Teide był moim pierwszym 17 komentarzy


Stojąc na krawędzi krateru filipińskiego Taal pomyślałam: „mój pierwszy raz na wulkanie”. Szybko przyszło opamiętanie: „Nieprawda! To hiszpański Teide był moim pierwszym! Jak mogłam choćby na chwilę o nim zapomnieć?” Winę zrzuciłam szybko na unoszące się wokół opary siarki.

Teneryfę odwiedziłam w 2010 roku, czyli jeszcze przed powstaniem Pojechanej. Informacjami praktycznymi nie sypnę tym razem jak z rękawa, bowiem byłam tam w ramach wyjazdu integracyjno- szkoleniowego (a więc całkowicie zorganizowanego) z moim dawnym pracodawcą (nigdy nie ukrywałam, że praca w korporacji JAKIEŚ plusy miała).  Opinii o hotelach i atrakcjach na Teneryfie możecie poszukać na przykład na portalu zoover.pl. Moje wspomnienia są nieco zakurzone, a zdjęcia z „małpki”, ale myślę, że i tak warto je przywołać, bo miałam szczęście być w miejscu niezwykłym.

Wyspy Kanaryjskie

Pico del Teide, widoczny niemal z każdego zakątka wyspy, sięga 3718 m n.p.m. co czyni go najwyższym szczytem Hiszpanii i wszystkich położonych na Oceanie Atlantyckim wysp, a także trzecim pod względem wysokości wulkanem na świecie. Przez większość roku przykryty śniegiem, dał inspirację dla nazwy wyspy:” Teneryfa” w języku Guanczów, pierwotnych mieszkańców, oznacza „biała góra”. Sam Teide to „piekielna góra”, która swoje niszczycielskie moce zachowała do dnia dzisiejszego, jest bowiem czynnym wulkanem.

wulkan na Teneryfie

Do Parku Narodowego Teide dostaniemy się autobusem, na wysokość 3555 metrów kolejką linową. Aby pójść wyżej potrzebne jest zezwolenie (można o nie aplikować w zarządzie parku, potrzebne xero dowodu). Powietrze rzadkie, krajobraz jak nie z tej ziemi: plamy złotego piasku odbijającego słoneczne promienie, połacie czarnej, brązowej i czerwonej zastygłej magmy układającej się w fantazyjne wzory, głazy narzutowe o niezwykłych kształtach wyrzucone przez Piekielną Górę. Gdy spojrzeć w dół- chmury, gdy spojrzeć w dal- zarys siostrzanych Wysp Kanaryjskich. Spod stóp siarka bucha. Słońce oślepia, w kark dmucha lodowate powietrze.

Teide jest wulkanem w wulkanie. Miliony lat temu eksplodował stary wulkan, pozostawiając po sobie krater o szerokości 16 kilometrów i na jego północnym skraju mniejszy wulkan- Teide właśnie.  Okalający go teren ukształtowany jest przez strumienie zaschniętej lawy i połacie popiołu. Fantazyjne kształty, niezwykłe kolory bazaltu i pumeksu. Surrealistyczne widoki zapewniają uformowane z lawy głazy Roques de Garcia. Najsłynniejsze i najbardziej pocztówkowe ujęcia Teide to te, ze zdającym się przeczyć prawom grawitacji głazem Cinchado.

Teide

Cieszę się, że to Teide był moim pierwszym. I stał się moim najlepszym (obok wycieczki na La Gomerę) wspomnieniem z pobytu na Wyspach Kanaryjskich. Zdecydowanie tego, co najlepsze na Teneryfie, należy szukać w kierunku przeciwnym do drogi na plażę.

Teneryfa

Teneryfa

Teneryfa

wulkan na Teneryfie

wulkan na Teneryfie

wulkan na Teneryfie

Teneryfa

Teneryfa

Teneryfa

Wyspy Kanaryjskie

Teide

Teneryfa

Teneryfa


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom (choć wciąż nie wie czy na stałe) we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 komentarzy do “Teide był moim pierwszym