz, bezludnych wysp. I chociaż Julia nie wspomina tego miejsca zbyt dobrze (kto tak właściwie lubi deszcz?), nie zraziło mnie to. Chcę osobiście odkryć to miejsce i poddać go własnej ocenie. Wybrać swoją ulubioną wysepkę, z dala od innych, gdzie będę mogła wrócić za dwadzieścia lat i powspominać. Kto wie, może nawet będzie ładna pogoda? 😉

  • Marek Tomaszewski

    Zdecydowanie Chile! Dlaczego? Jestem pasjonatem winiarstwa, a w Chile produkuje się wyśmienite wino. Chciałbym odwiedzić kilka winnic i w miejscowych winiarniach spróbować niezwykłych trunków.