Dziś mijają 2 miesiące od kiedy pomachano nam łapką na Okęciu i z domem spakowanym w dwie walizki wyruszyliśmy na drugi koniec świata. Ten skośny koniec. Nie jest to może jakoś strasznie długo, ale tu czas płynie inaczej i każdy dzień przynosi mnóstwo wyzwań dlatego jesteśmy dumni z tego, że przeżyliśmy ten okres bez większych…
Na początku był chaos… W środku i pod koniec również. Zaczęło się od tymczasowej wizy wjazdowej wydanej w Polsce na podstawie pozwolenia na pracę i całego stosu innych dokumentów w mocno stresogennym trybie przyspieszonym/podbiurkowym o czym już pisałam (Reisefieber). Jak łatwo się domyślić to był dopiero początek zabawy. Po przylocie do Szanghaju udaliśmy się do…
Taki oto przybytek odkryliśmy włócząc się w okolicach przystanku autobusowego (użyć słowa „dworzec” byłoby zdecydowaną przesadą) przed bramą do Danxiashan World Natural Heritage (zwanego powszechnie „Red Mountain Park of China”), szukając na próżno knajpy z wyposażeniem w postaci menu z obrazkami (rozszyfrowywać chińskich krzaczków przecież nie umiemy). Budynek muzeum w stylu późnego Mao, wokół… nic….
Na Danxia Mountain trafiłam przypadkiem, przeglądając zdjęcia „cudów świata” w Internecie. Czerwone góry- warto to zobaczyć, pomyślałam sobie. Poszukiwania informacji praktycznych były żmudne- dla większości portali podróżniczych Chiny to tylko Pekin, Szanghaj, Wielki Mur i ewentualnie tarasy ryżowe w okolicach Yuanyang. Sami Chińczycy nie są natomiast zbyt dobrymi specami od public relations i nie potrafią…
Spaceruję po Dameishy- „wypoczynkowej wiosce” na przedmieściach Shenzhen, w której mieszkamy i na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się czyste, ładne, luksusowe. Dopiero gdy przyjrzeć się uważniej, dostrzec można nie myte miesiącami okna hoteli, pozapychane liśćmi odpływy basenów. Dopiero gdy zboczyć z głównego deptaka napotkać można uliczne garkuchnie. Pierwsze wrażenie jest takie, że mało w…
Co prawda z naszych dotychczasowych kulinarnych poszukiwań wyciągamy głównie wnioski w stylu „tu nigdy już nie jemy” czy „tego więcej nie próbujemy”, w talerzach znajdujemy muchy, spomiędzy zębów wyciągamy kawałki drutu, wnętrzności nieoczyszczonych krewetek tryskają nam po palcach i rzadko potrafimy nazwać to co jemy, a jeszcze rzadziej wiemy co zamawiamy, ale udało nam się…

