Ruszyła machina głosowania na Blog Roku 2012, w blogosferze od jakiegoś czasu już wrze. Pojechana najpierw miała chrapkę na ten konkurs i zgłosiła się do zabawy, ale po głębszym zastanowieniu stwierdza, że całe to zamieszanie wokółkonkursowe, jego formuła, kategorie, jurorzy, nagrody, rywalizacja… No jakoś to wszystko nie do końca w Pojechanym stylu i wraz z pojawieniem…
Znacie zośkę? Nie, nie Panią Zofię tylko zośkę- popularną „kopaną” grę podwórkową? A wiecie skąd pochodzi? W Chinach często szukamy chwili ciszy i wytchnienia w (bardzo przez nas lubianych) miejskich parkach, w których Chińczycy uprawiają grupowo rozmaite sporty. Czegoś takiego jak w Kantonie jednak wcześniej nie widzieliśmy jeszcze nigdy i nigdzie. Otóż, cały Kanton gra…
W ręku trzymam dokumenty potwierdzające nasz chiński meldunek. Tak, stało się! Wynajęliśmy mieszkanie i zaczęliśmy tym samym normalniejszy okres naszego azjatyckiego życia- z gotowaniem, zapraszaniem znajomych i pogawędkami z sąsiadami. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo hotel mnie zmęczył i jak bardzo może cieszyć smażenie jajka na śniadanie, czy wejście pod własnoręcznie posprzątany prysznic bez…
Doszły do mnie słuchy, że Polska okryła się grubą warstwą białego puchu. Czy tęsknię za zimą? Jakby to Wam powiedzieć… niekoniecznie. Nie lubię zimy, szczególnie tej w mieście, gdzie niestety najczęściej mnie dotyka. No bo co tu lubić? Szaro- brudną breję zabierającą przestrzeniom ostatnie kolory i skracającą życie ulubionych butów? Śliskie chodniki, spóźnione autobusy, poranne…
Normalny człowiek jak złapie jakąś dodatkową robotę i odłoży trochę pieniędzy, to kupuje nowy telewizor albo szafki do kuchni- coś takiego co zostanie na lata. A podróżnik kupuje bilet lotniczy i rusza w drogę- im dalej tym bardziej się cieszy. I żeby to jeszcze jakoś po ludzku- czyste ręczniki, wygodne łóżko, odpoczynek przy basenie… ale…
– Czym się zajmujesz? – pytam sympatycznej Chinki, która bez najmniejszego skrępowania wypytała mnie o wiek, zawód, stan cywilny, a nawet metraż mieszkania. – Jestem gospodynią domową. – odpowiada z dumą. Gospodyni- mam wrażenie, że w Polsce niezmiernie rzadko używa się tego określenia, dużo popularniejsze jest „kura domowa”… Swoją drogą, czy „Desperate housewifes” były kurami…

